Popularne posty

piątek, 24 kwietnia 2015

Jak nie napisałam relacji z biegu

Kolejny bieg czwartkowy za mną. Wreszcie widno, wreszcie ciepło, więc na krótko. Krócej i wolniej niż zwykle, ale dobra godzina biegu była. Za to przez tę krótkość trasa zmodyfikowana, między stawami i na Górkach Szymona... pięknie :)

Bieg oczywiście z moja grupą klubową, było licznie - Asia, Beata, Ola, Janusz, Michał i Mikołaj. I Kokos :) I Ja.
Moją tradycją po każdym biegu jest napisanie relacji. Bo biegi wprawiają mnie w nastrój gadulstwa, które musze przelać na piśmie.
No i właśnie tym razem nie miałam nastroju gadulstwa! Jak nie ja :)
Więc relacji nie ma.

A szkoda, bo cały bieg coś się działo, najpierw czekaliśmy na Michała, który wpadł do domu za 3 ósma i pędził z Kokosem na rynek. Ogródki restauracyjne już rozłożone, goście usadowieni, jak przewidywałam, zaczynamy stanowić lokalną atrakcję czwartkową. Niedługo zaczną o tym pisać w powiatowej prasie :)
Więc jak już Michał wpadł na rynek, koleżanka Oli zrobiła nam sesję PRZED, wytrzaskała chyba z 10 klatek, więc myślę, że każdy znajdzie chociaż jedną fotę, na której wygląda najkorzystniej.

Największym blaskiem świeciłam ja z Asią, bo ubrałyśmy jednakowe koszulki z ostatniego BBL, mocno zielone, faktycznie wyglądamy jak bliźniaczki :) Poza tym prawie wszyscy na krótko, lub prawie na krótko, poza Beatką, która popełniła kurtkę zimową - ale musze przyznać, nie omdlała z gorąca, może ona się nie poci??
Po konsultacjach Prezes zarządził trasę krótszą niż zwykle. Grupa się rozciągnęła, niezmiennie Michał z Kokosem prowadzili, a Janusz najczęściej zamykał peleton. Najwięcej biegłam z Olą, która z powodu bólu łydek uprawiała tym razem bieg metodą Gallowaya. Zgodziliśmy się z Mikołajem, że najpewniej jest to etap przygotowań do maratonu, może okazać się, że będę miała w Oli towarzyszkę na wrześniowy maraton.

Natomiast na pewno nie mam w grupie towarzystwa na runmagedon, Beata wspomniała coś, że może miałaby dla mnie towarzyszkę, ale ona sama nie życzy sobie błota na twarzy. Mikołaj również woli chronić cerę, chociaż Michał twierdził, że takie błoto może być substytutem kąpieli błotnej w SPA....
Za torami skręciliśmy z polną drogę. To był skrót naszej trasy. Chwilę między domami i zaraz grobla pomiędzy stawami. Nie odmówiłyśmy sobie z Olą foty zachodniego nieba nad wodą :) Potem przepust i Górki Szymona. Zupełnie nie wiem, jak Beata w tej kurtce się miała, było tak ciepło i przyjemnie, że na samą myśl o dodatkowej warstwie ubrania robiło mi się słabo :)


Kilka uliczek za Górkami i na prowadzenie wyszli Michał z Mikołajem. Potem ja, sama lub z Olą, potem gadułki i Janusz. Uśmiechałam się do siebie w duchu, za każdym razem jak słyszałam kolejną konwersację Beaty. Ona jest po prostu stworzona do mówienia :)

Pędu nie było. Nawet z mojego ukochanego wiaduktu spokojnie, tylko dlatego, że nie chciałam zrobić wstydu Kokosowi, który był ograniczony przez smycz :) Za rondem panowie Michał i Mikołaj zaczęli szaleć. Początek widziałam, resztę znam z opowieści.... Więc najpierw pognali, oczywiście ja nawet nie miałam szans im sprostać, więc nie próbowałam. Podobno, potem był sprint, wymyślony przez Michała, a wyklęty na mecie przez Mikołaja :)
Przyznam, przybiegłam to byli zziajani, w przeciwieństwie do mnie, slow to slow :) Po trochu nadbiegli pozostali, Ola, i grupa gadająca.
Wyjątkowo wcześnie, bo ok. 21, sporządziliśmy finałową fotę.
Okazało się, że Beacie było za mało i popełniła później jeszcze kilka km. Kasia, która nie dotarła na bieg, przybiegła na rynek o stałej porze naszych zakończeń , żeby się sfocić z nami i zastała pustki :)
Asia była bardzo zadowolona z efektu zielonych koszulek. Janusz dokładnie zamknął imprezę. Mikołaj miał piękne zakończenie, widać było, że jest zadowolony z tempa. A Michał... A Michał założył krótkie spodenki i schował się na zdjęciu za grupą. Błąd!

Dzisiaj rusza fontanna na rynku, tam, gdzie stoimy, będzie lała się woda :) Będą piękne foty.
Mikołaj, możesz powiedzieć "A nie mówiłem?" :)

Dziękuję za bieg!