Popularne posty

poniedziałek, 27 lipca 2015

Taki bieg!


Na zawody BBL w Chojnowie szykowalismy się licznie :) Klubowo miało być! Niepewność do ostatnich dni, bo to cykl biegów i pierwszeństwo zapisów było dla osób, które już startowały we wcześniejszych edycjach.... Ale organizator, niespodzianka, powiadomił, że przyjmuje wszystkich chętnych! No, to biegniemy!!!

Tym razem Rafał też postanowił wziąć udział, w biegu na 5 km, reszta klubowiczów na 10 km. Ogarnęłam opiekunkę, chciałam tym razem bez dzieci, skupić się na biegu, zjeść coś potem... a nie jak zwykle pędzić do domu!!

Rano wczesne wstawanie, żeby po pakiety jechać... wydawali od 9:00, bieg o 11:00... żeby uniknąc kolejek!! umówiłam się z Asią... Kasia też chce jechać! I Michał też! Asia czekała przy ulicy, jedziemy po Kasię... Kasi nie ma :) Dzwonimy... ja na jeden numer, Asia na drugi... A Kasia nie odbiera! ale oczywiście, na czacie jest... :) Jedziemy po Michała, nastroje przednie :) Jest i Michał, do lasu... żarty żarciki, wyboje na drodze....

Biuro zawodów. Wybraliśmy mniejszą kolejkę, laski z obsługi zamotane, oświadczenia... Nie tu stoimy! to kolejka do biegu na 5 km! Marudzę, że kiedyś to przypięto kartki, gdzie co i wiadomo było gdzie stanąć... Michał pokazuje mi... wielkie potykacze z oznaczeniem kolejek! Czasem trzeba patrzeć niżej, Kamila.... :)

Koszulka czy kapelusz, marudzimy... Proponuję Michałowi XL, ale on upera się na L. Odebrane, każemy Michałowi przymierzyć L, żeby nie było... My mu zaraz powiemy, czy L jest dobra, czy nie! :) Uległ, a koszulka w sam raz!

Wracamy, pedzę, o 10 mam odebrać Monikę, która jedzie z Wawy. Rozwożę towarzystwo, po Monikę, pęd, zamieszanie, już masa aut w lesie, jeszcze numery startowe... Mija nas Asia autem, ja z Rafałem i Moniką już idziemy, jest Mikołaj i Tom... I Jurek!! Asia stoi i rozmawia z Jurkiem, wreszcie go poznałam... całuje mnie po rękach, ach jaki szarmancki!!!

Popędzam, za mało agrafek... idziemy do biura zawodów! Jest i Michał już i Oliwia... gdzie ta Kasia?? Foty trzeba zrobić...

Domyślamy się, że Kasia pewnie Jurka spotkała... to tak szybko nie przyjdzie! Mikolaj dzwoni, pogania... Już komplet!! Robimy foty!

Organizator zapowiada rozgrzewkę, trzeba się pokazać... Bo my w klubowych koszulkach!! Stajemy z Asią i Oliwią na samym początku zawodników, chłopaki za nami.... ćwiczymy!! Muzyka, foty... A trenerka pogania, a my już zziajani... :) Ile jeszcze???

A biodro... boli!! Po wielkim biegu na 37 km dokucza mi ból biodra! A tu chciałam... umówiłam się z Tomem, że pobiegnę szybko, z nim, że poprowadzi mnie na dobry czas, tempo 5 ma być.... no nie wiem...

Koniec rozgrzewki, idziemy na start!! Rafał ogląda się za Januszem, miał biec na 5 km. A Janusza... nie ma.

Juz ustawieni na starcie, tym razem nie ochamy się do fot. Pytam Oliwię, czy pobiegnie ze mną tak szybko... sprobuje!! Michał z przodu, wysoki, szukam Toma... nie ma. No i ok, to biodro....
A Tom nagl się pojawia koło mnie!! I pyta, czy próbujemy. O, Tom, miałam nadzieję, że nie znajdziesz mnie na starcie!! :) Jeszcze próbuję targować tempo, ale on jest nieugięty! Jeszcze sznurówka... a tu już odliczanie, czy zdazę!!? start!! Zegarek włączam na macie startowej, jest Tom, Oliwia... chwilę powoli, Tom mówi, że mam za nim... i zaczyna wymijać! toruje drogę, slalom, coraz szybciej!! Droga prosta, wygodna, ale dużo nas jeszcze... jest i Oliwia, razem, razem... Tom kontroluje tempo, ja w ogóle nie patrzę na zegarek! Jeszcze jeszcze... doganiamy Mika, biegniemy we czworkę! Tom mówi, że pierwszy kilometr jest poniżej 5, super! Już skręciliśmy w las, duuużo gorzej, korzenie, błoto, trawa, kamienie.... wszystko! trzeba uważac i patrzeć pod nogi!!
A biodro... taki bieg, gdzie trzeba kombinować ze stawianiem stóp, nierówny krok i nawierzchnia... boli!! Tom przede mną, Mik, Oliwia, trzymamy tempo!! Mijają nas biegacze, zauważają koszulki klubowe.... :) Miło jest! Drugi kilometr jest wciąż ok!! I o mało nie zaliczyłam wywrotki w błocie, poślizgnęłam się!! I prawie podcięłam nogi Mikołajowi!

Dopiero drugi... zerknęłam na zegarek, 2700, Tom... noga mi ucieka... nie dam rady!! Tom radzi zwolnić i odzyskać oddech, ale w tym stanie mi się wydaje, że pedze jak nie wiem co!! Proponuję mu, żeby pobiegł, jeszcze ma szanse na dobry czas, ale Tom... życiówkę zrobił dzień wcześniej, zostaje ze mną.

biegnę. zostawiliśmy Mikołaja i Oliwię. Tom coraz bardziej z przodu, ja coraz bardziej z tyłu... Zarzymał się, czeka :) Ja się nie zatrzymuję, biegniemy... wolę nie patrzeć na zegarek, już byłam gotowa odpuścić, ale... nie, nie mogę! Jakoś.... dobiegnę!!

Dobrze jest na niektórych odcinkach, równej drogi, wówczas przyspieszam, nie musze aż tak kombinować z nogami, można pewnie biec... boję się, żeby się nie potknąć na nierównościach, nie do końca noga mnie słucha... Tom zaczyna biec tyłem :) Wie dobrze, jak to mnie denerwuje... ale super, jest coraz szybciej znów, Tom sprawdza zegarek.. mówi, że jeszcze tylko 2,5 km, że dam rade!! ale końcówka jest ciężka, podbieg, nierówno... Tom pokazuje faceta z przodu, Kama, bierzemy go, uda sie!! Przyspieszam i szybciej jeszcze jeszcze...  A tu jakiś facet krzyczy, że... jeszcze 150 metrów!! To już!!?? :)

Wpadliśmy z Tomaszem z klasą na metę. Prowadzący ogłosił nawet, że wbiega Kamila i Tomasz, warto mieć imienną koszulkę :)

Medal, woda, auć!! jak mnie boli biodro!!! Ale i tak piekny czas, poniżej 49 minut!!! Dziękuję Tom!!
A na mecie... Michał już i Rafał! Rafał nie wie, ile miał na 5.... czekamy na sms z wynikiem!! Masa zadowolenia, dobre emocje... Rafał nas foci... gdzie inni!?

Wpada Oliwia!! Zgrzana, zadowolona... Oliwia to taka promienna była cały czas, że hej! znów foty... Jest i Mik! Mik, to takie ładne zajączki miał na końcu.... dwie piekne biegaczki!! :) Zdejmujemy chipy, pijemy... Czekamy na dziewczyny, Rafał gotowy z aparatem... gdzie one są!!

Takie wejście.... jak one, to nie miał nikt!! Za ręce, Kasia ciągnie Asię na pęd, foty, foty!!! Krzyczę dopinguję, Wpadły!!! Ale finisz!! No, jak to zwykle Kasia umie zrobić, spektakularny!!! :)

Foty, foty... z medalami... a tu... Jurek!! Jurek oczywiście całując mnie po rękach, Kasię... on ma przy pasku specjalny uchwyt i nosi takie pastylki witaminowe :)

Jeść!! Oliwia się pożegnała, my na posiłek... Sprawnie! Tu kolejka zajeta, ja po talerzyki, robie kilka herbat... Kasia pomaga, łapiemy widelce, chleb... Michał się nie rozdrabnia, cały bochenek! :) Rafał mi dwie kiełbaski nałożył... :) :)

Rozsiadamy się!! jemy... gorące, dobre! Herbata... poszłyśmy z Kasią po jabłka i nektarynki :) :)
A smsów z wynikami wciąż brak!

Niechętnie, ale powoli rozstaliśmy się.
Bardzo fajne było to, że wystąpiliśmy w licznym składzie i w koszulkach klubowych. Było Nas widać!! W biegu, na mecie, cały czas!! Prezes Kondycji, wieszając mi medal, pogratulował: Gratuluję biegu, Piaseczno Running!! Wiadomo, już jesteśmy jednak rozpoznawalni... :)

a do tego... atmosfera, tak ciepło i rodzinnie... to tylko w naszym gronie! :)

Kasia już pyta o kolejny taki bieg. A Rafał... wybiegał 5 km, poniżej 25 minut!! Świetny debiut!
Dziękuję Wam!

urodziny.... urodziny!!!


Wydarzenie utworzone już dawno. bieg 37 km na 37 urodziny :) Lepszego prezentu nie mogłam sobie zrobić. I obawy, co do chętnych, duży dystans, czy ktoś będzie chciał mi towarzyszyć???
A tu niespodzianka, są, chcą! :) Wiedziałam, że nie będę sama!!

Taki bieg.... a tu upały! Ustalanie trasy trwało... kilka dni. Nawet wymyśliłam coś po lesie, żeby cień i chłód był, ale kiedy pojechałam objechać trasę ustaloną na mapie, okazało się, że wg planu się nie da, las jest nieprzewidywalny, a wyznaczona trasa nie do przejścia.

Kasia podjęła decyzję, biegamy w Lesie Kabackim! Jedna pętla 10 km, machniemy 3 i trochę.... ok! Więc umówiliśmy się, że biegacze spotykają się na rynku, jedziemy autami do lasu, gdzie o 7:00 będą czekali rowerzyści.

Na rynku Beata, Michał, Piotrek. Kasi... nie ma! A tu czas, czas leci! Jedziemy i próbujemy się dodzwonić do Kasi! Jest! Złapalismy ją wyjeżdzającą z ulicy osiedlowej, Kasia, cho!

Julianowska, dzisiaj nie biegiem, a autem :) Już blisko... Biegnie Tom!! Tom postanowił do lasu dobiec. Już kiedyś powiedział, że jest gotów na wsystko, byle tylko nie jechac autem na bieg :)
Las, parkujemy. Upał... jest. Ale grzmi!! Idzie wielka burza... chyba będzie padać! Pod lasem Rafał już, za chwilę Asia, Mikołaj... komplet!! Pakujemy wody do rowerów, Michał popedza... nie ma na co czekać! Ruszamy!

Plan był... na 37 km (ja), 37 km (Tomasz i Michał i Piotrek), ile się da (Beata i Kasia) i rowerowo (Asia, Mikołaj i Rafał). Taka ekipa!!

Zaczęło się... szybko. Michał przypomniał planowane tempo (5.30), ale zaraz.. dajcie się rozgrzać!! Szybko się podzieliliśmy. Dziewczyny wolały konwersacyjnie, ja... mnie jak zwykle ambicja doskwierała. Więc wpatrzona w plecy chłopaków, pędziłam....

Burza przyszła, oczywiście. W lesie ciemno, padać zaczęło na jakimś drugim kilometrze... ale jak!! Pierwsze rozmowy szybko ucichły... tzn. ja ucichłam, bo chłopaki luzniutko gadu gadu.... Ale czułam się super! Deszcz chłodził, błogosławiłam swoją czapkę z daszkiem :) Mikołaj trochę focił, trochę kręcił... i znikł. Bo dziewczyny zostały daleko w tyle. ale towarzyszył nam Rafał, z zapasem wody.
Las znam dobrze, szczególnie tę trasę. alejki zczęły namakać, padało i padało... Ja w nowej koszulce biegowej, a jakże, przemoknieta... Tom i Piotr bez czapek, odważnie :)

Pod koniec pierwszego okrażenia 10 km już było trudniej - skakaliśmy przez kałuże, czasem udanie, czasem nie. Raz, dwa miałam bagno w butach, ale Michał zaznaczył, że taki ciężki od wody but podczas biegu pozwala dobrze poćwiczyć....

O biegu wcześniej było dużo, szczególnie, że ma być bez przystanków. Ostatni kilometr przed końcem pętli skakalismy jak jelonki między kałużami, dobiegamy, nasze auta.... Tom po prostu pobiegł dalej! Jednak... nie będzie przystanku, a szczerze, liczyłam na to. Jednak tempo takie... nie mogłam się zatrzymać, bo wiedziałam, że wówczas ich już nie dogonię!!

Drugie okrążenie. Wciąż pada, już ponad godzinę. Nie, nie pada, leje :) Zaczynamy pić, Rafał na rowerze podaje... A rower ma bez błotników! I całe plecy.... w leśmym błocie :) Chłopaki dowcipkują, że wygląda gorzej od biegaczy :) Szybko jest, równo, ładnie. Michał próbuje namówić mnie na śpiewanie, ale ja nie jestem w stanie nawet mówić. I... przestaje padac! Wmawiam sobie, że to drugie okrążenie to lajt, przecież 20 km to ja potrafię... zawsze :) Rafał pojechał do auta, wymienić zaopatrzenie, sprawdzić, co u dziewczyn... Piotr tak fajnie biega, za każdym razem jak spoglądałam na niego, myślałam, że idzie, i musiałam chwilę się przyglądać,  żeby się upewnić, że jednak biegnie :)

Nie pada, ale mokro, błoto, kończymy drugie okrążenie, niewiadomo, gdzie dziewczyny i znów nikt się nie zatrzymuje przy samochodach....

Kamila jeszcze jedno takie malutkie okrażenie i już... Powoli słońce przebija się przez drzewa, coraz cieplej... Piotr i Michał zdejmują koszulki :) I jak tu nie biec! :) Takie widoki...

Nie wiem o czym było, oni wciąż mówili, a ja parę ładnych metrów z tyłu, raz bliżej raz dalej... Rafał kraży, żele, woda... W jednym z nielicznych momentów zrównania się z chłopakami proponuję skończyć bieg przy wodopojuz w Powsinie.... Michał ma lepszy pomysł, żeby skończyć na górce na Kazury, bo tam tablica 37 wbita jest na szczycie! :) Ta jasne.... chociaż już naprawdę jest mi wszystko jedno!

Kończymy 3 okrążenie, przy autach....! Dziewczyny!! A my, takie wejście.... chłopaki bez koszulek, ja ledwo.... bez przystanku!! Okrzyki dopingu, Kasia najgłośniej, gdzie ten Rafał z tą wodą??? Jest jest Rafał.... biegiem!! Oooo, jaka niespodzianka! Rafał porzucił rower na ostatnie 7 km, a na rowerze... Beata!! biegnę już tylko w myślach. Nogi są bardzo zmęczone, skracamy pętlę, bo 7 ma być już, nie 10.... Beata foci, na stanowisku, Michał.... się gubi! Otarta noga nie pozwala już biec!! już Powsin... jeszcze brakuje 3 km, biegniemy w stronę ogrodu botanicznego, jeszcze trochę!! Nogi mnie tak bolą, że prawie idę, nie biegnę! Piotrek jak gdyby nigdy nic... Rafał przypomina, że już niedługo... Beata podaje wodę, która wychodzi w ogromnych ilościach! I mówi do mnie, ale ja już nie mogę nic... Zawracamy, jeszcze 2 km!! Tomasz... jemu brakuje więcej! Do czego, na miłość boską, Tom, przecież Ty z Piaseczna tu przybiegłeś!!! Tom pobiegł szukać swoich kilometrów a my, we trójkę... Jeszcze do Kabat i nawrotka. Pojawiła się Beata, mówi, że mamy do wodopoju biec... Dobra, dobra, jeszcze tylko trochę....

Skręcamy do wodopoju! A tam.... Meta!! brakuje mi jeszcze 200 metrów, zawracam! Muszę te 200 metrów zdobyć jeszcze, 100, 40... Dziewczyny trzymają szarfę z napisem Kama 100 lat!! I ja już mogę ją przerwać!!! Jest!!! :)

Nogi, nogi!!!! ale stoję. Uściski, życzenia, wszędzie pełno bananów!! ale nie ma nas... wszystkich! Za chwilę Piotr! Piotr po prostu przebiegł 37 km!!! Brawo!!

Mało... Tom!! Tom wbiega na mete! O co chodzi Tom, ile Ty wybiegales??? Pokazuje....
On gratuluje mi 37, ja mu... 42!! Tom pokonał dystans maratonu!! :) Jesteś wielki, Tom....

Wszyscy jedzą banany :) Już dobrze, już koniec! Cudowne uczucie zwycięstwa i mocy! Zrobiłam TO! A Oni.... są tu!
A Michała nie ma!! Jak to, nikt nie wie, co z nim. Dzwonimy.... zajęte! Bo wszyscy naraz dzwonią :) Udaje się... Michał jest przy samochodach! Idziemy do niego. Mikołaj zabiera kluczyki, jedzie rowerem, a my... spacerkiem! Dzwonię do koleżanki, opowiadam... Wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni... nogi bolą, ale... nie no, biegnę!! I ruszyłam.... Dogoniła mnie Beata, żartuje, że też nie mam dość!! A ja... nie mam dość :).

To był jeden kilometr, asia z nami na rowerze... już auta, Michał, Mik... rozciągamy się, czekamy.
Są, już wszyscy, więc.... jedziemy na rynek!!
auta, rowery.... Michał nie może dłużej zostać, odwoże go do domu, dziewczyny dzwonią z drugiego auta, szukają nas... :) Spotykamy się na rynku. Słońce już przygrzewa, ale my... siadamy przy stoliku w słońcu, bo wychłodzenie i zmęczenie :)

Są już rowerzyści, zamawiamy jedzenie. Tomasz nalesnik z nutellą :P Asia z niego żartuje :) Nastroje przednie i.... prezent!!
Dostałam urodzinowy prezent, nasze biegowe, wybrane zdjęcia w ramce!! I flaszkę :P Uściski, zyczenia, a ja sie prawie popłakałam :)

Najedzeni, zmęczeni... nie mogliśmy się rozstać!!
Dziękuję Wam! to był najpiekniejszy bieg!

niedziela, 12 lipca 2015

O zmianie trasy, tempie i... ciszy :)

Bałam się od momentu, w którym się obudziłam rano. Bałam się... tempa :) Na dziś zapisali się... najszybsi oraz Beata... to zapowiadało katastrofę!

I nie mogłam sie wyrobić. Czas leciał jak szalony, a ja wciąż w proszku. W końcu nie zdążyłam nawet zjeść, coś tam trochę... za 5 siódma wciąż byłam w domu!!

Ale już dwie po... na rynku :)

Beata, Michał... fontanny nie działają, ciekawe, nieraz już włączano je o siódmej... Tomasz.... czekalismy chwile, nie bylismy pewni, czy Piotr nie dotrze... ale nie dotarł. I nie ma komu foty, ja nie mam funkcji z łapką... Samowyzwalacz z chodnika, i jest!! No to ruszamy.

Ja od początku oprotestowałam tempo, ma być wolno... z obaw, a poza tym, w nienajlepszej fizycznej kondycji byłam... raz z powodu biegania trzy dni wcześniej pod rzad, dwa... byłam na prochach, comiesięczna niedyspozycja... więc ja odpadam!!

Na początku chłopaki zachowywali sie przyzwoicie, z tyłu, my z przodu... ojjj, jak było cięzko, tak naprawde do lasu to było rozpędzanie się :)

Standardowo, Michał z tomaszem się rozgadali, w tempie dla nas niekonwersacyjnym, pobiegli w końcu przodem i standardowo już tyleśmy ich widzieli. Uprzejmi byli poczekać na nas na skraju lasu :)

Beata woda, nikt inny.... już przed lasem zaproponowałam, że kierunek odwrotny, żeby wodopój był później, nie wcześniej... nie za gorąco, da się wytrzymać! Wychodziło że wodopój będzie koło 12 kilometra! I to mi pasowało.

Beata ok, chłopaki... nie pytałam :) Więc napierw prosto w las, potem w lewo.... Jeszcze przed wbiegnięciem do lasu Beata, w naszym wspólnym imieniu, oprotestowała tempo chłopaków.... więc bieglismy całą szerokością drogi, razem :)

ale wciąż, mimo protestu, bylo szybko.... Tom i Michał gadali, my słuchałysmy... o rowerach było, motorach... otwieraniu drzwi przez kierowców podczas gdy się przejeżdza przy ich aucie - rowerem lub motorem. O prawku Toma, motorze Michała...

Minęła nas.... biegaczka-uff, nie wiem, jak opisać ją.... ten kolor ramiaczek stanika, zupełnie niebiegowej bluzki, włosów i biustu... przynajmniej my byłysmy mocno.... pod wrażeniem, nie wiem, jak chłopaki, nie śmiałam się obejrzeć....

Poza tym, dużo biegaczy było :P Podobno tydzień wcześniej, w upał, sami ze skrzywionymi minami tu biegali... Beata opowiada. To po co było wychodzić z domu?

Przy kamieniu w prawo, do Moczydłowskiej.... Jeszcze było wahanie, bo może podbiegi chłopaki??? ale.. oni nie chcieli :) Beata przypommina o proteście.... i znów oni z przodu, my za nimi... ale blisko :) Tom twierdzi, że to tempo... to efekt naszego oddechu na ich plecach :) I cisną, a my... próbujemy dotrzymac im kroku!! Liczę kilometry, słabo mi... Postanowiłam zaproponować powrót wprost na Kierszek, zamiast biegu do wodopoju... w myślach tak :)

Zakręt, w prawo... chwila odpoczynku, Beata protest.. ja już nic nie mówię... chłopaki znów uprzemie wypuszczają nas na przód... Tak, teraz tempem rządzimy z Beatką!! I... wcale nie jest wolniej!! chyba to już ten kilometr, kiedy człowiek zaczyna być super rozgrzany i zaczyna gnać! I znów ta biegaczka-uff... :)

Nawet nie pisnęłam o powrocie na Kierszek... w lewo i... zapadła cisza!! A tempo... szalone :) Cały dłuuuugi odcinek ok 3 km do wodopoju...

była cisza i pęd. Nikt nic nie mówił, tylko bieg... całą szerokością drogi, czasem zbiegałam na prawo, by przepuścić rowerzystę czy biegacza... Zerkałam, Beata... biegła i już.

I cisza....

I tupot butów....

I wypadlismy znów w prawo, do Powsina, milcząc, szlaban, w lewo do wodopoju... czekałam. Czekałam, kto przerwie ciszę. Liczyłam na Beatę, że zacznie protest... ale nie, a ja... mi juz się chciało :)

Stop dopiero przy ujęciu wody. I chciałam słów, to mam, komentarz Michała....: "Dziewczyny jak nie gadają, to nawet biegną ":)


Schładzamy się... Pijemy.... Beata grzebie w telefonie... ona w ogóle dzisiaj, co chwila wolniej lub zatrzymanie, grzebała w telefonie!! A Michał wciąż zwracał jej uwagę!!

Nie chciało nam się powrotu zwykła trasą... Michał pokazał kierunek, biegniemy... jeszcze amfiteatr, schody - o nie, ja tu nie biegnę!! ale podobno te schody to specjalnie... były tydzień temu dla Kasi i Toma, po tym biegu na PKiN, niech będzie.. Biegłam pierwsza, ścieżka w lesie, fajnie, coraz szybciej... asfalt!!

w prawo czy w lewo? w prawo wracamy do Powsina na polanę... skierowałam się w lewo, a co! :)
I znów pierwsza.... szybko.... szybciej! Chciało mi się! Za mna kroki, nie oglądałam się, ale słyszałam po krokach... że Tom! skończył się asfalt, żwir... ale nie zwalniam! nigdy tu nie byłam, minęlismy strzałkę do ogrodu botanicznego... dom, z tabliczką "zwolnij, nie kurz" :)

I musimy poczekać, za daleko się rozpędzilismy :) Są, są... Beata i Michał. I znów rozpęd, główna asfaltowa do Kierszka... pędze z Tomem, jest koło 5.... jeszcze jeszze, Beaty z Michałem nie widać a ja... opadam z sił. Zwalniam, wolniej, wolniej, ja musze odpocząć Tom! Fota Tomowi... fota Beacie i Michałowi, którzy nadbiegają... już, już razem.

Przez chwilę, teraz ja nie mogę... ich dogonić! biegne i biegnę, Beata ciągnie, chłopaki... są już dość daleko z przodu, a mi gorąco, niedobrze i nie mogę za nic przyspieszyć!! Skręcają przy torach, ja daleko... też skręcam... uratował mnie kamień w bucie Beaty! dogoniłam!!

Minelismy nowe osiedla, pole, chodnik przez środek pola... Michał proponuje tam! żeby nie wracać pod las. Czemu nie :) Piekna ściezka, asflat dla rowerów, chodnik... przecina pole do odległych zabudowań!! znów jest szybko, Beata narzeka... chodź Beata, chodź! ja potrzebuję sklepu z piciem!!! Nastroje bardzo dobre, droga też... i koniec!! Piekna, nowa ścieżka kończy sie przed abudowaniami... po prostu! i zamienia w płyty betonowe, no to Polska własnie.... mostek...postój :) Beata... zginęła za górką, na tyle długo, że Tom poszedł szukać... ale się na szczęście znalazła :)

Beata telefon... cos tam czyta, Michał ją karci... znów telefon!! To i ja telefon oprotestowałam, Beata, kończ! biegniemy!!

Droga z kostki, Julianów...  znów szybko, matko, co to w ogóle jest!? dopytuje o sklep, nikt nic nie wie... i Julianowska!! Michał mówi, że tędy bieglismy, a ja za nic w świecie nie mogę sie odnaleźć...aaaaa, już wiem, gdzie jesteśmy!!

tu będa biedronki... czy biedronki mają lodówki?? Podobno tak.... szybko, szybko... Beata ma problem z nogami, musi sie porozciagać!  Aj, kolana.... cięzko ruszyć, jedna biedronka, druga... omijam, wiadomo, będzie Żabka przy cmentarzu.....

główna na Konstancin, na przełaj z Tomem i prościutko... do Żabki!!

Ach, woda, zimna!! Beata... batonik, chłopaki picie.... Wszyscy opróżnilismy zakupione butelki. Do dna!! Mało rozmowny nastrój, jest zmęczenie... ale i dobry humor :) focę nogi chłopakom...

ruszamy, już naprawde niedaleko, a tam... fontanny :) Tom się wybił na początek, my z tyłu, troche rozmowy... wraca ozywienie, skrzyżowanie, stoimy, swiatła...  Przy parku Michał o drażkach :) nie, nie, nie :) Beata pędzi, ale zachęca mnie do finiszu, ja Beata, dzisiaj... już ledwo!!

Rynek, rynek!!! I dłuuugie rozciąganie :) Jak dokładnie!! :) Beata fon...

O foty upomniał się... Michał! :) :) No proszę :) Oczywiście, bez fot Was nie wypuszczę.... Znów samodzielnie, ale ładne :) No i buty, buty sfocilismy, bo dzisiaj... wszyscy w butach jednej marki!


Było mocno energetycznie! Wszystkie narzekania Beaty były... tylko co do zasady, szybko biega!
Tomasz z Michałem... chyba też im sie podobało tempo. No i sam bieg, inaczej... inaczej by tak rano nie wstawali w niedzielę!

Dziekuję!!

sobota, 11 lipca 2015

O pędzie, pijanym słupku i co Mikołaj robił na rowerze :)

Na rynku zbieralismy się w słońcu, ja pierwsza.... i Janusz. W cywilu!! :) Przyszedł się tylko przywitać, narzeka na ból kolana, z biegu nici!

Dziewczyny... Michał... Mik. Mik... w cywilu! o matko, coś z nogami??


A Prezes dzis nie biega bo... nie :) Postanowił rowerowo nam towarzyszyć. Nikomu się to nie podobało!

ale Prezes... to może :) No i Piotrek w żarówiastej koszulce i Tomasz w klubowej. Jako jedyny dziś!! Bo my na kolorowo, nieklubowo zupełnie :)


Foty foty... lista obecności, mamy komplet. Lecimy :)

No i od razu było wiadomo, że będzie szybko. Cos tam Kasia zaczęła szukac towarzystwa na koniec grupy, na wolno, ale... biegła też szybko! :)

Więc Beata i ja ciśniemy z przodu, Tom i Piotrek za nami, Kasia z Michałem na końcu... dwójkami!! A Mikołaj... jedzie obok i nas foci i nagrywa! :) I gada. Bo my to raczej pędząco... 5,20... 5,30...

Patrzę na zegarek, ciekawe ile wytrzymamy w tym tempie, myślę o Kasi, która zapowiadała, że wolno ma być... Ale ona cały czas pędzi, jak my. Beata oczywiście gada.... znacznie wzrosło tempo, w którym ona wciąż pozostaje w konwersacji :) Już spokojnie poniżej 5,30 nawija... ciekawe, jakie tempo trzeba narzucić, żeby się uciszyła.... :) :P

W Żabieńcu musiałam się zatrzymać, żeby poluzowac sznurówki, Beata uprzejmie poczekała a potem... nie mogłysmy dogonić przodu, no Kasia, co z Tobą, tak się odgrażałaś...

Tamci na horyzoncie, my z Beatką ciśniemy.... i nic. Pomoc przyszła od Polskich Kolei, akurat jechał pociąg, więc miałyśmy szansę dołączyć do grupy. Chwila namysłu, nie, nie, nie biegniemy na górki, tylko prosto!


Kasia została z nami... Mikołaj wytrwale foci, kręci... my pędzimy... ale chłopaki to już w ogóle. Michał, Tom i Piotr daleeeeko z przodu, Kasia żartuje o zyciówkach... W ogóle dziewczyny żartobliwe mocno sie zrobiły... nie można po prostu było z nimi wytrzymać!!

Mikołaj zrobił najazd.... na mnie, kamerą, idywidualnie... i filmuje i naciąga na wywiad.... zaczełam się nerwowo oglądać, nie przywykłam do takiej sławy... :) a tempo... wciaż szybko! W śmiechu i zartach dotarłyśmy do głównej... uprzejmie oczekiwali tam na nas chłopcy, chwila postoju....

krygowaniu i uprzejmościom nie było końca!! Bo oni nalegali, byśmy my prowadziły..., my, żeby oni... no po prostu nic, tylko tam zostać :) Wreszcie... Michał skończył z kulturą :) biegniemy... koło sklepu Kama, szlag... :) tempo 5,12......

Zostawiłam dziewczyny, biegnę... Tom próbuje mnie nabrać na pukanie... o nie!!, nie udało mu się!! :) Czujna byłam tym razem... bo na gruntówce, to nie słyszę kroków, albo jak grupa jest... tu byłam sama i kostka... nie udało ci się Tom! :)

Pędzę z Tomem, doganiamy chłopaków... ale tempo!! cmentarz, nic nie mówię... Piotrek równo z nami... pytam, czy dobrze jest, on zadowolony, podoba mu się... Ja się trochę bałam, że może on takie tempo nie teges.... tylko się nie przyznaje i umiera!! ale nie :) Widzisz Piotr, my to nie tylko gadamy i truchtami, również szybko bywa... w zależności od chęci :)

Jazgarzew, skrzyżowanie, czekamy na dziewczyny... ufff, ale jest fajnie!!! Chwila ponownych uprzejmości... Dziewczyny puszczają przodem chłopaków i... mnie, bo ja to już się rozpędziłam dziś! Koło koni... Michał prowadzi, ja z Piotrem, Tom... gadamy, w tym tempie!! Piotr dopytuje o bieg na 20 km w niedzielę... o bieg na 37 km, urodzinowy.... Bo też chce ze mną pobiec!! :) Jak fajnie :)

Michał jak w transie, Tom pędzi... runmageddonowe skrzyżowanie, czekamy na komplet! Foty... :)

 
 

Tom zaczyna coś o Bobrowcu... o nie Tom, ja jakoś dziwinie czuję, że już nie za długo w takim tempie... 5,46... 5,49.... Moja droga a Tom... nie chce się ścigać!! No nie.... :( Za to chłopakom przypomniał się mój popołudniowy wypadek... nie zmieściłam się w bramę przedszkola autem.. zaczepiłam o słup... ale mieli radosci! :) Szczególnie Tom z Michałem!! Wszyscy się cieszą... że napadł mnie słup, a był pijany.... ja go musiałam obezwładnić... skuć... zawołać policję.... :)

Dziewczyny haha, hihi, ale chyba nie do końca z tego, coś tam złosliwie mówią, nie wiem dokładnie o co chodzi, ale je to nieziemsko bawiło! :) :) I chyba dotyczyło mnie :) :P

Tom zauważa, że czwartkowa życiówka będzie... 10 km poniżej godziny... zdecydowanie!! :) Nigdy nam się to jeszcze nie udało, za dużo jest zawsze gadania...

Pasy.... Kasia wyraża przeczucia, że już, już ja i Tom jestesmy myślami na wiadukcie i zaczynamy się rozpędzać... o nie Kasia, dzisiaj wiadukt, nieeee... :) Kasia wie swoje, gruntówka, kontroluję, gdzie jest Tom.... żeby znów mnie nie puknął, Michał się śmieje, szyszki... :) :) Nie ma szyszek! :)
Mikołaj uciekł, biegniemy na wiadukt... Mik na wiadukcie czeka, z rejestratorem, a jakże! To i ja go focę...


Chwila rozciągania, tradycję zacząć czas... pędzę... Tomasz ze mną, zwyczajowo, obok lekko z tyłu.... Piotr! A Michał tym razem odpuścił! :)

Tomasz, wiadomo, z kultury chwilę dla towarzystwa, potem drugi bieg włączył.... i tyle go widziałam!! Mik filmuje.... jak ostatnio, w K30 wygrałam, więc usatysfakcjonowana jestem :)

odpoczywamy... biegiem! W dół, w dół, do stadionu!! nic nam tego tempa nie ubywa :) no 1 Maja.... niech tam, jak wszystko, to wszystko, podbieg musi być! I znów Tom mnie dogania i przegania na koniec, on tak lubi mi pokazać, kto ma więcej biegów.... :) :)

Są wszyscy, biegniemy do rynku, mnie roznosi, znów do przodu... Za rondem Michał z Tomem... widziałam, jak podkręcają się wzajemnie, przyspieszają... i już, znikli nam z oczu. Ja i Piotr równiutko, poniżej 5 nieco... ale i tak, to 14 kilometr, daje w kość!!

Wytrzymałam do konca!! Rynek, fontanny wyłączone, pech! :) Są wszyscy, rozciąganie....
Z biegu powstała masa fot i film. A nawet dwa!!

a ten bieg... mocno energetyczny!! Nasi najszybsi, Tom i Michał.... zadowoleni! Tak bardziej niż zawsze, to coś trochę pod nich, szybciej :) oczywiście, nie tak, jak oni potrafią, ale zawsze....
Piotr też uśmiechnięty... chyba zaskoczony lekko :)

Dziewczyny... ach marudzenie nie było potrzebne!! Kasia z Beatą, wiadomo, nie od dzis biegają i też potrafia trzymać tempo!! Mocna ekipa była dziś!!

Dziekuję, znów było super! I znów wyjątkowo!

piątek, 10 lipca 2015

Dłuuugie interwały?! Też są fajne! :)


Wtorek to dzien na pobieganie. Usypiam Tyma, zostawiam pod opieką Dagi, biegnę gdzies blisko, żeby w razie czego... szybko wrócić :)

Planowałam coś szybko, nie do końca wiedzialam, co to będzie. Ale samo wyszło....

Bo pochwaliłam sie planem w klubie i od razu znalazł się chętny!! Mikołaj postanowił pokazać mi, gdzie raki zimują... Nie zamierzałam dać się pokonać!! Straszyłam ciemnością, hopkami.... Mik postanowił :)

No, to o 21:00.... Tym śpi, wyszłam wcześniej, nosiło mnie.... pobiegłam na Mleczarską, wiedziałam, że tamtędy musi nadbiec Mik... biegnę, biegnę... Na Mleczarskiej jakiś chłopak biegnie daleko, myślę, Mik za wcześnie, dorabia kilometry.... biegnę za nim, gonię...  rondo...koleś zawraca... to nie Mik!! A tu prawie 21:00!! :)

Zaglądam do telefonu.... Mik marudzi publicznie, że mnie nie ma... jak to mnie nie ma!? Przecież jestem... dzwonię! Okazało się, że Mikołaj czeka na rondzie....  w Mysiadle już! :) A ja, jestem na innym, w Piasecznie :) :)

No dobra... to lecę :) Jakieś półtora kilometra... jest Mik, foci :) :)



Jaki plan, jaki plan... Jest droga, odcinek 1 km, to zróbmy te interwały! Dłuuugie :) Pobiegliśmy na początek odcinka, gotowa?! Jak zawsze... start!!

Po starcie jest zawsze fajnie... gps wariuje jeszcze, czuje się moc, wydaje się, że nie jest szybko.... przez pierwsze 300-400 metrów!! rondo... pod prąd i po jezdni :) ojjj, oddychamy, oddychamy Kamila!! Z pół na zmianę chłód i upał na drodze, ja nie gadam, wiadomo, interwały...

Pierwszy wyszedł bardzo ładnie, żyję :) Zawrotka, lecimy na uspokojenie... mikołaj mnie stopuje, bo ja pędze jakoś... chyba jeszcze nie wyhamowałam po tym szybkim odcinku :) :) wolniej, wolniej... no dobra. Mikołaj mi przypomina, że mam odpocząć, bo zaraz będzie powtórka z rozrywki, mam jedynie kilkaset metrów jeszcze, by uspokoić oddech.

Zawrotka, szykujemy kolejny kilometr... pęd! I znów na poczatku... całkiem, całkiem... nawet do ronda było ok. Mikołaj spokojnie oddycha, długie kroki... ja staram sie spokojnie, kroki... no cóż, nie bardzo pilnowałam :) Za rondem trochę kombinacji, pusta droga, ale kierowcy uparli się jechać przy samym krawężniku... przy którym biegliśmy. Strasznie mnie to drażni, jeszcze rozumiałabym, gdyby był chodnik.... Co oni chca w ten sposób udowodnić? Jeszcze jeszcze... ufff!!

Tym razem wracałam grzecznie i potulnie, wolno jak Mikołaj kazał. Bo jednak zadyszana byłam....znów fala ciepła, fala chłodu... opowiadam Mikowi o okolicy, tu tor krosowy, tu szkoła... jakoś strasznie szybko mija ten odcinek, a tu wciąż jeszcze cięzko się oddycha...

Zawrotka. Robimy foty :) Deklaruję, że ten odcinek będzie ostatni szybki. Bo padam już :) Start!!!
Znów do ronda ok, ale potem.... tempo zawrotne, a ta droga taka dłuuuuga.... miejsce zakończenia gdzieś na tak odległym horyzoncie, matko, jakby się wydłużyła trasa!! :) Nie patrze na zegarek, żeby sie nie stresować, aby tylko do latarni... Mikołaj... w pewnym momencie przyspieszył! Ja nie miałam szansy go dogonić, ale też nie miałam żadnej okazji zluzować :) :)



Stop stop... brzuch przyklejony do pleców, niedobrze mi.... ble, oddychać, oddychać.... :) Mik zadowolony, uśmiechnięty, ja już za chwilę też, jak tylko przestałam walczyć o życie :)

Lubię tak sie zmęczyć!! Idziemy, odpoczywam... Mikołaj tłumaczy mi, jak z tym oddechem jest... jak się warto nauczyć, żeby się dotlenić, żeby zadyszki nie było lub przyszła dużo później. Trucht teraz... relaks, pełen relaks :) Pokazuje Mikowi swoje okolice, on zupełnie nie zna Mysiadła :)

Ach, jak przyjemnie! Lubie takie treningi a jeszcze bardziej lubię, jak ktoś je ze mną robi :) A Mikołaj... też chyba lubi się zmęczyć :)

Dzięki Mik, za moje pierwsze, długie interwały, zyję i mam sie dobrze, i ładnie oddychałam! :)
a czasy...

1. 4,26
2. 4,28
3. 4,26

:)

czwartek, 9 lipca 2015

Hej Mazury, jak wy cudne!


Na ten bieg przygotowałam się specjalnie. Stworzyłam event na FB i zaprosiłam do niego znajomych - Martę i Kasię. A także... umieściłam post na stronie szczycieńskiego klubu biegacza!

Chodźcie, pobiegnijcie ze mną! :)

I... był odzew! Udział w biegu zadeklarowali również Beata, Klaudia i Jacek. No, to jest nas dużo, na te 20 km. Liczyłam na nową, nieznaną mi trasę... i się nie przeliczyłam :)

Z powodu upału Beata zaproponowała rozpoczęcie biegu godzinę wczesniej. Czyli o 6:00 w niedziele!! Wiedziałam, że Kasia generalnie oprotestowuje wczesną porę, więc stanęło na 6:30. A i tak Kasia marudziła :) :)

Ok, 6:30, zbiórka za miastem, w lesie przy zielonym szlabanie. Marta jednak rowerowo miała być. Zbieram Kasię spod domu, jedziemy... ja na telefonie, tyle osób już nie spi o tej porze... Dzwoni Marta, urwał jej się łańcuch od roweru!!! O rany, nie będzie jej!!

Jaka szkoda...

Jeszcze Marta nawiguje nas chwilę, która to ta uliczka była.... jest, zielony szlaban!! Parkujemy, w gotowości, woda jest... Bo upał straszny ma być tego dnia, zresztą już jest koło 20 stopni, ale w lesie, na szczęście, cień.

Są pozostali! I niespodzianka, Klaudia również na rowerze :) Czyli, mamy zaplecze techniczne! Poznajemy się, czesc, czesc, to my, a to my :)

Zarządzam fotkę, a jakże. Ja w klubowej koszulce, żeby nie było :)


To co, nie ma na co czekać! :) Ruszamy.
Trasą rządzi Beata, ma być po lesie z powodu gorąca. Powoli rozkręca sie rozmowa... wiadomo, zaczęło sie od biegania! :)Jacek, przypominał mi trochę naszą Kasię klubową, bo startuje w wielu zorganizowanych biegach. I o tym też dużo było... o braku wody na półmaratonie bmw w roku poprzednim... o półtoralitrowych butelkach... o szczycieńskiej dysze... o biegu niepodległosci...

A trasa... marzenie, głęboki las, dobra nawierzchnia, słońce błyska między drzewami... nie spieszymy się! Klaudia wiezie wodę, a my w tempie całkowicie konwersacyjnym... koło 6-6,30...

Mostek, Beata proponuje skręcić nad jezioro Wałpusz. Biegniemy wzdłuż rzeczki, spokojnej... z wodnymi kaczeńcami, piękne liście..... rzeczka wpada do jeziora, czyściutka woda, trzciny... Postój. Tu robimy kolejne foty i pijemy wodę :)
 



i dalej, dalej... o jedzeniu było...okazuje się, że Klaudia sporo wie na temat, ja słuchałam, bo też powoli zaczynam z tą dietą... znaczy, ze zrowszym odżywianiem się! Rzuciłam nutellę..... :) Jacek też dużo wie. Jacek w ogóle chyba biega już od dawna i jest w temacie mocno zakorzeniony, bo właściwie miał do powiedzenia na każdy temat! :)

Potem Kasia... o biegach górskich. O klasyfikacji generalnej było... o podiach i kategoriach wiekowych :) Co jakiś czas rozwidlenie dróg, Beata z niewzruszoną pewnością wybierała: w lewo, prosto.... A robiło się coraz cieplej!

I wtedy dopały nas muchy :) Muchy takie, w rojach latające, błąkające się w kółko w miejscu... tylko to był rój za rojem, a my machaliśmy rękami, żeby je odgonić :) Oczywiście bezskutecznie. Tylko to takie fajne muchy były, bardziej nieprzytomne i chaotyczne, niż gryzące i dokuczliwe :)

coraz cieplej... coraz częściej sięgamy po wodę, którą wiezie Klaudia. Ja kompletnie nie wiem, gdzie jestem, ale wciąż las, las, pięknie! Jacek pozbywa się koszulki :P Zupełnie nam to nie przeszkadza! :)
I zaczynamy spotykać ludzi. A raczej biegaczy i rowerzystów :) Nikt inny w lesie o tej porze nie siedzi, chyba że zbieracze... ale susza, grzybów i jagód jak na lekarstwo...

Wtedy Beata oświadczyła, że po raz kolejny o mało nie nadepnęła na padalca! :) Coooo?? To tu są padalce a ja nic nie wiem!!!? A fota z padalcem? :) Zaczełam ich pilnie wypatrywać, ale oczywiście wówczas nie znalazłam ani jednego!!

Zrobiło się już bardzo gorąco, już miejscami droga skąpana w słońcu, bo akurat w taki kierunku biegnie, że słońce na wprost... ufff, mostek znów... czyli wracamy już powoli! Szkoda! Ale.... upał naprawdę daje się we znaki!!

Jeszcze trochę....o jest!, jest! padalec :) Fota musi być :)

Beata zauwazyła, że zabraknie nam kilkuset metrów do 20 km. No to kieruje za stadion leśny, jedno koło, winkiel, Kasia protestuje... Chodż Kasia, dwójka z przodu musi być :)
Kluczymy, obok jakieś domy.... wpadamy pod szlaban.... o matko, ależ ta Beata zna ten las!! Pod szlabanem wybił dokładnie dwudziesty kilometr!! :)

rozciąganie, picie.... auto przyjemnie chłodne, głębokim cieniu :)
I foty, foty! Wszyscy w poczuciu zwycięstwa, alez to był dobry bieg!!

I okazało się... że można, pobiec z zupełnie obcymi osobami, a nie brakuje ani dobrego humoru, ani tematów do rozmów :)

wiadomo już, że na pewno będziemy umawiać się na bieganie, jak tylko przyjadę do Szczytna.

Dziękuję Wam za bieg, naprawdę fajni z Was ludzie, a poranek niedzielny był wielką przyjemnością! :)

poniedziałek, 6 lipca 2015

Chciałabym tak poprawiać osiągi, jak Kasia :)

Z Kasią nie widziałyśmy się... ponad 20 lat! Ona na pólnocy, ja na południu.... od rodzinnego miasta :) I ten facebook... zostałyśmy znajomymi, znalazłysmy się.

No więc, okazało się, że Kasia biega. Fajne to, dowiedzieć się, że ktos znajomy biega! Kasia biega i bierze udział w zawodach. Co ciekawe, również w biegach górskich, których ja boję się jak ognia... :)
Wspominałyśmy co jakiś czas, że kiedy będziemy w jednym czasie w Szczytnie, pobiegamy razem. No, to zdarzyła się okazja!!

Plan był prosty. W sobotę szybko - robimy rekord na 5 km. W niedziele... długo :) Coby się i wybiegać i nagadać :)

A tu o sobocie chciałam...

Umowa prosta, lecimy do rozdroża, na Zabiele, tam łamiemy życiówkę i wracamy :) Proste? proste!! Ale... pojawiły się okoliczności... po pierwsze przyszedł upał. No taka pogoda zdecydowanie nie sprzyja rekordom! :) Druga sprawa... Kasia obawiała sie, że przy szybkim tempie dopadnie ją kolka! wielka niewiadoma... więc umawiamy się, że o rodzaju treningu zdecydujemy... na miejscu!
Siódma, lece pod cpn... matko!! ależ ona jest.... kolorowa!! Kasia rzucała się w oczy z 5 kilometrów! :) :) Na ramiączka, ja też, cześć, czesc!!

I fota!! :)

Ruszyłyśmy na rozgrzewkę, niosło nas.... że hej!! tempo 5,20, no przesadzamy!!! ma być konwersacyjnie, rozgrzewkowo... spokój! gadamy... o rany, o czym można gadac po 20 latach niewidzenia się? O wszystkim, trzeba sobie opowiedzieć wszystko, co się działo, i o tym, co teraz... na rozgrzewce było o bieganiu dużo. O tym, gdzie biegamy, jak i z kim. Kasia mieszka obecnie w Gdyni. Kluczymy po uliczkach osiedlowych, w drodze do przeznaczenia..... stop. jak tylko zaczął się las :)

Tu zostawiamy wodę. Zbędny balast. Dopytuję, co robimy, tę piątkę, czy po prostu może interwały? Kasia chce piątkę!! Wiedziałam, że nie oprze się okazji :)
Plan jest prosty. Łamiemy 24,41, bo to aktualny czas Kasi (mam nadzieję, że dobrze zapamietałam:) ). I już! Czyli... minimum 4,55 min/km.

Co to dla nas... :P

Nowy trening, zerujemy zegarki... Mamy takie same zegarki, Tomtomki, umowa, teraz...start!! I kontrola, kontrola, żeby za szybko nie wystrzelić....

I się nie spalić!

Bardzo milczący to był bieg!! Nie wolno gadac, żeby oszczędzać siły!!

Lecimy.... równo, równo, musi być równo... pilnujemy tempa... wiadomo, pierwszy kilometr to całe nic, jeszcze coś tam gadam... Droga miała być nieuczęszczana, a tu jadą i jadą... na szczęscie jak już przejechalo kilka aut, był spokój.

Plan był na 2,5 km, potem zawrotka. Robi się pod górkę (droga płaska...)trudniej! Ten drugi kilometr okazał się najszybszy! Więc... się zmęczyłyśmy :) Coraz dłuższe te metry, a tempo... równo, równo, ładnie jest!!

Zagapiłam się z zawrotką, Kasia przypomniała, że mamy zawracać! To najlepszy moment, będzie już tylko coraz mniej :) Ale... coraz ciężej! Na szczęście w pełnym cieniu biegłyśmy, drzewa tu wysokie, i chociaż dobrze już było po 7:00, na drodze wciąż cień. Jest, 3 km. Kasia, jeszcze 2!!!
A Kasia jakby nieco wolniej... albo ja nieco szybciej! w kazdym razie dwa kroki przed Kasią.... żeby ją widzieć!! Pytam o kolkę, żeby się przypadkiem nie wygłupiała i nie biegła z kolką w tym tempie.. mówi, że ok.

Jest coraz bliżej, boję się, czy Kasia nie zwolni. Nie teraz!!! Jest tak równo! Zaczynam gadac :) O wodzie na mecie :) Przypominam, że życiówka będzie :) ale, nie musiałam się wysilać, Kasia po prostu równo tupała i nie pozwoliła mi sie oddalić :)

Koniec lasu z lewej, już widac nasze miejsce z wodą. O, jak blisko! Nie, nie, nie wygłupiałyśmy się na sprinty na finisz... My powazne jestesmy biegaczki, nie ma się co zarzynać na 400 metrach dla dwóch sekund.... Jest! 5, stop!!

O jak super!! Wiadomo, jest życiówka! Pić!!! Leje się z nas pot, ja nie mogę foty zrobić, ręce mi się trzęsą.... :)

Takie rzeczy lubie... postanowić, że łamie się piatkę i ja złamać!! Dzisiaj był plan na poniżej 24,41, wyszło...24,22 :)! Po prostu :)

Fota, ofkors... Nie spinałyśmy się bieg. Słońce, ciepło... więc... spacerek :) Idziemy, pijemy i.... oczywiście gadamy! O mężach, dzieciach, pracy, odchudzaniu, tuszy, mocy biegania.... :)
Jeszcze pobiegłysmy, a jakże, przez jakieś wertepy... zachciało nam się skrótów!! Może i to łąka była, ale jaka paskudna... :) Jakiś powiginany mostek, skąd te bloki tam...

Już już, znajome otoczenie, chodnik, cywilizacja... Na drugi dzien plan na 20, wiec się jeszcze zobaczymy!!

Czesć, cześć!

Lubie takie osoby, konsekwentne. Podobno wszystko jest w głowie... :) :)

Bardzo mi się podobał ten bieg, ekstra trening i sukces, co jeszcze bardziej człowieka nakręca!!

Dzięki, Kasia!!