Popularne posty

czwartek, 9 lipca 2015

Hej Mazury, jak wy cudne!


Na ten bieg przygotowałam się specjalnie. Stworzyłam event na FB i zaprosiłam do niego znajomych - Martę i Kasię. A także... umieściłam post na stronie szczycieńskiego klubu biegacza!

Chodźcie, pobiegnijcie ze mną! :)

I... był odzew! Udział w biegu zadeklarowali również Beata, Klaudia i Jacek. No, to jest nas dużo, na te 20 km. Liczyłam na nową, nieznaną mi trasę... i się nie przeliczyłam :)

Z powodu upału Beata zaproponowała rozpoczęcie biegu godzinę wczesniej. Czyli o 6:00 w niedziele!! Wiedziałam, że Kasia generalnie oprotestowuje wczesną porę, więc stanęło na 6:30. A i tak Kasia marudziła :) :)

Ok, 6:30, zbiórka za miastem, w lesie przy zielonym szlabanie. Marta jednak rowerowo miała być. Zbieram Kasię spod domu, jedziemy... ja na telefonie, tyle osób już nie spi o tej porze... Dzwoni Marta, urwał jej się łańcuch od roweru!!! O rany, nie będzie jej!!

Jaka szkoda...

Jeszcze Marta nawiguje nas chwilę, która to ta uliczka była.... jest, zielony szlaban!! Parkujemy, w gotowości, woda jest... Bo upał straszny ma być tego dnia, zresztą już jest koło 20 stopni, ale w lesie, na szczęście, cień.

Są pozostali! I niespodzianka, Klaudia również na rowerze :) Czyli, mamy zaplecze techniczne! Poznajemy się, czesc, czesc, to my, a to my :)

Zarządzam fotkę, a jakże. Ja w klubowej koszulce, żeby nie było :)


To co, nie ma na co czekać! :) Ruszamy.
Trasą rządzi Beata, ma być po lesie z powodu gorąca. Powoli rozkręca sie rozmowa... wiadomo, zaczęło sie od biegania! :)Jacek, przypominał mi trochę naszą Kasię klubową, bo startuje w wielu zorganizowanych biegach. I o tym też dużo było... o braku wody na półmaratonie bmw w roku poprzednim... o półtoralitrowych butelkach... o szczycieńskiej dysze... o biegu niepodległosci...

A trasa... marzenie, głęboki las, dobra nawierzchnia, słońce błyska między drzewami... nie spieszymy się! Klaudia wiezie wodę, a my w tempie całkowicie konwersacyjnym... koło 6-6,30...

Mostek, Beata proponuje skręcić nad jezioro Wałpusz. Biegniemy wzdłuż rzeczki, spokojnej... z wodnymi kaczeńcami, piękne liście..... rzeczka wpada do jeziora, czyściutka woda, trzciny... Postój. Tu robimy kolejne foty i pijemy wodę :)
 



i dalej, dalej... o jedzeniu było...okazuje się, że Klaudia sporo wie na temat, ja słuchałam, bo też powoli zaczynam z tą dietą... znaczy, ze zrowszym odżywianiem się! Rzuciłam nutellę..... :) Jacek też dużo wie. Jacek w ogóle chyba biega już od dawna i jest w temacie mocno zakorzeniony, bo właściwie miał do powiedzenia na każdy temat! :)

Potem Kasia... o biegach górskich. O klasyfikacji generalnej było... o podiach i kategoriach wiekowych :) Co jakiś czas rozwidlenie dróg, Beata z niewzruszoną pewnością wybierała: w lewo, prosto.... A robiło się coraz cieplej!

I wtedy dopały nas muchy :) Muchy takie, w rojach latające, błąkające się w kółko w miejscu... tylko to był rój za rojem, a my machaliśmy rękami, żeby je odgonić :) Oczywiście bezskutecznie. Tylko to takie fajne muchy były, bardziej nieprzytomne i chaotyczne, niż gryzące i dokuczliwe :)

coraz cieplej... coraz częściej sięgamy po wodę, którą wiezie Klaudia. Ja kompletnie nie wiem, gdzie jestem, ale wciąż las, las, pięknie! Jacek pozbywa się koszulki :P Zupełnie nam to nie przeszkadza! :)
I zaczynamy spotykać ludzi. A raczej biegaczy i rowerzystów :) Nikt inny w lesie o tej porze nie siedzi, chyba że zbieracze... ale susza, grzybów i jagód jak na lekarstwo...

Wtedy Beata oświadczyła, że po raz kolejny o mało nie nadepnęła na padalca! :) Coooo?? To tu są padalce a ja nic nie wiem!!!? A fota z padalcem? :) Zaczełam ich pilnie wypatrywać, ale oczywiście wówczas nie znalazłam ani jednego!!

Zrobiło się już bardzo gorąco, już miejscami droga skąpana w słońcu, bo akurat w taki kierunku biegnie, że słońce na wprost... ufff, mostek znów... czyli wracamy już powoli! Szkoda! Ale.... upał naprawdę daje się we znaki!!

Jeszcze trochę....o jest!, jest! padalec :) Fota musi być :)

Beata zauwazyła, że zabraknie nam kilkuset metrów do 20 km. No to kieruje za stadion leśny, jedno koło, winkiel, Kasia protestuje... Chodż Kasia, dwójka z przodu musi być :)
Kluczymy, obok jakieś domy.... wpadamy pod szlaban.... o matko, ależ ta Beata zna ten las!! Pod szlabanem wybił dokładnie dwudziesty kilometr!! :)

rozciąganie, picie.... auto przyjemnie chłodne, głębokim cieniu :)
I foty, foty! Wszyscy w poczuciu zwycięstwa, alez to był dobry bieg!!

I okazało się... że można, pobiec z zupełnie obcymi osobami, a nie brakuje ani dobrego humoru, ani tematów do rozmów :)

wiadomo już, że na pewno będziemy umawiać się na bieganie, jak tylko przyjadę do Szczytna.

Dziękuję Wam za bieg, naprawdę fajni z Was ludzie, a poranek niedzielny był wielką przyjemnością! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz