Popularne posty

sobota, 5 września 2015

Taka impreza! :) Frog Race 2015

Jak pisałam wczesniej, Frog Race 2014 był moim pierwszym startem w biegu zorganizowanym. Więc nawet nie wyobrażałm sobie nie wziąć udziału w kolejnej edycji!
I nie tylko ja....
Nawet małżonek się zapisał!

Jak poprzednio dobra organizacja, wolo pilnowali porządku na parkingu, więc parkujemy grzecznie we wskazanym miejscu. Krótki spacer, już z Asią, moją dobrą koleżanką i jesteśmy. Aaaa, nie, jeszcze spotkałyśmy Jurka!! Jurek, jak zawsze, wspaniały, szarmancki... Co za facet!!

W trakcie akurat biegi dziecięce, wielki plus dla organizatorów, dzieciaki, w odróżnieniu od dorosłych otrzymywały na mecie medale i dumnie nosiły całą imprezę, również podając wodę.... ale po kolei.

Asia jest, coraz wiecej zawodników, pogoda po prostu wspaniała, więc koniecznie do depozytu z bluzami :) Na miejscu stoiska - kawa, słodkości, ciepłe posiłki, gofry, popcorn... co kto chciał. Odpowiedniego poziomu energii pilnował Adam Jakubiak, prowadzący imprezę, muzyką i.... tym co
mówił ze sceny! :) ale to nie jedyny jego talent, ale o tym za chwilę :) Przywitałam się z Adamem, pojawiła się kolejna znajoma osoba - Tomek Wrona, z nim witałam się żółwikiem.... :P

Oliwia, Agnieszka, Dota, Marcin... Adam zapowiada rozgrzewkę, a Kasi... brak. I oczywiście nie mogę się dodzwonić!!
Dzieci biegają jak szalone, plac zabaw, dmuchańce.... Kasia, jesteś wreszcie :)



No i oczywiście, fota, na dobry początek biegu :)
Rozgrzewka trwała dobre 15 minut, najpierw zupełnie profesjonalnie prowadziła ją trenerka, zawodnicy żwawo, a potem... drugą część rozgrzewki poprowadził Adam. Rozgrzewka Adama porwała wszystkich bez wyjątku, bo to był.... taniec! Ale jaki..... Po prostu nikt mu się nie oparł, nawet nie-zawodnicy!! A Adam... na scenie dawał najlepszy przykład, jak się takim tańcem rozgrzac! :) :P


I zawodnicy ruszyli na linie startu. Jako wyjątkowo nie-zawodnik, dzisiaj w roli kibica, po raz pierwszy widziałam co się dzieje podczas biegu... poza biegiem! Peleton zawodników prowadziła dziewczyna na quadzie. Na start wskoczył do niej sam prezes Stowarzyszenia Kondycja, żarty były.... super atmosfera!! Strzał i start!! a na końcu rowerowo, pilnując ostatniego zawodnika, żeby przypadkiem nikt się nie zgubił, no i żeby wiadomo było, że zawody się kończą, jechał jak zawsze tu, Dariusz Łukaszek :)



Ja z Tymem na ręku, jednym, w drugiej aparat, starałam się znajome gęby uchwycić... trochę się udało! A potem Tym rozwrzeszczał się za biegnącym ojcem i miałam naprawdę spory problem, żeby go uspokoić.... Nie rozumiesz, malutki, że tata biegnie... ale wróci??? :)

I krążyłam z nim tu i tam. Zawodnicy po strzale przetruchtali ok. 600 metrów do właściwej linii startu - dzięki temu pomiar odległości jest właściwy. A ja placzać się z Tymem patrzyłam, jak to jest, kiedy się czeka na zawodników. Więc, Adam poszedł na kawę. Miał mało czasu,

koniecznie musiał być na miejscu, gdy pierwszy zawodnik na 5 km dobiegnie do mety. Bo bieg jest zaplanowany tak, że jest wspólny start zawodników na 5 km, 10 km i 5 km nordic walking. Ale potem... Po 5 km okrążeniu zawodnicy na 5 km mają metę, a ci na 10 biegną 2 okrążenie.

Adam na kawie, ja noszę wyjącego Tyma, próbując napić się naprawdę, ale to absolutnie pysznej kawy!

A tymczasem, trwa wytyczanie ścieżek dla zawodników. Ci co na pięc, biegną prawą stroną za linią mety i schodzą na plac pod scenę. Ci co na 10 km, biegną lewą stroną, gdzie mają punkt nawodnienia i... biegną dalej. Przeciąganie taśm, wytyczanie.... Wiesław Paradowski, czyli sam Prezes, zsiadł z tego quada,  wrócił wraz z innymi osobami biegają, pomagają, wieszają, wytyczają... Konsultacje, papiery, pomiary... Zawsze na biegach Stowarzyszenia Kondycja prezes jest wszędzie... to nie powiem, podoba mi się. Jest na starcie, na mecie, a teraz okazuje się, ile jeszcze innej roboty wykonuje, kiedy inni biegną :)

Ścieżki gotowe w mig, ustawiam się dalej za linią mety, gdzie już praktycznie nie ma kibiców, wysyłam córkę do pomocy przy podawaniu wody, Tym grzebie patykiem w liąciach... mogę focić!!

Z daleka światła quada, biegnie... Krzysztof Wasiewicz! ależ on ma moc!


Zawodników na 5 km nie widzę, oni zbiegają wcześniej... pojedynczo kolejne osoby na 10 km, ale na kolejnego po Krzysztofie Wasiewiczu trochę trzeba było poczekać!! Są, są... czekam. wypatruję znajomych. Może nie po kolei będzie, wybaczcie, ale tyle wrażeń... córa z przejęciem podaje wodę, udało mi się zrobić zdjęcie większości znajomych!!



Chciałam na linie mety, ale... Tym chciał na plac zabaw :) ale było to miejsce tuż przy przejściu zawodników na plac, więc mogłam obserwować, jak wracają z biegu. Pierwsza ze znajomych była Dota, ok. 48 minut a wyglądała... jak ja przy 55 :P ale tak dawno się nie widziałyśmy, że szok!!

Mogłyśmy chwilę pogadać, szczególnie o triathlonie, pływaniu żabką, zanurzaniu się do okularków, pierwszy starcie... bo ja tak powoli planuje... tu Dota sprzedała mi pewien pomysł, ale na razie nic nie powiem... dzięki Dota, to super pomysł!! No i fota... a co! Dota prowadzi bloga, Oneginetatopa, lubiany bardzo również przez moich znajomych :) I niespodzianka, Dota w kategorii.... 2 miejsce!



Kolejno nadbiegali znajomi. Wszyscy, ale to absolutnie wszyscy byli tacy zadowoleni... takie uśmiechy!! Ach, jak ja zazdroszczę im tego biegu...

Na mecie zawodnicy dostali sadzonki iglaków, ze szkółki i szli dalej jeść :) Kasia, inni... Jest wreszcie i mój małżonek! Pięknie, z Asią, poniżej godziny... Asia meeega zadowolona!! I małżonek niesie tą sadzonkę, co ja z nią.... na szczęście Marcin się trafił, oddałam mu ja z przyjemnością, jemu się przyda :)

Odpoczywają, piją... Obeszłam z Kasią znajomych, pamiątkowe foty... Wiesław, Adam... selfie!! Wkrótce dekoracja!!
Jednak nie mogłam już czekać, Tym... nie ma jeszcze trzech lat, padał z nóg. A chciałam poklaskać Docie!!




Nie biegłam dzisiaj... ale emocji i endorfin dostałam mnóstwo!! PRAWIE tyle, ile podczas biegu! :)

Niebieganie... może nie być takie straszne! :) Jak tylko wyleczę kontuzję, wracam!!!!






środa, 2 września 2015

Co nas ciągnie do biegania po nocy? Bo jest inaczej niż w dzień!! :)

Wczorajszy bieg ustaliliśmy szybko. Tak działa Karol, konkret, biegniemy czy nie, kiedy, godzina pasuje, miejsce zbiórki.... I już, wszystko ustalone! Despota.... Pojechałam rowerem, ofkors, wolniutko, coś koło 6 min/km, napawając się wolnością - już pół godziny przed biegiem, jak tylko przyszła opiekunka. Mimo, że do miejsca zbiórki miałam tylko 2 km. Usiadłam na kamiennym parapecie i obserwowałam okolicę. Nawet sennie się zrobiło, bo to blisko 21:00 :) I patrze.... biegnie Tomasz, niby mnie widzi, biegnie dalej... no nic. A zaraz... Michał! Też mnie minął.... co ja, nie tu czekam? :) ale za chwilę byli, okazało się, że Tomasz chciał dobiegać odcinek a Michał... właściwie nie wiadomo czemu pobiegł za Tomaszem :P
I Karol, jak zawsze punktualnie 2 minuty po czasie, i Kasia też już jest. Fota... było kombinacje, coś tam z tyłu światło odbijałł, mimo akrobatycznych starań Tomasza, żeby ten blask zasłonić, fota wyszła taka... jaka wyszła :)

Start z przeszkodami, najpierw Michał wpadł w nierówność chodnika, potem Kasia zawróciła upewnić się, czy auto na ręcznym... I kiedy już prawie biegliśmy kawałek, Karol postanowił biec na skróty, akurat przejściem dla pieszych, gdzie było czerwone światło :) Żartowalismy, że wykorzystuje każda okazję do zatrzymania się. Bo Karol... Bez roweru był i od początku domagał się trasy o długosci 8-10 km... dobra Karol, kto mówi że będzie więcej....

No więc ulica przy ptasim osiedlu, mleczarnia, tam chodnik z lewej, ja rowerem po jezdni pod prąd :) Przejazd, musieliśmy przeczekac pociąg (Karol miał przerwę znów:P ) i Orężna. Na Orężnej nowość, miejscami nieskończony nowy chodnik i zweżenie na moście, z uwagi na drogę dla uczniów nowej szkoły... ponarzekalismy na rozwiązanie, ale już za chwilę szczęśliwie drugi chodnik, i to po prawej, więc miała okazję jechać prawidłowo :)

Żarty, żarciki... Kasia nastawiła się na spokojne tempo i w tej kwestii mocno liczyła na Karola. Wiadomo, że w kwestii spokojnego tempa nie można liczyć na Michała i Tomasza, niestety :) Tymczasem niespodzianka, Karol parł do przodu i za chwilę już chłopaki zostawili nas na tej ciemnej ulicy, jak zahipnotyzowani stukali nogami daleko z przodu. A ja z Kasią z tyłu. Oj Karol, to Ty taki? To zobaczysz, damy Ci 8-10 km za ten pęd!! Nawet się nie oglądali...

Wkrótce koniec chodnika, wyciągnelismy czołówki. Tomek się zlitował pierwszy, wrócił do nas. No a ja, jak zbierać materiał na relację, jeździłam  raz do chłopaków, raz wracałam do Kasi i Tomasza, pogadać tu i tam :) Po drodze masa dymu, ktoś palił liscie na posesji, taka susza.... nie wolno! Michał mówił, że obowiązuje całkowity zakaz palenia jakichkolwiek ognisk...więc Karol zbeształ ludzi na posesji za ogień :) A co!

dopytywałam o czołówki.... okazało się, że najprostsza i najtańsza będzie dobra... mówił to Tomasz, który nie ma ani najprostszej, ani najtańszej... Nie wiem, jaką ma Kasia i Michał, ale Karol pochwalił się, że jego... była bardzo droga. Cena zbiła nas z nóg, Michał podejrzewał, że taka czołówka to kawę potrafi zrobić... Karol pochwalił się wbudowanym w czołówkę gwizdkiem ratowniczym (cokolwiek to znaczy), ale nie mógł zademonstrować, bo podobno taki gwizdek nie działa jak czołówka jest na czole. Pewnie są wyższe modele jeszcze, których gwizdki działają, a kawa... ale się nie znam :)


Próbowałam robić foty, w czasie jazdy, słabo to szło. A tymczasem piękny księżyc, też próbowałam focić... wyszło... słabo. Pewnie, jakbym zeszła z roweru na chwilę, byłaby super fota, ale... ale nie zeszłam :)

Chłopaki z przodu, zagadani, strach podjechać, nie wiadomo o czym... ale nie nakryłam ich na obgadywaniu :) Widać, że dobrze im się razem rozmawia, Michał zaśmiewał się co rusz. Skręcilismy, ja zupełnie już nie wiedziałam, gdzie jestem, odpuściłam ten księzyc... niespodziewanie wybieglismy na skrzyżowaniu, gdzie zaczyna się moja ulubiona droga przy torach :) Jak ja im zazdrościłam!! Miałam szalone myśli o zejsciu z roweru i pobiegnięciu, jak słuchałam tego tupotu! Ach, biec, biec!!

Dobijalismy do dyszki, Karol trzymał się świetnie, zaczął rządzić... poprowadził nas uliczkami, których dotąd nie znałam, no może poza Pomorską, która pojawiła się w międzyczasie. Na Pomorskiej szedł jakiś typ spod ciemnej gwiazdy, ani żywej duszy, tylko typ i my.... stwierdziłyśmy z Kasią, że bieganie w tym miejscu po ciemku w pojedynkę jest bardzo złym pomysłem!

Niespodziewanie wylądowalismy na Orężnej, wreszcie wiedziałam, gdzie jestem. I znów chodnik, przewężenie.. Za torami no proszę, zmiana układu, z przodu Michał z Tomaszem, popędzili.... a Karol wrócił do nas, bez skruchy zupełnie za swój wcześniejszy pęd, żeby nie było... Sądziam, że chłopaki z przodu jakiś finisz planują czy coś, ale Karol stwierdził niedbale, że jak to co to ma być tam z przodu.... z przodu jest normalne tempo!! :) :)

Zastopowani na światłach, poczekalismy na Karola i Kasię i wspólnie już dobieglismy do końca. W miedzyczasie próbowaliśmy oszacować ilość mieszkańców osiedla Słowicza, ale słaba ta matematyka była, bo jak zaczęło się od 16 mieszkań w klatce, potem ilość klatek... potem ilość bloków... to bez wyniku już byliśmy na tych samych pasach, na których na początku stawał Karol, a teraz.... na czerwonym świetle :)

Fota finałowa, no to już piękna, zawodowe selfie Kasi, ona potrafi to robić :) Po prostu. Nauczę się kiedyś :)



Dziękuję Wam za bieg! Do następnego razu! :)