Kawa... pomaga :) Ale nie zdobyłam się na to, żeby pobiec. Wzięłam auto, rynek.. Są!! Beata...w nowych butach! Jest Tomasz, Michał... Kasia, ale wejście! A ja focę :)
Nie ma słońca, więc nikt nie ma nic przeciwko zmianie trasy. Ruszamy! Ma być równo, bez szaleństwa, dobrze się zaczyna :) Piaseczno... Beata twierdzi, że ktoś nas woła..
że krzyczy Michał! Rozglądamy się... e, zdawało nam się.
Na początek wspominki z wczorajszych koncertów... o balowaniu pod sceną, nieodpowiednim ubiorze, ochronie za sceną... O wielkim wykidajło w ósemce, o spektakularnym foceniu się... z artystą! i o aplauzie publiczności... :) Wesoło było!!
No stąd niewyspanie... Michał dodatkowo poprzedniego dnia poszalał z jedzeniem...grill, kebab w środku nocy... Niedzielne wybieganie to lek na wszystko!! :)
Skręcamy w las, na zimne doły. Tomasz nic nie mówi. Zupełnie nic!! Dziewczyny o sklepach, ubraniach... butach!! Michał o moim bieganiu...i o drążkach! Nikt nie ma ochoty jednak... :) Podobno jest tu fajna ścieżka drążkowa w lesie, pokazuje nam... Kasia pozwala na drążki, jezeli starczy nam 5 minut. Ona się spieszy!! Nie, Kasia, 5 minut na drążki to stanowczo za mało! :)
Jest równiutko, tempo ok, w okolicach 6... tak być powinno w niedzielę :) Las się szybko kończy, asfalt... Tu do Zalesia jest fajnie w dół, nogi same niosą, brzeżkiem jezdni Michał, ja, Tom... gęsiego, dziewczyny parą, gadu, gadu... Jak przyjemnie! wyłączyłam się, tup, tup, pełen relaks... przestałam słyszeć dziewczyny!!! O nie, nie, za daleko jesteśmy, miało być równo!!!
Ja dzisiaj z wodą... a chłopaki bez :) wpadamy do Zalesia, tory, chodnik.. o tajnym temacie było... o biegu czwartkowym... wzdycham, że tyle w temacie tajnym sie mówi, a ja nie moge tego opisywać... trudno! Tyle innych...
Ściezka przy ulicy, chłopaki z tyłu... Tomasz...znów we mnie rzucił szyszką!! albo czymś... Tom!!! Michał się śmieje, ja się w sumie cieszę, w końcu moze Tom się obudzi z milczenia, zaczynam coś mówić...oj, oj!! źle stanęłam!!! Uwaga, jak łatwo sobie kostkę skręcić... chwilę marsz. Rozciąganie, picie... prawie 10 km już mamy. Dopijam wodę... przez tę wodę focić nie mogę, rąk mi brakuje!
Ruszamy... pozbywam się butelki, jest więcej fot!!
Żabka, a jakże!! wszyscy zaopatrują się w napoje. Foty.. niby pochmurno, ale duszno jednak. Chce się pić! Krótka przerwa, oj, kolana bolą przy ruszaniu!
Wólka Kozodawska... ja asfaltem... policja :) Szybko zwiałam na chodnik, ale ustalilismy z Michałem, że nasze koneksje w drogówce są na tyle rozległe, że nie ma się czego bać :)
I jeszcze to... supermarket "Kama"!!! Michał, spójrz! :) Michał pierwszy raz widział tę nazwę, chociaż ja często pokazuję ten sklep, gdy tu biegniemy... kto taką nazwę wymyślił?? Michał żartuje o sławie i pomnikach :)
Nastrój wyśmienity. Kasia i Beata i ja... cały czas gadamy! O rany, ile tematów! Wciąż nie możemy się nagadać, dobrze, że tempo dzisiaj odpowiednie do rozmowy!!! Chłopaki ugrzęźli w temacie pływania, tonięcia, żabek, ilości ratowników przypadających na Toma podczas jego treningu... Tom w końcu sie ożywił!! :)
Konie brykają, my też... Kosciół, modlitwy... runmageddonowe skrzyżowanie... jakoś nie chciało mi się już gadać, ale dobrze się biegło! Kasia upewnia się, tak, lecimy prosto, na Bobrowiec, tam gdzie Janusz dokonał 20 km...
Ja z tyłu, szybko jest, wszyscy równo, grupa... mijamy miejsce, gdzie nas kiedyś ochrzanił staruszek :) Ja już mam dość butelki, wyrzucam. Beata, wpadła w trans, jak maszyna na początku, my z Kasią na końcu... Kasia juz myśli o biegu w południe. Super pakiet, piękna koszulka... A jednak... pobiegła z nami rano! Jak mi jest fajnie, to naprawdę wysiłkowo duża rzecz!! A Kasia tak lubi nas... chociaż twierdzi, ze to wybieganie to z uwagi na maraton, żeby kilometraż ćwiczyć... ale ja wiem swoje! :)
Bobrowiec, TA droga... gdzie dawno temu Tom się oswoił z wolnym tempem wybiegania :) wspominamy poprzednie biegi, staruszkę, odwiedziny Mikołaja, wyczyn Janusza... Rozpędzamy się! Beata szaleje, Michał, ja... Przypomniał mi się ptaszek, i myślę, żeby powiedzieć Kasi, nie ratuj żadnych zwierząt dzis! Juz tak dobrze się biegnie, rozpędzeni... nie wybij tylko z rytmu... nie zdążyłam...
Dziewczyny, patrzcie!!! woła Kasia! Co, gdzie, zamieszanie... patrzecie... konie! :) :) Aż stanęłam :) Kasia!!!! :)
Haha, miała wyczucie :) Na Orężnej już nie chcemy żadnych sklepów. Ja mam wolne ręce, jest fajnie. Chłopaki z przodu, parą, my za nimi... teraz się dowiecie, o Waszych nogach i tyłkach było!! O długości spodenek, pośladkach... stwierdziłysmy zgodnie, że należy Wam wprost powiedzieć... pewne rzeczy. Że mówienie wprost jest w porządku, bo atmosfera jest zawsze zdrowsza i jasna. Tak, byłysmy co do tego zgodne, ale... w końcu nie było chętnej, żeby Wam powiedziała, co myslimy :P
Chłopaki coraz dalej... my... musimy chwilkę w marsz. Dla wyrównania oddechu. O zawodach BBL było, zwołałałysmy chłopaków, zapisujcie się!! Chłopaki chętni, fajnie, będzie nas więcej. Kasia orpotestowuje podbieg pod tory, oj Kasia, tylko parę metrów...
Już ostatnia prosta. O kolorze koszulek było, o paskudnej zieleni, tu szczęśliwie udało mi się znaleźć chętną na moją koszulkę z kwietniowego bbl... Super. I tak nie mogę na nią patrzeć, ten kolor...
rynek, już! Kasia... wchodzi do fontanny i ze środka robi nam foty, w strugach wody! Kasia w strugach ofkors, bo my bezpiecznie poza fontanną :)
Kombinacje z samowyzwalaczem... z ławki, z chodnika, śmietnika... mamy to!! A i jest organizatorka wyjazdów rowerowych, już nas poznaje! Więc jest też parę fot z nogami, ładnie wykadrowanych!!
Bardzo Wam dziękuję za bieg, super atmosferę, pozytywne nastroje, humor i śmiech!








