Nasunęła mi się taka refleksja na koniec karnetu na siłownię.... O ciałach.
Dla osoby niećwiczącej mamy dwie grupy ciał: grube i chude. Pojawia sie jeszcze w międzyczsie rodzaj "normalne", cokolwiek to znaczy. Pewnie to te, których się nie udaje przypisać do żadnej z wymienionych grup.
Ale jak już człowiek pocwiczy, i to nie miesiąc, ale tyle, że zauważa zmiany we własnym ciele, pojawia się trzecie kategoria: ciało wysportowane.
No i się zaczyna.... Dziewczyna jest albo chuda, albo wysportowana. To duża różnica w postaci. Chuda jest cienka, ale wiotka. Wysportowana jest bez tłuszczu, ale mocna. Ale też nie chuda..... I nie mam tu na myśli kobiet -sumo albo od rzutu młotem, czy podnoszenia ciężarów. Mam tu na myśli ciało osoby wysportowanej, np. takiej instruktorki fitness. Jak poszłam pierwszy raz na zajęcia ze sztangą, dziwiłam się: tłum lasek, niektóre chudsze od gryfu - po co im te ćwiczenia? Inne cos a'la Skolimowska plus, no to wiadomo, chcą być jak te od gryfu Emotikon smile A potem instruktorka - o matko! ona wcale nie jest chuda! Ma podniesione pośladki, wypukły brzuch, widać mocne mięśnie ramion, ud..... obrzydliwe.
Wówczas myślalam, że ona tak ma dlatego, bo za dużo sztangą macha.
Po roku cwiczeń zauwazyłam różnicę miedzy ciałem chudym i wysportowanym. I powiem tak: ta instruktorka ma piękne ciało Emotikon smile
Popularne posty
środa, 1 kwietnia 2015
Jak tu napisać relację z PW, zeby dało się ja przeczytac w rozsądnym czasie?
motikon smile
Nie da się!
Pomijając kwestie organizacyjne, które może opisze innym razem, a naprawdę nie mam się do czego przyczepić, chyba zacznę od... poranka Emotikon smile
Nerwówka, czy aby wszystko zabrane, chociaż w zasadzie nic nie brałam, ani dokumentów, nawet prawa jazdy Emotikon smile śniadanie - ja bułki z nutella, Marcin z miodem i nutellą. Marcin przyjechał specjalnie z Gdańska na ten bieg.
W auto i jedziemy. Miasto zafundowało tego dnia bezpłtne przejazdy biegaczom, więc przesiadka do metra, skok przez bramki i już za chwilę szliśmi ul. Królewską w stronę placu.
Nerwówka, czy aby wszystko zabrane, chociaż w zasadzie nic nie brałam, ani dokumentów, nawet prawa jazdy Emotikon smile śniadanie - ja bułki z nutella, Marcin z miodem i nutellą. Marcin przyjechał specjalnie z Gdańska na ten bieg.
W auto i jedziemy. Miasto zafundowało tego dnia bezpłtne przejazdy biegaczom, więc przesiadka do metra, skok przez bramki i już za chwilę szliśmi ul. Królewską w stronę placu.
Co fajne, mielismy czas sie ogranąć i rozeznać, jeszcze było mało ludzi (8:40), brak kolejek do depozytów i toi-toi Emotikon smile
Miłym akcentem było spotkanie Piotra z siostrą i kolezanką, nagle zrobiła się mała ekipa. Co prawda Piotr i Basia startowali z żółtej strefy (szybszej), ale do samego startu nam towarzyszyli.
Oczywiście foty. Fota tu, fota tam. Zimno było, ale po porannej mgle wyjrzało słońce. Dzięki Mikołajowi, który sprzedał mi patent ze szmatexem, mieliśmy z Marcinem ciepłe ubrania do zdjęcia i utracenia w momencie startu.
10:00. Odwiesiłam swój polar na słupek miejski i ruszylismy.... spacerkiemEmotikon smile O tak, tylu biegaczy, grupa rozciągnięta na kilkaset metrów. Kiedy Kenijczycy wlatywali na wiadukt nad Jerozolimskimi, my jeszcze sobie szlismy. Wyszło tego koło 8 minut i powoli trucht, linia startu, czip przy bucie, zegarek start i lecimy.
Początek nie za szybki, ciasno, humory wyśmienite, samopoczucie dobre, żarty się nas trzymają, skład ja, Marcin i Monika, jest moc.
Niepohamowaną radość wywołał w nas widok wiaduktu, na który musielismy wbiec Emotikon smile Wypełniony biegaczamy wznosił sie przed nami jak Mount Everest! Ale musze przyznać, nie było tak źle, człowiek naprawdę ma adrenalinę w takim biegu, z wiaduktu szybciutko i poszło!
Trasa jak dla mnie super. Cały czas z górki, słowo daję! Po 2 kilometrze pozbyłam się mojej lekkiej wiatrówki, przewiązałam ją w pasie (przy okazji wyłączyłam zegarek Emotikon frown ). Słonce, gorąco i pęd. Zaskakująco dobrze się biegło, ponownie włączyłam zegarek i kontrolowałam tempo. Nie spal się Kamila! Trzymalismy się wciąż w grupie, szybciej, szybciej, zgodnie z radą Pawła za cel postawiłam sobie nie zgubić pacemakera z choragiewką 1.55, ale on jednak wciąż się oddalał. Było coraz szybciej, 5.30, 5.15, 5.05, ufff.
Co 5 km wodopój, pierwszy zignorowaliśmy - czas, czas Emotikon smile Na całej trasie co dwa kilometry stala kapela i grała, dodawało to skrzydeł. Wciąż trzymały się nas żarty i dowcipy. Marcin bawił się wyśmienicie, ja i Monika również. Mimo, że zabralismy słuchawki, okazało się, ze bieg między ludźmi wszelkiej maści jest tak ciekawy, że szkoda słuchac muzyki.
Biegli młodzi i starzy, opatuleni i porozbierani, zegarki, pasy, czapki, opaski. Pamietam gościa który biegł w piżamie z misiem Emotikon smile Pamietam chłopaka, który biegł w różowych leginsach z napisem "przegrałem zakład, biegnę na różowo" Emotikon smile. Długo by wymieniać.
Dobieglismy do Metro Wilanowska (tam zostawiłam auto:) ) i zawrotka. Puławska też jakby wciąż w dół, cały czas było szybko. Czekałam, kiedy skończy się ta moja dobra passa i zacznę wysiadać przy takim tempie. Ale nie, trwała w najlepsze. Koło 9 kilometra Monika zaczeła słabnać. Zwolniła i została z tyłu, ja z Marcinem nadal mielismy dość sił.
Na Puławskiej, przy jednych delikatesach zobaczylismy szelki z chorągwią pacemakera rzucone na chodnik. Było dużo smiechu, ze niby pacemaker po piwo skoczył Emotikon smile
Atmosfera biegu bardzo miła, ludzie, o ile nie byli zbyt zmęczeni, gadali, usmiechali się. Fakt, że im dalej w trasie, tym ciszej się robiło z gadaniem, a głośniej z sapaniem Emotikon smile
A było naprawdę goraco!
Bardzo sympatyczne wsparcie studentów przy Waryńskiego, zza stolika pełnego.... połówek! Emotikon smile Pozazdrościlismy imprezy? Niekoniecznie Emotikon smile To my czulismy się zdrowo i trzeźwo Emotikon smile
No i wreszcie Trasa Łazienkowska - w dół! Aż do spalonego mostu Emotikon smile Tu naprawdę momentami miałam 4.30, szok, lecieliśmy jak na skrzydłach. Wiadukt i Wisłostrada.
Widziałam że Marcin jest w formie. Juz po 10 km namawiałam go, żeby poleciał na wynik, a mnie zostawił, szkoda takiej okazji. Złamał się właśnie na Wisłostradzie, ja jeszcze nie słabłam, ale on miał chęć na więcej. Biegliśmy razem jeszcze przed tunelem, a później już go nie dojrzałam, pobiegł zdobyć jak najlepszy swój czas.
No, to zostałam sama Emotikon smile wszystko grało, mniej więcej, tempo jeszcze w miarę, koło 5.30, 5.20, ok. Ale kilometry zrobiły swoje. Najpierw zabolalo wybieganie z tunelu - pod górkę. Potem ulga, spróbowałam się rozpedzić, całkiem, całkiem i znów górka - wbieg z Wisłostrady na "miasto". Znowu było ciężko. Całkiem juz porządnie zmęczona byłam. Zastanawiałam sie, ile jeszcze pociągnę, a wciąż chciałam trzymac tempo. Zgubiłam rachubę, zegarek pokazywał nieprawdziwy dystans przez to wyłączenie, niby mogłam obliczyć, ale mój mózg nie myślał, tylko biegł. Zginęły chorągiewki z kilometrami - tzn. mi zginęły, tak mocno skupiłam się na sobie. Wiedziałam, że na 20 km będzie pomiar czasu. I picie. Jest! To znaczy, Kamila, wytrzymaj jeszcze kilometr! Miły akcent, spotkałam w biegu Tomka z parkrun, który zapewnił mnie, że będę poniżej dwóch godzin, uff, ulga, ponizej, to ok, ale ile poniżej?! No tak, włączylo się parcie na wynik na starcie, to się chciało jak najlepiej. Ostatni kilometr wycisnęłam na 5.30, gdzie ta cholerna meta? Doping, hałas, niektórzy finiszowali sprintem, ja chciałam w ogóle zafiniszować Emotikon smile
Meta. Czas brutto nad głową, od strzału startera 2 godziny, 4 minuty. Jestem szczęśliwa! Na pewno mam poniżej dwóch godzin.
Bardzo miłe zakończenie, spacer za metą, potem medal, potem folia, potem prezent, jedzenie ominęłam wielkim łukiem, poszłam do depozytu, gdzie miał czekac na mnie Marcin. Jak dobrze, ze wzięlismy ciepłe rzeczy do depozytu!
Bardzo miłe zakończenie, spacer za metą, potem medal, potem folia, potem prezent, jedzenie ominęłam wielkim łukiem, poszłam do depozytu, gdzie miał czekac na mnie Marcin. Jak dobrze, ze wzięlismy ciepłe rzeczy do depozytu!
Marcin wykręcił koło 1.53, brawo! Byłby lepszy, gdyby nie był taki opiekuńczy i lojalny wobec mnie, ale widocznie mu musze jeszcze raz wyłuszczyć, ze nie ma sentymentów!
Piotr pieknie, 1.41, mój mistrz w tym biegu.
Monia i Basia ponad 2 godziny, ale niewiele, więc również pieknie.
No i ja i moje cudowne 1.56.33!
Musze przyznac, że był to dla mnie ogromny wysilek, mimo, że przez pierwsze 10 km mogłoby się wydawać, że przyszłam pogadać, a nie biec.
Kiedyś sądziłam, ze po półmaratonie będę obolała i w ogóle 2 tygodnie zakwasów. Ale dzisiaj boli mnie tylko prawa reka w łokciu, bo.... musiałam na niej spać Emotikon smile Emotikon smile
Czwartkowe spotkania biegowe
Przypominam, w najblizszy czwartek biegamy!!! :) :)
Spotkanie biegowe organizowane przez Piaseczno Running! O 20:00 przy fontannach w Piasecznie. Kto się odważy?
Link do wydarzenia tu: Czwartkowe Spotkania Biegowe
Spotkanie biegowe organizowane przez Piaseczno Running! O 20:00 przy fontannach w Piasecznie. Kto się odważy?
Link do wydarzenia tu: Czwartkowe Spotkania Biegowe
Biegaczu, biegaj w każdą pogodę!!!
Zgadzam się z tym. Prawie....
Jako zupełnie początkujacy biegacz, szczerze poddałam się reżimowi haseł i wpisów na stronach i blogach biegowych. W każdą pogodę!!! Szybko wypracowałam sobie rytm treningów, wtorek, czwartek, sobota, niedziela. Czasem zmiana, najczęściej z powodu pracy. Nigdy nie odpusciłam z niechcenia, lenistwa czy innego błahego powodu.
Tak, to sobie chwale i te hasła miały dla mnie sens. Dzięki temu szybko wpadłam w systematyczność treningów i osiągałam coraz lepsze wyniki - dłuzej i szybciej. I nie odpuszczałam.
Ale, no własnie, jest Ale, bo inaczej bym tego nie pisała. Moje Ale są dwa.
Pierwsze ale - od kiedy biegam i mam zaplanowane dni biegowe, NIE ZDARZYLO się, by w dniu biegu była ulewa, czy mocny deszcz. Czyli od wielu miesięcy.
Drugie ALE - miałam słabą przyjemność byc przeziębiona, i to dość długo, bo nie chciałam odpuszczac treningów zimą, więc nie mogłam wyzdrowieć i znam ból konieczności przerwy w treningu, kiedy tak bardzo sie chce. Chce biegać.
Przebiegałam poprzednie lato, jesień i zimę. Biegałam w wietrzne dni, w mroźne dni, w wietrzne i mroźne dni, wg mojego grafika. Kilka razy padało, ale albo trafiłam na przerwę w mocniejszym deszczu, albo mżylo lub kropiło.
Po kilku miesiącach, a szczególnie po 3-tygodniowej przerwie chorobowej (półprzerwie, bo coś tam biegałam, mimo, że chrychałam), stwierdziłam, że nie.
Nie poddam się rezimowi pogody, a przynajmniej nie do końca.
Nie poddam się rezimowi pogody, a przynajmniej nie do końca.
Wieje, ok, mrozi, ok, bywało i -10 tej zimy, super pogoda. Wracałam do domu z twarzą totemu... Ale nie w mocny deszcz. Nie zamierzam przeziebić się i mieć znów przerwę, chorobową. Nie, jeżeli cały dzień leje, jak dziś i nie mogę wylapac przerwy w deszczu.
Jedna ciekawa rzecz, pisza: "biegaj w każdą pogodę" i pisza "wystarczy Ci stary dres byś zaczął biegać". Ot nie, gówno, stary dres i deszcz to duże ryzyko przeziębienia! Jak deszcz i bieganie, to dobra odzież. Jak początkujacy biegacz, to z dobrą odzieżą może być jeszcze różnie. Albo jak biegacz niezamozny.
Moze w lato, jak będzie ciepło, bez starego dresu, tylko w koszulce i spodenkach mozna zmoknać przy +17. Nie przy +2.
Oczywiscie szacun i podziw dla tych, co to nie baczą na pogodę w stu procentach. Nie, nie na pogodę. na deszcz. Albo maja dobre ciuchy, albo dobre zdrowie. Cokolwiek mają, super, że mają komfort biegania w deszcz. Ja niestety, nie zamierzam, przynajmniej w tej temperaturze. Bo ja chcę biegać, a nie łykać Gripexy.



