Rozmowy, rozmowy, zyciówka na 5 km na treningu... Postanowiłam poprawić swój czas na 10 km! Już, dwa tygodnie po słynnym złamaniu 50 min! Czułam, że mogę!
No, to Michał stwierdził, że powinnam złamać 48 minut. I zaoferował udział w biegu!
Zaczęlam panikowac, woda, woda! Michał będzie biegł, a woda dla mnie? Pytam, pytam... Tomasz! On bedzie miał czas i weźmie wodę. No, to umawiamy się na sobotę...
Plan na Powsin, do Wilanowa, znam trasę, dobra jest. Modły o zimną pogodę... poprzedniego dnia spada deszcz!! jest szansa :)
Nerwy sa, nie powiem. Nie dam rady... Dam radę!... Wiem doskonale, co to będzie za ból, jakie tempo... Miotam się, ide wcześniej spać, nawodniona....
Budze się godzine wczesniej, rany, nie dam rady!
Michała odbieram z Piaseczna, jedziemy... Konstancin, Michał mnie uspokaja, a ja... kłębek nerwów! Parkuję, rozgrzewka... jeszcze mamy 3 minuty :) Lecimy... Michał przypomina o tempie, będzie dobrze, Kamila... Jasne....
Krążymy, w trasę już... Toma nie ma, czekamy, biegamy, Michał sie rozciąga, ja biegam, to tu to tam... jest! Nadjechał z lekkim opóźnieniem, przez oznakowanie drogi. Michał pyta, czy już... no już, a kiedy? :) nie ma na co czekać!! Pakuję wodę do koszulki Toma. Ruszam!
Tempo, za szybko, wolniej... Michał, że za wolno! Tom, z tyłu, wyprzedza, foci... a nie, nakręca :) :P przemilczam! Michał daje mi zakaz mówienia! Dobra... niech mu bedzie! Ale wyszło mi to na dobre.
1-2 km, tempo 4,50, jest ok. Całkiem fajnie, zimno jeszcze, biegnę. Obok Michał, miarowe kroki, ja szybsze, wiadomo, jestem dużo niższa! nie piję... Nawodniłam się, jeszcze nie. Ale sucho w ustach. Dalej...
Mam nie gadać... Szaleństwo! Ok, milczę. 3-4 km... Tom z tyłu, nie wiem, czy jest czy nie, cisza... Tylko Michał co jakiś czas, wskazówki, ma dobry humor :) a ja... Zadyszka rośnie... Michał, jak gdyby nigdy nic! chłodno, cieplej... dam radę!
Jest w... miarę.... pić, pić... jeszcze nie! Ratusz..., skręcamy, ja tylko ręka pokazałam... dobijamy do 5. Michał widzi, że jest gorzej. Zawrotka, z powrotem. Teraz już tylko mniej, niż więcej!! A ja mam już dość!
Tysiąc mysli, szarpie się... na tempo. Michał mi nakazuje wydłużenie kroku. Co? ja ledwo już ciągnę, wydłuzyć? Czyli susy? Pić!!
Jeszcze proszę Toma, mam, piję. Tom każe małymi łykami. No przecież... :)
dalej... poziom zadyszki rośnie. znów drobię, znów Michał każe długo.... nie, narasta we mnie przerażenie, pójdę już stad, trudno! Bije się z myslami, oni tu są, specjalnie... ale ja nie mogę, uduszę się! Ostrzegam, Ja juz nie mogę. Podobno mogę... oszaleli... Nie nie, mogę... przechodze w marsz!
Michał mnie zgarnia ręką, popycha w bieg, chodź! Próbuję... nie mam oddechu, rany, co ja narobilam! jeszcze może... nie, NIE! Znów w marsz!
Kama, Kama! Chodź!... wypchnęli mnie znów, biegnę... Michał zaczyna z innej beczki... panowania nad oddechem! ale ja nie mam nad czym panować! Oddech sobie... płytki, zadyszka... Michał zwalnia, oddychaj!! głęboko! powoli, wyrównaj!!
I nie patrz na zegarek!!
Same zakazy, ja milczę... gorąco... Michał spoko, lekki oddech, czasem głębszy. Słucham tego i jestem zrozpaczona, ja ledwo, ledwo!! Nie słucham komunikatów endo Michała, pewnie jest dramat!! Michał pilnuje, nie odpuszcza! Teraz głęboko, Kamila, głęboko oddychaj! aż do pięt!! :)
Jakie to było proste. Wiadomo, do piet. Czyli tak głęboko, że głębiej się nie da!! Cudne... oddycham. Ciężko, czasem urywam ten oddech na płytko, Michał natychmiast przypomina, głęboko! Kamila, ja mam słyszeć jak oddychasz!
Dobra, już się nie pilnuję.... sapię i w ogóle zadyszka. Wszystko mi jedno. Zmusili mnie przerwać marsz, zostało mi biec... 7 kilometr... ja straciłam rachubę, myślę, jeszcze dwa, tylko dwa!! Pić, pić... już tylko szepczę, Michał woła do Toma o picie. Małe łyki mają być. Zegarek... nie wolno, a zerkam! Nie, no nie dwa, dwa to będą jak ten się skończy!! ósmy...
Michał kontroluje czas. Mówi, że będzie i tak lepiej niż poprzednio. Tomasz popiera. Niemożliwe!! ale doceniam ich próbę zmotywowania mnie!! Dalej... wyłaczam się na cokolwiek, otoczenie... dziewiąty kilometr! Michał mówi, że niedługo finisz! haha.... biegnę na dobiegnięcie, nie moge oddychać, Michał kontroluje tempo, każe zwalniać jak przeczuwa, że zejdę... :) Potem pilnuje, żebym się nie wyrywała, powoli Kamila przyspieszaj!!
Już widzę zabudowania, metę poniekąd. Tylko 1500 metrów, około. To pare minut. Kurcze, juz, już chcę skończyć tę mekę! Ilez można... Tom sprawdza czas, Kama, będzie zyciówka! Michał przypomina, że teraz... już nie mogę zwolnić. Potem okazało się, że ten dziesiaty km był najszybszy!!!
Już mnie nie ma, jest tylko zadyszka i przebieranie nogami. I masa myśli, że niestety nie uda się. Oni mówią tak, ja czuję... nie! Szłam, umarłam, zwątpiłam! A to już było, sądziłam... ze się nie powtórzy!!
Jest 10 km, jeszcze nie zwalniam! chwilkę.... dość! DOŚĆ!!
Luz, zyję. nogi uginaja się, idę do cienia... usiadłam. Chłopaki stoją przy mrówce. Ja poczucie klęski...oni wstali specjalnie rano, a ja... dałam... ciała!
Ech!
Jest Tom z woda, piję... Michał...gratulują. Życiówki! Nie złamałam 48 minut, o nie!! ale... było szybciej, niż poprzednio!! Własciwie... rozpogadzam się. Czy to takie ważne, że to nie 48 minut? Czuję się... coraz lepiej. Czuje się.. zwycięzcą! Jestem szybsza! Jestem szcześliwa!
Idziemy... do auta! Ja chcę fotę!! Tom zniknął z przodu, rowerem, my spacer... Michał tłumaczy mi, jak to z tym oddechem i krokiem jest. Już mi dobrze...proponuję pobiec do ujęcia wody w parku. Biegniemy, Toma... nie ma :) Do tego parku to jeszcze na deser Michał mi zafundował podbieg, ale nie protestowałam. Postarałam się porządnie go zrobić.
Jest ujęcie, pijemy, schładzamy się. Dzwonię do Toma, tak, jest w pobliżu. Poszlismy na parking.
Był bieg, musi być sesja :) Michał narzeka na brak funkcji z łapką w aparacie, grzebiemy, szukamy... ja mam funkcję głosową, ale aparat mnie nie słucha :) Tomasz pokazuje nagrania, jeszcze fota, nawet z nogami się udała :)
Na razie mam dość życiówek na 10 km. Muszę poćwiczyć, popracować nad oddechem. Będzie na to jeszcze czas :)
Wsparcie w takim biegu jest bardzo ważne. To ogromna motywacja, ale i poczucie odpowiedzialności za wynik. W końcu chłopaki przyszli, żeby się udało! Naprawdę musi być źle, żebym odpuściła, ten fatalny szósty kilometr...
Jestem wdzięczna za wypchnięcie mnie do biegu, za dopilnowanie oddechu, za wodę na bieżąco, za nagranie... Sama odpuściłabym, nie umiałabym się zebrać
Dzięki chłopaki!
