Popularne posty

piątek, 29 maja 2015

O coachingu, klubach nocnych i jak nas uprowadzono

Tym razem bieg zapowiadał się w mniejszym gronie. Mikołaj, Michał i Janusz zapowiedzieli swoją nieobecność. Mimo wątłej nadziei na pierogi w wykonaniu Asi :) Na rynku była już Asia i Maciek. Maciek przyszedł pierwszy raz. Od razu było wiadomo, że może i pierwszy raz u nas, ale na pewno nie pierwszy raz na biegu. No, i widać, lubi na długo :)

Za chwilę Beata i Piotr. Piotr również pierwszy raz, trochę na długo. Od razu w kilku słowach wyjaśniłyśmy nowym, o co chodzi mniej więcej, gdzie biegniemy. Beata szybko zareklamowała klub od strony towarzyskiej, jacy my to fajni jesteśmy i w ogóle... :)



Kasia, Tomasz... Nowi chłopcy zwrócili uwagę na klubowe koszulki - tak! Czworo z nas w klubowych, nie sposób pominąć milczeniem! :)
O foty poprosiłam dziewczynkę, kilka ujęć, jeszcze minuta na GPS... biegniemy!

Ja i Asia z przodu, Beata i Kasia z tyłu, na końcu trojką faceci. Jakoś szybko było od razu, tempo w okolicach 6... Ale konwersacja od samego początku. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że Beata była... na krótko! Wreszcie koszulka klubowa na wierzchu. Szybko zorientowałyśmy się z Asią, że jak my tam na początku, nie będzie materiału do relacji, no i nic nie będzie wiadomo o nowych nabytkach... boczkiem, boczkiem, przepuściłyśmy dziewczyny, potem chłopaków.... Okazało się, że oni tam sobie z tyłu konwersowali już w najlepsze! Włączyłyśmy się do rozmowy, jak biegamy, o maratonach... Ja chciałam błysnąć swoim wyczynem na 30 km, ale okazało się, że Tomasz już nowym temat sprzedał! O nie! Tego to tylko spuścić z oczu....

W ogóle nowością był wysoki poziom konwersacji Tomasza! Nareszcie było go słychać, nie tylko widać! Zwróciłysmy szczególną uwagę na to i jeszcze na przywiązanie do klubowej koszulki....

No więc Tomasz odebrał mi przyjemność pochełpienia się... Ale za to dowiedziałam się, że chłopaki śledzą stronę klubu i czytają moje relacje... :)

Pomieszalismy się na asfalcie. Wciąż było koło 6... Pierwszy raz pociąg na torach, odkąd tędy biegam.

Chłopaki, po pierwszej dynamicznej konwersacji ogólnej, zostali wchłonięci przez Beatę na czele. Nie wiem, o czym było, my tu jeszcze o biegach... ja nieustannie zauważałam, że jest szybciej niż zwykle... ale nikt sobie z tego nic nie robił.

W Jazgarzewie bałagan, nowe chłopaki z przodu daleko, z lewej, potem Kasia i Beata daleko z przodu z prawej... A my z Asią zaopiekowałyśmy się rozmownym Tomaszem. Bo o odległościach było najpierw, bieganiu po 20 km, wyczynie Janusza, progresie Asi, moich pierwszych 8 km w 56 minut... Dość o bieganiu, potem o klubie... zastanawialiśmy się, gdzie można się przenieść z imprezą, jak knajpa zostaje zamknięta o 23... Tomasz zaproponował Setę, knajpa o nazwie wybitnie wskazującej na sposób spędzania w niej czasu! A nie.... Asia zauważyła, że w secie odbywają się... striptizy męskie! Tomasz nie chciał słuchać, ale ja i owszem! Chociaż zapierała się, że to nic ciekawego! Ja nie mogłam uwierzyć... w ogóle jakim cudem nigdy czegoś takiego nie widziałam! Tomasz popierał Asię, ale nie dałam się zwieść, niestety Asia tylko chwilę temat pociągnęła, w stopniu zupełnie mnie nie zadowalającym... Za to o striptizie damskim... Tomasz wyraźnie się ożywił! Ale nudy.. bo okazało się, że na damskim byłam tylko ja, przypadkiem, a sam występ był mocno nieprofesjonalny...

Tamci z przodu czekali na nas, tak daleko odbiegli, że zrobiło im się głupio :) Zauważyłam, że wiele tracą, nie trzymając się grupy, bo tu o striptizie... Ha! W ułamku sekundy pozostała czwórka zbiła się z nami w ciasną grupę! Tego im było trzeba... Kasia wspomniała o swoim udziale w męskim striptizie i żałosnych widokach...

Znów było o tempie, wyszło przypuszczenie, że chłopaki tak pędza, żeby się dobrze nam zaprezentować... cos w tym może i jest, my nie bylismy lepsi! i tak pędzilismy... Nawet Maciej zaczął cos o potencjale moich nóg, ale temat nie został pociągniety, bo zrobiło się zamieszanie z ciężarówkami, kiedy chcielismy przez ulicę przebiec... Jak mówi Beata, zrobilismy runmageddon przez jezdnię i za chwilę już moja ulubiona droga :)



Tu Tomasz i Kasia z przodu, mega konwersując, ja z Beatą, a Asia wzięła pod skrzydła Macieja i Piotra. My o biegach, a jakże, to taki przyjemny do pogadania odcinek, nie ma aut, dobra nawierzchnia.... Wspomniałam Beacie, że koniecznie chcę dzisiaj tradycję wiaduktową, więc podbiegłyśmy do przodu upewnić się, czy Tomasz o tym pamieta :)

Pamiętał.. popełniliśmy pasy na czerwonym świetle, senne uliczki, jakoś tam od tyłu biegliśmy na wiadukt... Było o Piaseczyńskiej piatce, której trasa mniej więcej tędy przebiega..., kolejne ciemne skrzyżowanie i Maciej wpada w las! Na początku zaproponował gruntową drogę, czemu nie, od razu zaznaczyłam, że na wiadukt chcę, coby nas nie wyprowadził gdzies indziej... Droga się skończyła, ciemno, a Maciej dalej prosto, między drzewa. Piotr się z nim solidaryzował, Tomasz zaraz za nimi bez oporu.... Opór zaczęłyśmy stawiac z Kasią, słowny i nikogo nie wzruszający! Bo ciemno, nierówno... Daleko z tyłu doszedł nas okrzyk protestu dziewczyn, ale były tak daleko, że ten protest w ogóle został zignorowany.

Byłysmy zbuntowane! Jak to, po ciemku, a nogi? Ja się potknęłam, zatęskniłysmy za Mikołajem, który by do tego lasu nie dopuścił..., nad nami pietrzy się wiadukt...mój wiadukt!!!

ale chłopaki nagle skręcili, w lewo, w lewo wołają, stromy krótki podbieg i wiadukt jest! O całe szczęście, jestesmy na szczycie wiaduktu! Dziewczyny znalazły się za chwile, trzy oddechy, związanie butów, rozciągnięcie....

Tomasz wiedział i dał znak. Maciej i Piotr nic nie wiedzieli o tradycji... Puściłam się biegiem z wiaduktu. Sama, bo oczywiście Tomasz nie mógł sobie odmówić tej satysfakcji dania mi forów, by potem dogonić mnie, zdyszaną i w tempie konwersacyjnym biec tuż obok... Nie zwalniaj! wspomniał mimochodem, jak już się ze mną zrównał...  Z opóżnionym startem, pewnie z uwagi na brak wiedzy o tradycji, za chwilę na dole wylądowali Maciej i Piotr. Umarłam, ale Tomasz od razu kazał mi truchtać. Maciej znów zarządził, tym razem na Czajewicza, więc pobiegliśmy tędy.

Kasia do nas dotarła, i było o coachingu. Tomasz mocno mnie zmotywował do szybkosci, za co mu oficjalnie podziękowałam jeszcze w Zabieńcu... Teraz zaczął mnie motywować bardziej... tym, że mam szansę go kiedyś przegonić, szczególnie jak okuleje... Ja oczywiście przyznałam, że prawdopodobnie nigdy nie będę tak szybka, jak Tomasz, ale że tak mnie denerwuje, że na złość mu chociażby będę bardzo szybka!!
Tomasz określił to mianem coachingu, więc okazało się, że jestem poddawana sportowej obróbce....

Potem było o Szarej Eminencji, Maciej podkreslił dobre jedzenie, zaczynało być znów konwersacyjnie...

Koło Biedronki zwariowała Kasia... zamiast do rynku, pobiegła... w prawo! Myslałam, że coś chce sprawdzić, ale ona zapowiedziała, że musi byc odmana trasy, chodzcie, chodzcie... Już miała przy sobie Piotra, no to ok, pobiegliśmy, zupełnie skołowani. Stanowczo dzisiaj rządziły zmiany trasy. Kasia chciała nas zaprowadzić do... parku miejskiego! Oooo, Asia postawił skuteczny opór. Po prostu! stanęła i już. nie i nie! Ok, no to wracamy... :) Szybko pojelismy, że znów endomondo Kasi kradnie jej kilometry, więc probuje nas naciągnąc na dodatkowy przebieg!

Ostatnia prosta... Finiszowałyśmy z Beatą, szybko ale bez zabijania się, jeszcze trochę, rynek i już!

Dobre humory po dobrym czwartkowym tempie :) Rozciąganie, foty...



Maciej i Piotr orzekli, że się dobrze bawili :) My jak zawsze, wiadomo, również. Jeszcze kilka ustaleń na temat kolejnego czwartku - Boże Ciało wypada akurat... i rozstaliśmy się!

To był dobry bieg :) Dziękuję!