Popularne posty

poniedziałek, 27 lipca 2015

urodziny.... urodziny!!!


Wydarzenie utworzone już dawno. bieg 37 km na 37 urodziny :) Lepszego prezentu nie mogłam sobie zrobić. I obawy, co do chętnych, duży dystans, czy ktoś będzie chciał mi towarzyszyć???
A tu niespodzianka, są, chcą! :) Wiedziałam, że nie będę sama!!

Taki bieg.... a tu upały! Ustalanie trasy trwało... kilka dni. Nawet wymyśliłam coś po lesie, żeby cień i chłód był, ale kiedy pojechałam objechać trasę ustaloną na mapie, okazało się, że wg planu się nie da, las jest nieprzewidywalny, a wyznaczona trasa nie do przejścia.

Kasia podjęła decyzję, biegamy w Lesie Kabackim! Jedna pętla 10 km, machniemy 3 i trochę.... ok! Więc umówiliśmy się, że biegacze spotykają się na rynku, jedziemy autami do lasu, gdzie o 7:00 będą czekali rowerzyści.

Na rynku Beata, Michał, Piotrek. Kasi... nie ma! A tu czas, czas leci! Jedziemy i próbujemy się dodzwonić do Kasi! Jest! Złapalismy ją wyjeżdzającą z ulicy osiedlowej, Kasia, cho!

Julianowska, dzisiaj nie biegiem, a autem :) Już blisko... Biegnie Tom!! Tom postanowił do lasu dobiec. Już kiedyś powiedział, że jest gotów na wsystko, byle tylko nie jechac autem na bieg :)
Las, parkujemy. Upał... jest. Ale grzmi!! Idzie wielka burza... chyba będzie padać! Pod lasem Rafał już, za chwilę Asia, Mikołaj... komplet!! Pakujemy wody do rowerów, Michał popedza... nie ma na co czekać! Ruszamy!

Plan był... na 37 km (ja), 37 km (Tomasz i Michał i Piotrek), ile się da (Beata i Kasia) i rowerowo (Asia, Mikołaj i Rafał). Taka ekipa!!

Zaczęło się... szybko. Michał przypomniał planowane tempo (5.30), ale zaraz.. dajcie się rozgrzać!! Szybko się podzieliliśmy. Dziewczyny wolały konwersacyjnie, ja... mnie jak zwykle ambicja doskwierała. Więc wpatrzona w plecy chłopaków, pędziłam....

Burza przyszła, oczywiście. W lesie ciemno, padać zaczęło na jakimś drugim kilometrze... ale jak!! Pierwsze rozmowy szybko ucichły... tzn. ja ucichłam, bo chłopaki luzniutko gadu gadu.... Ale czułam się super! Deszcz chłodził, błogosławiłam swoją czapkę z daszkiem :) Mikołaj trochę focił, trochę kręcił... i znikł. Bo dziewczyny zostały daleko w tyle. ale towarzyszył nam Rafał, z zapasem wody.
Las znam dobrze, szczególnie tę trasę. alejki zczęły namakać, padało i padało... Ja w nowej koszulce biegowej, a jakże, przemoknieta... Tom i Piotr bez czapek, odważnie :)

Pod koniec pierwszego okrażenia 10 km już było trudniej - skakaliśmy przez kałuże, czasem udanie, czasem nie. Raz, dwa miałam bagno w butach, ale Michał zaznaczył, że taki ciężki od wody but podczas biegu pozwala dobrze poćwiczyć....

O biegu wcześniej było dużo, szczególnie, że ma być bez przystanków. Ostatni kilometr przed końcem pętli skakalismy jak jelonki między kałużami, dobiegamy, nasze auta.... Tom po prostu pobiegł dalej! Jednak... nie będzie przystanku, a szczerze, liczyłam na to. Jednak tempo takie... nie mogłam się zatrzymać, bo wiedziałam, że wówczas ich już nie dogonię!!

Drugie okrążenie. Wciąż pada, już ponad godzinę. Nie, nie pada, leje :) Zaczynamy pić, Rafał na rowerze podaje... A rower ma bez błotników! I całe plecy.... w leśmym błocie :) Chłopaki dowcipkują, że wygląda gorzej od biegaczy :) Szybko jest, równo, ładnie. Michał próbuje namówić mnie na śpiewanie, ale ja nie jestem w stanie nawet mówić. I... przestaje padac! Wmawiam sobie, że to drugie okrążenie to lajt, przecież 20 km to ja potrafię... zawsze :) Rafał pojechał do auta, wymienić zaopatrzenie, sprawdzić, co u dziewczyn... Piotr tak fajnie biega, za każdym razem jak spoglądałam na niego, myślałam, że idzie, i musiałam chwilę się przyglądać,  żeby się upewnić, że jednak biegnie :)

Nie pada, ale mokro, błoto, kończymy drugie okrążenie, niewiadomo, gdzie dziewczyny i znów nikt się nie zatrzymuje przy samochodach....

Kamila jeszcze jedno takie malutkie okrażenie i już... Powoli słońce przebija się przez drzewa, coraz cieplej... Piotr i Michał zdejmują koszulki :) I jak tu nie biec! :) Takie widoki...

Nie wiem o czym było, oni wciąż mówili, a ja parę ładnych metrów z tyłu, raz bliżej raz dalej... Rafał kraży, żele, woda... W jednym z nielicznych momentów zrównania się z chłopakami proponuję skończyć bieg przy wodopojuz w Powsinie.... Michał ma lepszy pomysł, żeby skończyć na górce na Kazury, bo tam tablica 37 wbita jest na szczycie! :) Ta jasne.... chociaż już naprawdę jest mi wszystko jedno!

Kończymy 3 okrążenie, przy autach....! Dziewczyny!! A my, takie wejście.... chłopaki bez koszulek, ja ledwo.... bez przystanku!! Okrzyki dopingu, Kasia najgłośniej, gdzie ten Rafał z tą wodą??? Jest jest Rafał.... biegiem!! Oooo, jaka niespodzianka! Rafał porzucił rower na ostatnie 7 km, a na rowerze... Beata!! biegnę już tylko w myślach. Nogi są bardzo zmęczone, skracamy pętlę, bo 7 ma być już, nie 10.... Beata foci, na stanowisku, Michał.... się gubi! Otarta noga nie pozwala już biec!! już Powsin... jeszcze brakuje 3 km, biegniemy w stronę ogrodu botanicznego, jeszcze trochę!! Nogi mnie tak bolą, że prawie idę, nie biegnę! Piotrek jak gdyby nigdy nic... Rafał przypomina, że już niedługo... Beata podaje wodę, która wychodzi w ogromnych ilościach! I mówi do mnie, ale ja już nie mogę nic... Zawracamy, jeszcze 2 km!! Tomasz... jemu brakuje więcej! Do czego, na miłość boską, Tom, przecież Ty z Piaseczna tu przybiegłeś!!! Tom pobiegł szukać swoich kilometrów a my, we trójkę... Jeszcze do Kabat i nawrotka. Pojawiła się Beata, mówi, że mamy do wodopoju biec... Dobra, dobra, jeszcze tylko trochę....

Skręcamy do wodopoju! A tam.... Meta!! brakuje mi jeszcze 200 metrów, zawracam! Muszę te 200 metrów zdobyć jeszcze, 100, 40... Dziewczyny trzymają szarfę z napisem Kama 100 lat!! I ja już mogę ją przerwać!!! Jest!!! :)

Nogi, nogi!!!! ale stoję. Uściski, życzenia, wszędzie pełno bananów!! ale nie ma nas... wszystkich! Za chwilę Piotr! Piotr po prostu przebiegł 37 km!!! Brawo!!

Mało... Tom!! Tom wbiega na mete! O co chodzi Tom, ile Ty wybiegales??? Pokazuje....
On gratuluje mi 37, ja mu... 42!! Tom pokonał dystans maratonu!! :) Jesteś wielki, Tom....

Wszyscy jedzą banany :) Już dobrze, już koniec! Cudowne uczucie zwycięstwa i mocy! Zrobiłam TO! A Oni.... są tu!
A Michała nie ma!! Jak to, nikt nie wie, co z nim. Dzwonimy.... zajęte! Bo wszyscy naraz dzwonią :) Udaje się... Michał jest przy samochodach! Idziemy do niego. Mikołaj zabiera kluczyki, jedzie rowerem, a my... spacerkiem! Dzwonię do koleżanki, opowiadam... Wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni... nogi bolą, ale... nie no, biegnę!! I ruszyłam.... Dogoniła mnie Beata, żartuje, że też nie mam dość!! A ja... nie mam dość :).

To był jeden kilometr, asia z nami na rowerze... już auta, Michał, Mik... rozciągamy się, czekamy.
Są, już wszyscy, więc.... jedziemy na rynek!!
auta, rowery.... Michał nie może dłużej zostać, odwoże go do domu, dziewczyny dzwonią z drugiego auta, szukają nas... :) Spotykamy się na rynku. Słońce już przygrzewa, ale my... siadamy przy stoliku w słońcu, bo wychłodzenie i zmęczenie :)

Są już rowerzyści, zamawiamy jedzenie. Tomasz nalesnik z nutellą :P Asia z niego żartuje :) Nastroje przednie i.... prezent!!
Dostałam urodzinowy prezent, nasze biegowe, wybrane zdjęcia w ramce!! I flaszkę :P Uściski, zyczenia, a ja sie prawie popłakałam :)

Najedzeni, zmęczeni... nie mogliśmy się rozstać!!
Dziękuję Wam! to był najpiekniejszy bieg!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz