Popularne posty
piątek, 10 lipca 2015
Dłuuugie interwały?! Też są fajne! :)
Wtorek to dzien na pobieganie. Usypiam Tyma, zostawiam pod opieką Dagi, biegnę gdzies blisko, żeby w razie czego... szybko wrócić :)
Planowałam coś szybko, nie do końca wiedzialam, co to będzie. Ale samo wyszło....
Bo pochwaliłam sie planem w klubie i od razu znalazł się chętny!! Mikołaj postanowił pokazać mi, gdzie raki zimują... Nie zamierzałam dać się pokonać!! Straszyłam ciemnością, hopkami.... Mik postanowił :)
No, to o 21:00.... Tym śpi, wyszłam wcześniej, nosiło mnie.... pobiegłam na Mleczarską, wiedziałam, że tamtędy musi nadbiec Mik... biegnę, biegnę... Na Mleczarskiej jakiś chłopak biegnie daleko, myślę, Mik za wcześnie, dorabia kilometry.... biegnę za nim, gonię... rondo...koleś zawraca... to nie Mik!! A tu prawie 21:00!! :)
Zaglądam do telefonu.... Mik marudzi publicznie, że mnie nie ma... jak to mnie nie ma!? Przecież jestem... dzwonię! Okazało się, że Mikołaj czeka na rondzie.... w Mysiadle już! :) A ja, jestem na innym, w Piasecznie :) :)
No dobra... to lecę :) Jakieś półtora kilometra... jest Mik, foci :) :)
Jaki plan, jaki plan... Jest droga, odcinek 1 km, to zróbmy te interwały! Dłuuugie :) Pobiegliśmy na początek odcinka, gotowa?! Jak zawsze... start!!
Po starcie jest zawsze fajnie... gps wariuje jeszcze, czuje się moc, wydaje się, że nie jest szybko.... przez pierwsze 300-400 metrów!! rondo... pod prąd i po jezdni :) ojjj, oddychamy, oddychamy Kamila!! Z pół na zmianę chłód i upał na drodze, ja nie gadam, wiadomo, interwały...
Pierwszy wyszedł bardzo ładnie, żyję :) Zawrotka, lecimy na uspokojenie... mikołaj mnie stopuje, bo ja pędze jakoś... chyba jeszcze nie wyhamowałam po tym szybkim odcinku :) :) wolniej, wolniej... no dobra. Mikołaj mi przypomina, że mam odpocząć, bo zaraz będzie powtórka z rozrywki, mam jedynie kilkaset metrów jeszcze, by uspokoić oddech.
Zawrotka, szykujemy kolejny kilometr... pęd! I znów na poczatku... całkiem, całkiem... nawet do ronda było ok. Mikołaj spokojnie oddycha, długie kroki... ja staram sie spokojnie, kroki... no cóż, nie bardzo pilnowałam :) Za rondem trochę kombinacji, pusta droga, ale kierowcy uparli się jechać przy samym krawężniku... przy którym biegliśmy. Strasznie mnie to drażni, jeszcze rozumiałabym, gdyby był chodnik.... Co oni chca w ten sposób udowodnić? Jeszcze jeszcze... ufff!!
Tym razem wracałam grzecznie i potulnie, wolno jak Mikołaj kazał. Bo jednak zadyszana byłam....znów fala ciepła, fala chłodu... opowiadam Mikowi o okolicy, tu tor krosowy, tu szkoła... jakoś strasznie szybko mija ten odcinek, a tu wciąż jeszcze cięzko się oddycha...
Zawrotka. Robimy foty :) Deklaruję, że ten odcinek będzie ostatni szybki. Bo padam już :) Start!!!
Znów do ronda ok, ale potem.... tempo zawrotne, a ta droga taka dłuuuuga.... miejsce zakończenia gdzieś na tak odległym horyzoncie, matko, jakby się wydłużyła trasa!! :) Nie patrze na zegarek, żeby sie nie stresować, aby tylko do latarni... Mikołaj... w pewnym momencie przyspieszył! Ja nie miałam szansy go dogonić, ale też nie miałam żadnej okazji zluzować :) :)
Stop stop... brzuch przyklejony do pleców, niedobrze mi.... ble, oddychać, oddychać.... :) Mik zadowolony, uśmiechnięty, ja już za chwilę też, jak tylko przestałam walczyć o życie :)
Lubię tak sie zmęczyć!! Idziemy, odpoczywam... Mikołaj tłumaczy mi, jak z tym oddechem jest... jak się warto nauczyć, żeby się dotlenić, żeby zadyszki nie było lub przyszła dużo później. Trucht teraz... relaks, pełen relaks :) Pokazuje Mikowi swoje okolice, on zupełnie nie zna Mysiadła :)
Ach, jak przyjemnie! Lubie takie treningi a jeszcze bardziej lubię, jak ktoś je ze mną robi :) A Mikołaj... też chyba lubi się zmęczyć :)
Dzięki Mik, za moje pierwsze, długie interwały, zyję i mam sie dobrze, i ładnie oddychałam! :)
a czasy...
1. 4,26
2. 4,28
3. 4,26
:)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz