Popularne posty

poniedziałek, 29 czerwca 2015

O równym tempie

Oj oj, jak ciężko było wstać!! Poprzedniego dnia... działo się! Koncertowo - klubowo! W Piaseczni odbył się koncert Luxtorpeda, na którym była Kasia, Mikołaj i Michał, no i ja. Potem my z Kasią jeszcze posłuchałysmy gitarzystów w klubie... Późno się poszło spać!


Kawa... pomaga :) Ale nie zdobyłam się na to, żeby pobiec. Wzięłam auto, rynek.. Są!! Beata...w nowych butach! Jest Tomasz, Michał... Kasia, ale wejście! A ja focę :)

 
Kasia oprotestowała trase na Las Kabacki. Tego dnia spieszyła się, planowała jeszcze udział w biegu na 5 km o 12:00. Bała się, że jak pobiegniemy do Kabat, to będzie długo... Bo w Kabatach... różne rzeczy się moge dziać, jakoś nigdy jeszcze bieg niedzielny w Lesia Kabackim nie był takim sobie zwyczajnym biegiem...

Nie ma słońca, więc nikt nie ma nic przeciwko zmianie trasy. Ruszamy! Ma być równo, bez szaleństwa, dobrze się zaczyna :) Piaseczno... Beata twierdzi, że ktoś nas woła..
że krzyczy Michał! Rozglądamy się... e, zdawało nam się.

Na początek wspominki z wczorajszych koncertów... o balowaniu pod sceną, nieodpowiednim ubiorze, ochronie za sceną... O wielkim wykidajło w ósemce, o spektakularnym foceniu się... z artystą! i o aplauzie publiczności... :) Wesoło było!!



No stąd niewyspanie... Michał dodatkowo poprzedniego dnia poszalał z jedzeniem...grill, kebab w środku nocy... Niedzielne wybieganie to lek na wszystko!! :)

Skręcamy w las, na zimne doły. Tomasz nic nie mówi. Zupełnie nic!! Dziewczyny o sklepach, ubraniach... butach!! Michał o moim bieganiu...i o drążkach! Nikt nie ma ochoty jednak... :) Podobno jest tu fajna ścieżka drążkowa w lesie, pokazuje nam... Kasia pozwala na drążki, jezeli starczy nam 5 minut. Ona się spieszy!! Nie, Kasia, 5 minut na drążki to stanowczo za mało! :)

Jest równiutko, tempo ok, w okolicach 6... tak być powinno w niedzielę :) Las się szybko kończy, asfalt... Tu do Zalesia jest fajnie w dół, nogi same niosą, brzeżkiem jezdni Michał, ja, Tom... gęsiego, dziewczyny parą, gadu, gadu... Jak przyjemnie! wyłączyłam się, tup, tup, pełen relaks... przestałam słyszeć dziewczyny!!! O nie, nie, za daleko jesteśmy, miało być równo!!!

Ja dzisiaj z wodą... a chłopaki bez :) wpadamy do Zalesia, tory, chodnik.. o tajnym temacie było... o biegu czwartkowym... wzdycham, że tyle w temacie tajnym sie mówi, a ja nie moge tego opisywać... trudno! Tyle innych...

Ściezka przy ulicy, chłopaki z tyłu... Tomasz...znów we mnie rzucił szyszką!! albo czymś... Tom!!! Michał się śmieje, ja się w sumie cieszę, w końcu moze Tom się obudzi z milczenia, zaczynam coś mówić...oj, oj!! źle stanęłam!!! Uwaga, jak łatwo sobie kostkę skręcić... chwilę marsz. Rozciąganie, picie... prawie 10 km już mamy. Dopijam wodę... przez tę wodę focić nie mogę, rąk mi brakuje!


Ruszamy... pozbywam się butelki, jest więcej fot!!

Żabka, a jakże!! wszyscy zaopatrują się w napoje. Foty.. niby pochmurno, ale duszno jednak. Chce się pić! Krótka przerwa, oj, kolana bolą przy ruszaniu!

Wólka Kozodawska... ja asfaltem... policja :) Szybko zwiałam na chodnik, ale ustalilismy z Michałem, że nasze koneksje w drogówce są na tyle rozległe, że nie ma się czego bać :)

I jeszcze to... supermarket "Kama"!!! Michał, spójrz! :) Michał pierwszy raz widział tę nazwę, chociaż ja często pokazuję ten sklep, gdy tu biegniemy... kto taką nazwę wymyślił?? Michał żartuje o sławie i pomnikach :)

Nastrój wyśmienity. Kasia i Beata i ja... cały czas gadamy! O rany, ile tematów! Wciąż nie możemy się nagadać, dobrze, że tempo dzisiaj odpowiednie do rozmowy!!! Chłopaki ugrzęźli w temacie pływania, tonięcia, żabek, ilości ratowników przypadających na Toma podczas jego treningu... Tom w końcu sie ożywił!! :)

Konie brykają, my też... Kosciół, modlitwy... runmageddonowe skrzyżowanie... jakoś nie chciało mi się już gadać, ale dobrze się biegło! Kasia upewnia się, tak, lecimy prosto, na Bobrowiec, tam gdzie Janusz dokonał 20 km...

Ja z tyłu, szybko jest, wszyscy równo, grupa... mijamy miejsce, gdzie nas kiedyś ochrzanił staruszek :) Ja już mam dość butelki, wyrzucam. Beata, wpadła w trans, jak maszyna na początku, my z Kasią na końcu... Kasia juz myśli o biegu w południe. Super pakiet, piękna koszulka... A jednak... pobiegła z nami rano! Jak mi jest fajnie, to naprawdę wysiłkowo duża rzecz!! A Kasia tak lubi nas... chociaż twierdzi, ze to wybieganie to z uwagi na maraton, żeby kilometraż ćwiczyć... ale ja wiem swoje! :)

Bobrowiec, TA droga... gdzie dawno temu Tom się oswoił z wolnym tempem wybiegania :) wspominamy poprzednie biegi, staruszkę, odwiedziny Mikołaja, wyczyn Janusza... Rozpędzamy się! Beata szaleje, Michał, ja... Przypomniał mi się ptaszek, i myślę, żeby powiedzieć Kasi, nie ratuj żadnych zwierząt dzis! Juz tak dobrze się biegnie, rozpędzeni... nie wybij tylko z rytmu... nie zdążyłam...

Dziewczyny, patrzcie!!! woła Kasia! Co, gdzie, zamieszanie... patrzecie... konie! :) :) Aż stanęłam :) Kasia!!!! :)

Haha, miała wyczucie :) Na Orężnej już nie chcemy żadnych sklepów. Ja mam wolne ręce, jest fajnie. Chłopaki z przodu, parą, my za nimi... teraz się dowiecie, o Waszych nogach i tyłkach było!! O długości spodenek, pośladkach... stwierdziłysmy zgodnie, że należy Wam wprost powiedzieć... pewne rzeczy. Że mówienie wprost jest w porządku, bo atmosfera jest zawsze zdrowsza i jasna. Tak, byłysmy co do tego zgodne, ale... w końcu nie było chętnej, żeby Wam powiedziała, co myslimy :P

Chłopaki coraz dalej... my... musimy chwilkę w marsz. Dla wyrównania oddechu. O zawodach BBL było, zwołałałysmy chłopaków, zapisujcie się!! Chłopaki chętni, fajnie, będzie nas więcej. Kasia orpotestowuje podbieg pod tory, oj Kasia, tylko parę metrów...

Już ostatnia prosta. O kolorze koszulek było, o paskudnej zieleni, tu szczęśliwie udało mi się znaleźć chętną na moją koszulkę z kwietniowego bbl... Super. I tak nie mogę na nią patrzeć, ten kolor...
rynek, już! Kasia... wchodzi do fontanny i ze środka robi nam foty, w strugach wody! Kasia w strugach ofkors, bo my bezpiecznie poza fontanną :)

Kombinacje z samowyzwalaczem... z ławki, z chodnika, śmietnika... mamy to!! A i jest organizatorka wyjazdów rowerowych, już nas poznaje! Więc jest też parę fot z nogami, ładnie wykadrowanych!!

Bardzo Wam dziękuję za bieg, super atmosferę, pozytywne nastroje, humor i śmiech!

niedziela, 28 czerwca 2015

O tym, jak oddychać


Rozmowy, rozmowy, zyciówka na 5 km na treningu... Postanowiłam poprawić swój czas na 10 km! Już, dwa tygodnie po słynnym złamaniu 50 min! Czułam, że mogę!

No, to Michał stwierdził, że powinnam złamać 48 minut. I zaoferował udział w biegu!

Zaczęlam panikowac, woda, woda! Michał będzie biegł, a woda dla mnie? Pytam, pytam... Tomasz! On bedzie miał czas i weźmie wodę. No, to umawiamy się na sobotę...

Plan na Powsin, do Wilanowa, znam trasę, dobra jest. Modły o zimną pogodę... poprzedniego dnia spada deszcz!! jest szansa :)

Nerwy sa, nie powiem. Nie dam rady... Dam radę!... Wiem doskonale, co to będzie za ból, jakie tempo... Miotam się, ide wcześniej spać, nawodniona....

Budze się godzine wczesniej, rany, nie dam rady!

Michała odbieram z Piaseczna, jedziemy... Konstancin, Michał mnie uspokaja, a ja... kłębek nerwów! Parkuję, rozgrzewka... jeszcze mamy 3 minuty :) Lecimy... Michał przypomina o tempie, będzie dobrze, Kamila... Jasne....

Krążymy, w trasę już... Toma nie ma, czekamy, biegamy, Michał sie rozciąga, ja biegam, to tu to tam... jest! Nadjechał z lekkim opóźnieniem, przez oznakowanie drogi. Michał pyta, czy już... no już, a kiedy? :) nie ma na co czekać!! Pakuję wodę do koszulki Toma. Ruszam!

Tempo, za szybko, wolniej... Michał, że za wolno! Tom, z tyłu, wyprzedza, foci... a nie, nakręca :) :P przemilczam! Michał daje mi zakaz mówienia! Dobra... niech mu bedzie! Ale wyszło mi to na dobre.
1-2 km, tempo 4,50, jest ok. Całkiem fajnie, zimno jeszcze, biegnę. Obok Michał, miarowe kroki, ja szybsze, wiadomo, jestem dużo niższa! nie piję... Nawodniłam się, jeszcze nie. Ale sucho w ustach. Dalej...

Mam nie gadać... Szaleństwo! Ok, milczę. 3-4 km... Tom z tyłu, nie wiem, czy jest czy nie, cisza... Tylko Michał co jakiś czas, wskazówki, ma dobry humor :) a ja... Zadyszka rośnie... Michał, jak gdyby nigdy nic! chłodno, cieplej... dam radę!

Jest w... miarę.... pić, pić... jeszcze nie! Ratusz..., skręcamy, ja tylko ręka pokazałam... dobijamy do 5. Michał widzi, że jest gorzej. Zawrotka, z powrotem. Teraz już tylko mniej, niż więcej!! A ja mam już dość!

Tysiąc mysli, szarpie się... na tempo. Michał mi nakazuje wydłużenie kroku. Co? ja ledwo już ciągnę, wydłuzyć? Czyli susy? Pić!!

Jeszcze proszę Toma, mam, piję. Tom każe małymi łykami. No przecież... :)

dalej... poziom zadyszki rośnie. znów drobię, znów Michał każe długo.... nie, narasta we mnie przerażenie, pójdę już stad, trudno! Bije się z myslami, oni tu są, specjalnie... ale ja nie mogę, uduszę się! Ostrzegam, Ja juz nie mogę. Podobno mogę... oszaleli... Nie nie, mogę... przechodze w marsz!
Michał mnie zgarnia ręką, popycha w bieg, chodź! Próbuję... nie mam oddechu, rany, co ja narobilam! jeszcze może... nie, NIE! Znów w marsz!

Kama, Kama! Chodź!... wypchnęli mnie znów, biegnę... Michał zaczyna z innej beczki... panowania nad oddechem! ale ja nie mam nad czym panować! Oddech sobie... płytki, zadyszka... Michał zwalnia, oddychaj!! głęboko! powoli, wyrównaj!!

I nie patrz na zegarek!!

Same zakazy, ja milczę... gorąco... Michał spoko, lekki oddech, czasem głębszy. Słucham tego i jestem zrozpaczona, ja ledwo, ledwo!! Nie słucham komunikatów endo Michała, pewnie jest dramat!! Michał pilnuje, nie odpuszcza! Teraz głęboko, Kamila, głęboko oddychaj! aż do pięt!! :)

Jakie to było proste. Wiadomo, do piet. Czyli tak głęboko, że głębiej się nie da!! Cudne... oddycham. Ciężko, czasem urywam ten oddech na płytko, Michał natychmiast przypomina, głęboko! Kamila, ja mam słyszeć jak oddychasz!

Dobra, już się nie pilnuję.... sapię i w ogóle zadyszka. Wszystko mi jedno. Zmusili mnie przerwać marsz, zostało mi biec... 7 kilometr... ja straciłam rachubę, myślę, jeszcze dwa, tylko dwa!! Pić, pić... już tylko szepczę, Michał woła do Toma o picie. Małe łyki mają być. Zegarek... nie wolno, a zerkam! Nie, no nie dwa, dwa to będą jak ten się skończy!! ósmy...

Michał kontroluje czas. Mówi, że będzie i tak lepiej niż poprzednio. Tomasz popiera. Niemożliwe!! ale doceniam ich próbę zmotywowania mnie!! Dalej... wyłaczam się na cokolwiek, otoczenie... dziewiąty kilometr! Michał mówi, że niedługo finisz! haha.... biegnę na dobiegnięcie, nie moge oddychać, Michał kontroluje tempo, każe zwalniać jak przeczuwa, że zejdę... :) Potem pilnuje, żebym się nie wyrywała, powoli Kamila przyspieszaj!!

Już widzę zabudowania, metę poniekąd. Tylko 1500 metrów, około. To pare minut. Kurcze, juz, już chcę skończyć tę mekę! Ilez można... Tom sprawdza czas, Kama, będzie zyciówka! Michał przypomina, że teraz... już nie mogę zwolnić. Potem okazało się, że ten dziesiaty km był najszybszy!!!

Już mnie nie ma, jest tylko zadyszka i przebieranie nogami. I masa myśli, że niestety nie uda się. Oni mówią tak, ja czuję... nie! Szłam, umarłam, zwątpiłam! A to już było, sądziłam... ze się nie powtórzy!!

Jest 10 km, jeszcze nie zwalniam! chwilkę.... dość! DOŚĆ!!

Luz, zyję. nogi uginaja się, idę do cienia... usiadłam. Chłopaki stoją przy mrówce. Ja poczucie klęski...oni wstali specjalnie rano, a ja... dałam... ciała!

Ech!

Jest Tom z woda, piję... Michał...gratulują. Życiówki! Nie złamałam 48 minut, o nie!! ale... było szybciej, niż poprzednio!! Własciwie... rozpogadzam się. Czy to takie ważne, że to nie 48 minut? Czuję się... coraz lepiej. Czuje się.. zwycięzcą! Jestem szybsza! Jestem szcześliwa!

Idziemy... do auta! Ja chcę fotę!! Tom zniknął z przodu, rowerem, my spacer... Michał tłumaczy mi, jak to z tym oddechem i krokiem jest. Już mi dobrze...proponuję pobiec do ujęcia wody w parku. Biegniemy, Toma... nie ma :) Do tego parku to jeszcze na deser Michał mi zafundował podbieg, ale nie protestowałam. Postarałam się porządnie go zrobić.

Jest ujęcie, pijemy, schładzamy się. Dzwonię do Toma, tak, jest w pobliżu. Poszlismy na parking.
Był bieg, musi być sesja :) Michał narzeka na brak funkcji z łapką w aparacie, grzebiemy, szukamy... ja mam funkcję głosową, ale aparat mnie nie słucha :) Tomasz pokazuje nagrania, jeszcze fota, nawet z nogami się udała :)

Na razie mam dość życiówek na 10 km. Muszę poćwiczyć, popracować nad oddechem. Będzie na to jeszcze czas :)

Wsparcie w takim biegu jest bardzo ważne. To ogromna motywacja, ale i poczucie odpowiedzialności za wynik. W końcu chłopaki przyszli, żeby się udało! Naprawdę musi być źle, żebym odpuściła, ten fatalny szósty kilometr...

Jestem wdzięczna za wypchnięcie mnie do biegu, za dopilnowanie oddechu, za wodę na bieżąco, za nagranie... Sama odpuściłabym, nie umiałabym się zebrać

Dzięki chłopaki!


piątek, 26 czerwca 2015

O tysiącach, nowych nabytkach, życiówkach i wstrzymaniu ruchu.

Zupełnie nieoczekiwanie, po południu doliczyłam się, że na czwartkowym biegu stuknie mi tysięczny kilometr. Oczywiście, natychmiast grupę o tym poinformowałam, zastrzegając sobie w tym momencie, po skończeniu tysięcznego kilometra, postój i fotę :)

ale to był dopiero początek ciekawostek... Na bieg pierwszy raz zdeklarowała swój udział Oliwia, która biega gdzies tam, a tym razem postanowiła dołaczyć :) A kolejną ciekawostką było...że Michał zwerbował na bieg kolegę.

Ale po kolei. Na rynku czekamy, Michał przychodzi z kolegą! Karol, który podobno długo nie mógł się zdecydować :) Kasia zapędzona jak zawsze, Beatka, Ola... Ola, bohaterka, po sztafecie 24-godzinnej, dla pomocy dzieciom!
Tomasz... wiadomo, że Janusza nie będzie, Piotr nie dociera... ale dociera Oliwia! Ależ to piekny rudzielec!!

Start! Ja na przedzie, Oliwia, Beata... gadu gadu, chociaż tempo zupełnie niekonwersacyjne. z tyłu okrzyki oburzenia, co to ma być... starałam się, naprawdę... powstrzymac Beatę, ale chyba dawno z Oliwią nie biegała, bo parły do przodu, jak szalone!!

Dość szybko odpuściłam te gonitwę, ja tu ostrożnie, przed sobotą... relaks ma byc :) Cofnęłam się do Mika i Kasi. Ola z tyłu, z Tomem, na końcu Michał z Karolem... o rolkach było, jak się jeździ, o prędkościach i maratonach rolkarzy... zbieg 1 Maja, grupa pod stadionem, podejrzanie klub przypominająca... Beatę i Oliwię ledwie widać, jak pooooszły.

Skręt na dróżkę, marudzę, co to ma być za bieg, pędzący! Jest Ola, i jej cudowne opowieści o wielkim biegu. Słyszała głosy.. spała w namiocie, ja to w ogóle po endo sądziłam, że ona te 42 km ciurkiem... (Tom, ciurkiem, w sensie bez przerwy!). A ona po prostu stopowała endo :)

A dzisiaj... raz idzie, raz biegnie, porządnie bieg dał jej kość! Idziemy... Las w Żabieńcu, wymiękają też przodowniczki... w ogóle wszyscy zaczeli iść. Ja się tak nie bawię, albo pędzą, albo idą... ruszamy!

staw, gdzie Kasia się foci z rana.. W końcu pobiegłam! zrobić foty, powstrzymywałam się dotychczas, z uwagi na nowych, może będzie protest...
ale się nie dowiem, jak nie spróbuję!! Nie było... pewnie Michał kolegę uprzedził, a Oliwia czyta przecież relacje... wie, że foty muszą być!!

wyruszyłam, tym razem z Kasią, do przodu... Tom, nie mógł sobie darować puknięcia mnie z ramię, ależ mnie zeżlił :) Znów mi to zrobił... Kasia zaczyna mnie bronić, recznie! Strzeż się Tom, ona bije! :)

Pędził przodem, potem ja i Kasia, do pogadania było... potem Mik z chłopakami, a dziewczyny zupełnie z tyłu! Boczna uliczka, stop! Czekamy. Ja focę... Karol zupełnie swobodnie, już chyba go kiedyś focono... Kasia poza, a jakże, ona wyczuwa obiektyw nawet zza pleców...



Dziewczyny złapałam w biegu. Ola się nie może zdecydować... raz pędzi, raz idzie, raz nie może... ale jaka szczęśliwa! Mówi, że to jej czas... ma 3 tygodnie na łamanie życiówek! :) :) I chyba dzisiaj będzie pierwsza! na 10 keamów.

ruszamy... ja Beata i Oliwia, gadamy... o bieganiu, jedzeniu... Oliwia dopytuje o miejsca z relacji, czy to ta droga, której nie lubie? :) Oj tak, ten odcinek jest niefajny!! Za nami Michał z Karolem, spory ruch, konie obok na wybiegu brykają... zupełnie jak my :P

O kolkach.. Michał z Karolem zupełnie zakonwersowani na siebie, tamci z tyłu... nie wiadomo o czym, ale uwaga, Oliwia, teraz będzie runmageddonowe skrzyżowanie!!

O hejjj, ależ to było przejście! Całkowicie potwierdzające nową, tradycyjną nazwę skrzyżowania... ruch, my między autami... Ja już focę, jeszcze na jezdni, zawsze tu focę, zwykle stajemy, a tym razem.. wszyscy przebiegają, co jest!!

Jeszcze Kasia z Olą... Kasia na wariata, pod koła, jest,
Ola...zakołysała się na krawężniku, sznur aut... Ola podnosi dłoń i stopuje sznur!!! i sobie przebiega :) :) Co za kobieta!! A co najlepsze, sfociłam to!!!


Rewelacja, już za chwile moja ulubiona droga... kontroluję, gdzie jest Tom... żeby mnie znów nie zaskoczył! :) wpadam między Olę i Toma, on już wie... scigamy się!!! wiadomo, póki pierwszy bieg Toma... jest w miarę. Ale już na drugim... i tyłem... Ciekawe, ilubiegowy jest Tom :)

a nie powinnam!! sobota przecież... relaks, relaks.. uspokajam oddech, biegniemy... Michał dopytuje co jakiś czas o tysięczny kilometr... czy to już? Kiedy to będzie? Sama jestem ciekawa, gdzie to wypadnie. Oby było dość jasne miejsce, do fot!!

Pasy... coniektórzy już mają 10 km... ach te GPS!!, jeszcze trochę, Karol pyta o przerwę, zaraz zaraz... Jest!

Proszę o fotę! Własnie skończyłam pierwszy tysiąc kilometrów w tym roku! TU. Z WAMI. Nie ma fotografa, ale Karol się ofiaruje, że nie będzie na zdjęciu, bo jest z nami 1 raz. Nie bardzo mi to pasuje, ale nie będę marudzić...
Mikołaj postanawia, że mam być na tej focie na rękach. I już jestem w górze, tylko chętnych do trzymania brak! :) :P

Na szczęscie Kasia jest... trzyma mi nogi. Potem okazało się, że jeszcze Michał się poświęcił, chociaż widać, że Michał z Kasią pro forma, a całą odpowiedzialność za moje unoszenie się przyjął na siebie Mikołaj. :)
Jeszcze jeszcze... Karol mówi, że niewyraźna, to powtarzamy. Nie może TAKA fota być niewyraźna!! Karol tworzy statyw ze słupka furtki i udaje się. Jeszcze... na stojąco :) super! Dzięki!


Ach, zaczynam kolejny tysiąc... biegniemy na wiadukt. Z Oliwią teraz, o czymś, co jest oddychające i nie wysusza, pomaga utrzymać wilgoć...
Mikołaj kursuje coraz bliżej w naszą stronę, słucha... Ja polecę Oliwi te, których sama używam, ale Wy chłopaki... nie możecie wiedzieć!! :)

ciemniej, gruntowa... Tom znów mnie zaczepia!! Kasia coś o szkole i ciaganiu za warkoczyki... zagadałyśmy Karola, o chwilowych członkach, o jego dystansach... las! Tu trzeba uważać! Jeszcze chwila, i jesteśmy!! na wiadukcie, ofkors.


Tom jest nieswój, narzeka na niedyspozycję... nie chce dać mi forów, jak zawsze... Oj Tom, no wiadukt jest!! Leć Kama, leć... poleciałam.

Szybciutko! Zwykle tom mnie dogania... za chwilę, tym razem... zaczęłam się niepokoić. Coraz bliżej końca, Toma nie ma... pomysłałam, że mnie podpuścił i w ogóle nie pobiegł!! Ach, nie wybaczyłabym mu!! Nigdy!
Matko, jest! póóóóźno, ale jak zwykle, tylko mignął. No, tradycji stało się zadość! :) focę wesołą resztę, rozpędzona, zadowoloną, ja tu sapię... i wyłaczyłam przypadkowo zegarek! Ech! dobrze, ze nie przed tysięcznym kilometrem! A mam funkcję blokady przed takim przypadkowym
wyłaczeniem, może zacznij Kamila korzystać, co?

Fajnie mi, kamień w bucie, Czajewicza... w sumie, może i dobrze, że nie 1 Maja, podbieg by był. Michał mocno mnie ograniczył przed sobotą, tego nie, tamtego nie, dobrze, że wiadukt tak :) No i wyścig z Tomem też był nielegalny....

pieknie, bez wygłupów finiszowałysmy z Kasią. Na rynku nie ma się gdzie rozciągać, ławki oblepione... ja mam krew na skarpiecie... pewnie sobota odpada! :P selfik zbiorowy pod latarnią, gdzie ta Kasia!!! A nogi... Kasia to ma świetny telefon! Samowyzwalacz reaguje na jej dłoń, macha raz, drugi... mamy to!!

 
I ta knajpa zaproponowana przez Michała, trochę z okazji tysiąca.. Zostaje Oliwia, Kasia, Ola chwilkę, Mikołaj, Michał i Karol.  Zamawiamy.. Ja wodę, chłopaki, no to wiadomo, Kasia też bez alkoholu... Oliwia - piwo chce! Oliwia, tym samym natychmiast zdobyłaś jeszcze większą sympatię naszych chłopaków!!

Czekamy, gadamy... Kasia już wysyła foty, Czat, czat... Michał z Karolem, no po prostu, pokazują sobie fotki w telefonie! Musiałam to zakończyć, co jest! mikołaj próbował jeszcze, że to w telefonie jest prawdziwy świat nasz wzajemny... o nie, a co tu robimy!?

 

Było już zamówienie, zrobiło się bardzo przyjemnie! O weganach było i wegetarianach. Podobno to zupełnie cos innego, ja nie odróżniam. Wolę mięso. A Mikołajowi zwisa... ale się uśmiałysmy z Kasią!!! O kotletach z soi, nabiale.... Karol, niesamowicie szybko i bez skrępowania, już z nami rozmawiał. Twierdzi, że weganizm to stan już jest... organizmu, szczególnie po 20 latach. Ale on sam zdaje się, nie, woli rowery. I o tysiącu było... bez malowania! O składaniu rowerów, osprzęcie sprzed lat, klubie motocyklowym i dlaczego Karolowi nie pasują czwartki.


Szkoda, że zimno już, wychłodzenie! Czesc, czesc...

Myślę, że Oliwii i Karolowi się podobało. Usmiechnięci!

Karol - życiówka, najdłuższy dystans jaki przebiegł. Oliwia, debiut i piwo, znaczy, jest swoja :)
a reszta... moja reszta jak zawsze cudowna i najwspanialsza!

Dziękuję Wam!

środa, 24 czerwca 2015

Mogę wszystko


Wczorajszy trening był zaplanowany. Plan był... pobiec szybciej, na 5 km. Szybciej niż dotychczas, poniżej 24,41 min/5km. Taka próba, czy się da. No, bo ostatnie biegi... było szybko, poczułam, że mogę. Czemu nie? :)

Czuję ostatnio taką moc. Nakręcona jestem na bieganie... szybciej! :) Więc, usypiam Tyma... córce przykazuje dzwonić, jakby sie obudził, ona tam coś czyta... lecę!
Najpierw rozgrzewka. Chciałam byc w miare blisko domu, żeby w razie co... Wybór padł na drogę dojazdową do szkoły w Mysiadle, od Puławskiej. tam jest, przez rondo, koło 1400 metrów. Bedę latać tam i z powrotem :)

Lecę... spokojnie, ale coraz szybciej. Zimnica, 12 stopni, rześko.. ja na krótko, bez czapki (!). Cudownie! Już droga, rondo... i skurcz! Za mocno zawiązałam buty.... staję. spaceruję, rozluźniam sznurówki... musze poczekać. Dzwonię do córki, czy wszystko ok... a ona... nie odbiera!!! Drugi, trzeci raz... przecież telefon ma przy sobie!! Wpadłam w panikę, może coś.. może się coś stało, a tam jeszcze Tym... Dzwonię do sąsiada  dołu - Kamil, podejdź, zobacz, nie moge się dodzwonić!!! Za chwilę dzwoni, Daga... ma wyciszony dzwonek!! o matko, córciu, ja tu od zmysłów odchodzę!!!

Ufff, odechciało mi się. Po prostu. wyziębiłam się przez to stanie... biegnę do szkoły, jeszcze próbuję.. rozgrzewka. Za szkołą masa młodziezy, niefajnie.... koniec drogi. Stop. Poprawiam jeszcze buty, jeszcze jeden trochę za ciasno... ale łydka już ok. Nowy trening na zegarku... start!!

Mijam młodzież. Nie wrócę tu już. Będę biec na 800 metrowym odcinku rondo - Puławska. Jest za szybko! powoli zwalniam, spalę się... jest na razie ok... wolniej... 4,20, trzymam... hopki... na tym odcinku 800 metrów ktoś wybudował koło 8-10 hopków!! Nie liczyłam, ale trzeba uważac na nogi, są wąskie a wysokie!! Puławska... prawie 2 km.. jest dobrze, tempo jest... cudnie zimno, to jest to!

zawrotka przy znaku... wytracam prędkość i znów się spinam... i do ronda! ładnie jest, tempo... spada, przyciskam. Nieliczne samochody, rzadko... ani zywej duszy... tylko te cholerne hopki.
I jednak ten jeden but... jeden za ciasno, drugi za luźno. Żeby mi się tylko sznurówka nie rozwiązała!! rondo...zawrotka! ojj, kolana... znów do Puławskiej... auto, jedno, drugie, ciemno, zero latarni... mam odblask na spodenkach, widza mnie, ale późno, uwaga, ja tu lecę! :)

3 km... cięzko już. Bardzo słabo... ale juz mniej, niż wiecej... to będzie tylko chwila...tylko wytrzymaj Kamila, szkoda by było... 3700, już tylko 1300 metrów!! jak to daleko jeszcze...

Na kazdym hopku uwaga, jak postawić nogę, nie wybić się z rytmu... Liczyłam, że będę bokiem je mijać, ale jednak dokładnie je połozono... czemu nikt nie myśli o rowerzystach!! Raz noga wpada z przodu hopka, wtedy trzeba przeskoczyć... raz z tyłu, nienaturalnie stopa spada...

Mówiono mi, że mogę, tylko muszę tego chcieć. Tempo, 4,47 coś koło... szybciej nie mogę. Nie dziś. Ale.. mogę... tak! i tak będzie szybciej, niż dotychczas, chociaż wolniej niż planowałam...4500 metrów, zawrotka przy rondzie... jak fajnie mi wyszło, skończę w kierunku domu... przycisnąć na koniec? nie, nie... nie ma sensu, jestem mocno zmęczona. na początku drobiłam, teraz susy... wciąż nie wiem, co lepsze, co mnie mniej męczy...

Jest 5000 metrów!! Jeszcze chwilka... jeszcze do tego cholernego hopka... Stop!!

Mam to! nie wiem ile na 5 km... ale czas 24,09 na 5030 metrów. Ok... dzwonię do córki, wracam zaraz... Fota... wiadomość, że mi się udało... chwila odpoczynku... Jak to cudownie lekko pobiec sobie tak 5,13 do domu... :) :P

A w sobotę... to samo, razy dwa! :) będzie się działo!

mogę... wszystko. Będę jeszcze szybsza, bo... tak postanowiłam! :)

poniedziałek, 22 czerwca 2015

O wzgórzu, przepaści i niezłym tempie :)

W składzie pięcioosobowym, Kasia, Beata, ja, Michał i Tom, spotkaliśmy się jak co niedziela przy fontannach.
ale, ale... ja byłam pierwsza, biegiem z domu, bo mi mało... jak zawsze :) Potem Michał, na klubowo... stoimy, gadamy na placu....nagle szum pod nogami! O rany, nie wiedziałam, co się dzieje! Już wiadomo za chwilę... tak odpalają fontanny! :) Mało czasu od usłyszenia szumu do ucieczki z
płyt chodnikowych! :) To tak, ku przestrodze :)
 
Dziewczyny... nie ma Tomasza! 7:03... oj, oj... my schowani za sceną... jest! Tomasz faktycznie nas nie zauważył i juz biegł w stronę trasy, by nas gonić :)
Dziewczyny...niewyspane! Ja super wyspana, naładowana biegiem poprzedniego dnia! Ach, jak mi się chce biec! ruszamy :)
 
Ja z przodu... światła przy Sand Tower, pasy, zielone, drugie pasy, czerwone... ale przebiegamy, pusto! Tylko... tam gdzie jest zielone, stoi policja :) Na szczęście nie przyszło im do głowy nas zatrzymać!
Dalej, Julianowska... chłopaki z przodu, coraz dalej i dalej! Co to ma być? :) pędzą... my też pędzimy, ale jeszcze do tego gadamy! O czwartkowych biegach... między innymi :) Szybko jest!
 
Łaskawie poczekali na nas na skrzyżowaniu... i znów polecieli przodem. A niech lecą :) My tu mamy co robić... Józefosław tylko mignął, chłopaków już dawno nie widać... gdzie oni się tak spieszą... ustaliłyśmy, że pewnie się z kimś jeszcze umówili w Lesie, może z jakimś trenerem? :)
 
Las, czekają.. Beata oprotestowała poprzednią trasę, ma być prościej teraz.. A miało być zboże... ech! :) No dobrze, niech tam. Las ciemny, wilgotny, cudnie chłodny... Chłopaki znów się wygłupiają... pędzą. Ja... nie moge się zdecydować. I pogadać bym chciała, ale... tak mi się chce
szybko! Opuściłam dziewczyny, zaczęłam gonić chłopaków! Jest super, szybko, szybko!! Dogoniłam... a oni stanęli :) Czekamy na dziewczyny :)
 
Dalej... musiałam się po prostu zmęczyć... postanowiłam sobie pobiec szybciej, do polany, tam poczekać... było fajnie! koło 4.30... nie oglądałam się...ale długo do tej polany...ale mi się wciąż chciało, jeszcze, jeszcze... zwolniłam, to już tu.
 
aparat, czekam, zrobie fotę... Biegnie moja wspaniała czwórka... pstryk! i kierunek...wodopój :) Kasia zastanawia się, czy woda jest zdatna do picia :) pijemy, schładzamy się... Kasia opowiada o swoich rozległych koneksjach... wśród gwiazd sportowych... jeszcze trochę, a byśmy się tam rozsiedli :)
 
 
Kończę to :) Lece... Michał mnie dogania, jak mi się chce dzisiaj pędzić! O pisaniu było... relacjach, o niektórych klubowiczach... :) ale wszystko jak być powinno. Michał mnie zahipnotyzował na bieg, sam na szczęście został przytomny i zastopował! Bo bardzo się odłączylismy od reszty! Są, są... :) Foty, foty!
 
 
Czwarta w prawo... tym razem nikt nie protestuje, wszyscy mają ochotę na długo... Znów pędzę, Michał Tomasz... dziewczyny wyluzowały... jak podkreślają, biegną równo, co by potem nie musieć stawać i odpoczywać :) Jest czwarta, skręcamy... węziej, szybko.... kolejny zakręt... czekamy
na dziewczyny! I znów, szybko i do przodu...
 
mijamy drażki, Michał fachowo ocenia, że są całkiem całkiem... dobiegamy do Moczydłowskiej... Nie wiem, skąd się to wzięło, jak to się zaczęło, słyszę, że blisko do Kazury... że tam pobiegniemy. Bardzo zabawne! Są dziewczyny, Beata popiera Kazury... no nie wierzę! oszalała! ja tu pędze i
jeszcze podbiegi? nigdy!
 
Ale byłam osamotniona w tym proteście. No dobra... ale ja tylko patrzę na podbiegi innych!! Biegniemy... najwazniejsze, że na Moczydłowskiej jest sklep!! Michał... tylko skomentował :)
Sklep, woda... góra na Kazury pietrzy się za blokami... biegniemy!
 
Oooo, nie! wysokość wzniesienia przeszła moje oczekiwania... z bliska. O nie, nie, nie. Czyli co, mamy tu wbiec? żarty... Michał pogania... chłopaki przodem, Beata... no dobra, coś tam podbiegłam. Kasia podbiegi stanowczo oprotestowała marszem... Kasia! za dwa tygodnie masz wbieg na PKiN!!! Trenuj!!!
 
Ale widoki!! jestem tu pierwszy raz! Foty... Michał jest tu niepierwszy raz i zachęca do podbiegów. Znaczy, z drugiej strony, bo tu, gdzie wbiegliśmy to mu za mało stromo... czyli mamy zbiec i wbiec i jeszcze raz... chodż Kamila, będzie fajnie!!
 
Pobiegłam na tę drugą stronę. NIE. Nigdy w życiu!! stromo... że hej! Dziewczyny się focą, chłopaki zostawiają butelki... i w dół! Ha, ja to nagram.... Widziałam... na dole chwilę stali, myśleli... Najpierw Tomasz! Pod tę stromiznę, szybko! Potem Michał... rany! ależ trzeba mieć siłę!! Ja bym się nie wczołgała, a co dopiero wbiec... Dziewczyny przyszły... A oni, że jeszcze raz!! No, no, prosze bardzo...
 
 
Ja znów kamera, szykujemy im aplauz na górze, Beata foci.... Tym razem ruszyli od razu, jeden za drugim! Nie mniej szybko, niż poprzednio! nagrywam.. Kasia klaszcze, ale wyczyn!! wariaci... Jeszcze chwila widoczków... biegniemy na ściezynkę!
 
Zbieg z tej góry był bardzo niebezpieczny, tam przekonałam się, z jaką stromizną poradzili sobie chłopcy... i po prostu oniemiałam z podziwu!! biegniemy... ja z przodu, mamy dobiec do głównej drogi w Kabackim...pole, teraz las... meeega pokrzywy, trzeba ostrożnie, tory, znów pokrzywy... stop! rzeczka!!
Proponuję zawracać, pobiec przy torach. Jaka ja
 zachowawcza jestem... Za to Kasia... kocha przygody!! Prowadzi wzdłuż rzeczki... Zauwazyła pnie, które są przez nią przerzucone... wariatka! ja tam nie przejdę!! Marudzę, zrzędzę... biegnę... Na szczęscie nie po TYM pniu, a po innym, udaje się nam pokonac rzeczkę...lećmy!! Kamila, a fota rzeczki!? No, jasne, jak mozna bez foty... Kasia była nawet gotowa ponownie ją do foty pokonać, ale jednak odpuściła :) :)
 
Las... wąsko, leśnie...mokro. jest droga, Leśna, już wiadomo, jak dalej, znów Moczydłowska! Jesteśmy! Michał kieruje na powrót, znow się wyrywam... Michał, Tomasz... ale ja mam dzisiaj ochotę na szybciej!! Ale już zmęczenie jest... ta butelka, jeszcze ze sklepu na Moczydłowskiej, ciąży jak kamień... z prawej w lewą... najlepiej, jak jest w lewej... prawą mi się lepiej macha w biegu! :) Zakręt... czekamy na dziewczyny... wypijam tę wode, już do końca. Słychać metro... za lasem są tory. Michał mówi nazwę dla pociągu, coś od metra... ale za nic w świecie nie moge sobie przypomnieć, jak to szło! biedametro??
 
Teraz... będzie długa prosta, aż do Kierszka. Wyrywam znów. Michał mnie dogania. GPS głupieje... nie od pędu, tylko od drzew!! znów trans... nic nie mówimy, tylko bieg. ależ jest energia!! skrzyżowanie, dalej, dalej! Już widać koniec lasu... a za nami.... Beata!! Beata porzuciła Tomasza i Kasię i zachciała pędzić... dogoniła nas!! Jest pięknie, nie ma kataru, zaraz koniec lasu... a ja już mam dość!! :)
 
W cieniu czekamy na Tomasza i Kasię, ja się rozciągam... Kasia mnie obgaduje, że dzisiaj mi się chce... oj tak, chce mi się.. a raczej chciało!! długa droga jeszcze... Pooglądalismy auto w automacie, na skraju lasu, peżot, biegniemy... Teraz Beata ze mną, na czele! Lecimy... nie ma już śladu po ubiegłotygodniowym rozlewisku! Musze już się spinać, jestem mocno zmęczona, tempo... koło 5,30... za nami kroki, mówię, Michał!! Tak, Beata, ja rozpoznaję krok Michała :) asfalt... szybko jest... i Żabka!!
 
Znów woda... ile ja tej wody dzisiaj piję!!! Krótka przerwa, Wilanowską, pod górkę, ja znów z przodu... bo jak zwolnię, to stanę!! oj, oj, zmęczenie! Tomasz mi towarzyszy... za chwilę Michał... ja widzę w myślach, ile jeszcze... a już nie mam sił!!!
 
Skrzyżowanie z Energetyczną, plan koło Decathlonu... lecimy! Beata upewnia się, czy Michał nie chce może sobie pospacerować... :) taki żarcik :P
 
Ja znów doganiam Tomasza... centrum handlowe... marsz! Reszta już jest, idziemy... Kasia się nie zatrzymała!! biegnie, mowi, ze jak się teraz zatrzyma, to padnie!! matko... Tomasz zauważa, że spacer w tym miejscu tradycją jest... no i nici ze spaceru, gonimy Kasie!!
 
Chłopaki ją dogonili, a ja... na końcu, ledwo ledwo, próbuję dotrzymać kroku Beacie, która jak gdyby nigdy nic... Liczę na skrzyżowanie, na postój na światłach, a nie, nieszczęśliwie tu zielone, tu też... jeszcze trochę, Piaseczno już... postój w końcu, jest!! czerwone :)
 
Kasia ze mną... chodź Kamila, finisz!! No dobra... pęd, pęd!! jakiś czas... nie dałam rady do końca :) Tomasz też się rozpędził, ale niestety, nie dotrzymałyśmy mu kroku :) Jest rynek!!
 
Co się nafocilismy na tym rynku... Kasia wlazła do fontanny :) Normalnie, sesja wyszła!! W ogóle z całego biegu masa fot!
 
I znów było wspaniale! Te długie niedzielne biegi... same niespodzianki! Dzis rządzili chłopcy, tempem i swoimi podbiegami na Kazury!! Kasia okazała się być żądna przygód, powinna być podróżniczką... a Beata przez większość biegu niby nic, żeby potem pędzić i mnie dobijać tempem na koniec... :)
 
Dziękuję Wam!

sobota, 20 czerwca 2015

Ale dawka szczęścia!

Ciężko się wstawało. Jakoś zmęczona jestem po całym tygodniu... a tu nowy mój pomusł, Sobótka, czyli sobotni bieg. Plan na 10, zaprosiłam klubowiczów... a oni chcą się wyspać! Szczególnie dziewczyny :)
 
Michał może... Janusz może... czekam. Stwierdziłam, że sama to chyba nie. Przyszło mi czekać prawie do 21:00, ale jest! Michał potwierdził.
 
Oczywiście, jak zawsze mi mało... nie wzięłam auta. Bo spotykamy się w centrum miasta, ja mieszkam na obrzeżu... 2 km mam do miejsca zbiórki. Czyli... plan na 14 :)
 
Słabo mi szło, powoli, a planowałam szybko, szczególnie że to Michał miał przyjść... przy nim jest okazja pobrykać, bo on szybko biega :) A tu jak pod górkę! No, to dla odmiany zaczęłam się martwić, że będzie mu za wolno i zamiast potrenować, zmarnuje czas!
 
rynek już... chłodno dzis, ja cudnie rozgrzana... słońce... Michał jest! Na długo.... :) Szybko ustalamy trasę, proponuję Bobrowiec przez Orężną i powrót wzdłuż torów. Michał stwierdził, że to będzie więcej niż 10. Ale ma czas i nie ma nic przeciwko dłuższej trasie :) biegniemy!
 
Michał zauważa chyba brak formy, pyta o planowane tempo... miało być 5.30! No, to musze szybciej... dzisiaj 5,30 nie jest moim tempem konwersacyjnym. Ale Michała jak najbardziej. Więc on mówi, ja czasem. Pod domem Tomasza pogadaliśmy o powodzi... potem mleczarnia - masa amatorów pracy dorywczej, alez tłum! Kiedyś nawet zimą przejezdzałam, wtedy zaledwie kilka osób stało, teraz... może na truskawki czy coś, jest sezon...
 
tory, zakręt, Michał popędza... na szczęście jest z górki, przyspieszam... tempo waha się między 5,40 a 5,30... Gadamy :) O mojej pracy, o remontach, białym montażu, gruszkach z betonem... jest coraz lepiej! 5,20 :)
 
Co jakiś czas Michał pyta o tempo, a ja się denerwuje, ze mu za wolno! Na szczęście mówi, że obecne jest ok, więc już się nie zabijam... do czasu! :)
 
O dzieciach, ich nauce, o zainteresowaniach... matko, tematów tysiące. Fajne jest to, że wiele razu biegaliśmy, rozmawiając, i wciąż jest coś do omówienia :) A tematy... się nie powtarzają :) Podobnie jest w klubie, nigdy nie ma nudy :) Bobrowiec.. super plenery, pola, słońce, myślę o fotach, ale Michał... nie lubi stawać, więc nawet nie pisnęłam :) Bo więcej nie pójdzie ze mną biegać!
 
O moim rekordzie jeszcze było... Michał zaproponował kolejny, na 10km, z jego udziałem, pobiegniemy jeszcze szybciej! Oj, oj, waham się, ale on twierdzi, że dam radę. I zakazuje mi się wahać! No, dobra... jest termin, musze teraz poćwiczyć! Zagadaliśmy się, ja już nie wiem, gdzie jestem, Michał prowadzi... tory. Okazuje się, że tak się zagadalismy, że minęlismy drogę, w którą trzeba było skręcić :)
 
No, to wzdłuż torów! I jest wolniej. Ja to nie lubię jednak gruntu... wolę asfalt! nierówności, kamienie... ale tylko przez chwilę. Zaczęłam rozglądać się za sklepem (ale oczywiście nic nie mówiłam, że mam zamiar stanąć...nie wolno Michałowi :) ).
 
Juz droga wzdłuż torowiska. Ta moja ulubiona.. mały ruch, asfalt... jakiś rów musiałam przeskoczyć i już, znów mogę pędzić! I znajome skrzyżowanie, tempo fajne... No i się zaczęło. Michał pokazał dalece nieokreslony punkt i polecił, że biegniemy tam poniżej 5. Hahaha. Mówię nie, on tak, ja nie, on tak.... ja przyspieszam :) Jest szybko... 4,22, 4,30... nie odpuszczam jeszcze... ciężki oddech... mogę... biegnę! Nie wiem, jak on to czuje, w dobrym momencie mówi, że jeszcze nie, jeszcze nie zwalniaj Kamila! dobra, dobra... czemu nie :) I jeszcze....jeszcze... przechodze w marsz.
 
O nie, Michał nie pozwala, odpoczywaj w biegu!... biegne.... biegnę i wiem, że tu jest zaraz sklep, pamietam z czwartkowych biegów :) Hehe, dobiegamy już... Michał, muszę pić!! :)
 
Sklep, woda, ławeczka w słońcu.... siedzimy. Ja piję, łyczkami, raz dwa trzy, całą butelkę wchłonęłam! Michał proponuje ławkę zamiast biegu... Chciałabym mu wierzyć :) Nie ma czasu, dalej! Cudnie nawodniona, tempo 4,50... Michał wróży mi chlupotanie w brzuchu! A skad, ja umiem pić wodę na biegu! :) Fajnie, szybko... O Tomaszu było... :P Michał zauważa, że mówię w tym tempie :) No własnie, ja mówię :)
 
Pomorska... Michał ma znów pomysł.... do świateł ma być szybko! Prosze bardzo Michał, jak mam wodę, masz u mnie każdą prędkość! Prawie... Pedzę! I zerkam.... na zegarek! 3,58!!! Pięknie, nie odpuszczam... Około 4 dałam radę do tych świateł! Cudne było to, że czułam siłę... mogłam!
 
Michał chwali... biegniemy... Ach jaka szkoda, że już zaraz koniec!! Michał próbuje mnie jeszcze na finisz namówić, ale ja pamietam... jeszcze 2 km do domu... jutro wybieganie... Michał, ja musze koniecznie jeszcze z Toba pobiegać, tak fajnie szybko, tylko innym razem!!
 
rynek. włażę do fontanny :) brrr, przyjemnie :) Fota ja, fota Michał... sfoceni, ja meeega zadowolona, Michał uśmiechniety... tak ma być po bieganiu!!
 
Pożegnaliśmy się, ja zaliczyłam jeszcze sklep, woda, i lecę z tą butlą do domu. stałam na światłach... 3 razy i butla pusta! :)
 
Zauwazyłam...że nawadniając się, nabieram masę siły! To już mi przyszło do głowy na rekordzie z Mikolajem, woda dała mi przeżyć... Dzisiaj tak samo, powrót do domu, szybko, pomimo, że to już było po 15 kilometrach....
 
Bilans - prawie 18 km, spontanicznie, energetycznie, z interwałami :) W wyśmienitym towarzystwie, z duża dawką motywacji.
 
Michał to świetny kompan biegowy! No i wreszcie, jak juz pędziłam kolo 4,00, mogłam usłyszeć, że ma nieco przyspieszony oddech! czyli, momentami biegłam w odpowiednim dla niego tempie :)
 
Dziękuję Michał, to był wspaniały bieg! A usmiech mi nie schodzi z twarzy od rana :)
 

 

piątek, 19 czerwca 2015

O dobrej energii, nowościach i błyskawicach

Pogoda dopisała. Na rynku stawiliśmy się parzystym składzie, 8 osób, równo płciowo.... Koszulki klubowe, kto miał, za wyjątkiem Janusza, który był w żółtej koszulce lidera :) I Maciej, w czerwonej kurtce Kenijczyka :)

Po połączeniu się z niebiosami, ruszyliśmy. Nieustannie zastanawiam się, jakie wrażenie robimy na mieszkańcach miasta, co czwartek... nawet już chyba kierowcy na ulicach wiedzą, że biegniemy i odpuszczają nerwy, robiąc miejsce, omijając...

Najpierw dziewczyny przodem, ja dopadłam Tomasza, o treningu było... moim interwałowym! Poprzedniego dnia wyrwałam się na pół godzinki, poszaleć na bieżni :) Janusz z Michałem z tyłu, konwersacja... chyba pierwszy raz widziałam, żeby ta dwójka biegła razem. I tyle gadała :) A szczególnie Michał... no, to nowość!

Kontynuując plotki z Tomaszem, usłyszałam cudną historię o trenerze pływania, wymianie maili, znajomosciach Kasi i zmianie nastawienia... Tom ma jutro pierwszy wodny trening! Wyciągnęlismy się, mostek, Rybacka... pierwsze foty! W Żabieńcu byłam z Asią. Obgadałyśmy szkołe policyjną, koszary, mundury, oddawanie honorów... miałyśmy iść na babski wieczór, ale okazało się, że Asi mąż już wrócił :) Mikołaj zaczął się bać, że wstąpię do policji....

Mieszalismy się, lecz wspaniała dwójka Michał-Janusz, wciąż razem :)... Postanowiłysmy z Asią dowiedzieć się, o czym mowa. Mowa była o... mowie w biegu :) Okazuje się, że Januszowi wzrosło znacznie tempo konwersacyjne...bo jak się biegnie z Michałem i się gada... to wyczyn jest!! :)

I o telefonach było... Znów razem, tory, Jesówka... nowość, Asia ma endo... Kasia się strasznie wierciła. Nie mogła się zdecydować, z kim biec, jak biec... Wszędzie jej było pełno, Asia wyrwała do przodu (nowość!)... okazało się, że Asia już na poprzednim biegu wyrywała do przodu i nawet wszyscy jej wróżą, że szybko pokona mnie na 10 KM... ale ja się nie dam! Było o organizacji tego naszego wyścigu... ale się uśmiałam! A Beata (nowość!), nie wyrywała do przodu...

Potem, Michał z Maciejem z przodu, dziewczyny... obgadują moje spodenki :) O poprawianiu posladków też było... o rozlewaniu się... faceci niewiele z tego rozumieją. Ale Kasia ma podesłac jakąś mega fotkę dziewczyny, której strój powstrzymał wielu mężczyzn przed zrobieniem życiówki na zawodach...

Michał, Maciej i Kasia daleko z przodu... Ja, Mikołaj i Tomasz w środku.... przypominam Tomaszowi o wiadukcie. Mikołaj miał trochę wątpliwości, bo jak podkreślił, bieg czwartkowy nigdy nie był, nie jest i nie będzie treningiem, tylko biegowym spotkaniem... Jednak upierałam się, że tradycja jest tradycją... a zbieg z wiaduktu to już rytuał!! I zapraszałam Tomasza, a on nic nie mówił...

Natomiast strasznie bawiło go pukanie mnie w ramię tak, że odwracałam się w przeciwną stronę, niż on był. bardzo zabawne! No i nowość...

Cmentarz, znów się zbieramy do kupy... Janusz do przodu, ja z Michałem... o interwałach było.. i o złamaniu 50 min/10km. Michał twierdzi, że to taka bariera, i że teraz może być tylko lepiej, a za rok to w ogóle :) O Ekidenie było... biegających motocyklistach... podzieliliśmy sztafetę maratońską między klubowiczów... Tom na 5 km, Michał i Mikołaj na 10... resztę ogarniemy my dziewczyny, może Janusz... takie tam piąteczki.

Runmageddon przez drogę, zawsze w tym samym miejscu... spektakularnie, przed ciężarówką, między autami... :)

Kasia... no po prostu zaśmiewała się całą drogę. w ogóle dziewczyny się zbiły w kupkę, alez plotki musiały odchodzić!! że też ja cały czas gdzieś indziej... Ale tyle się działo!!

Moja ulubiona droga.. Michał i Maciej z przodu, Mik z dziewczynami.... to co, Tomasz? scigamy się do chłopaków, zobaczymy o czym gadają :) Start!! Było dobrze... na początku! Tomasz za chwilę "wrzucił drugi bieg".... i tyle go widziałam. Nie było sensu kontynuować wyścigu :) Ależ on jest szybki! Za chwilę znów mi zaproponował wyścig... dla lepszej szansy dla mnie, on tyłem... Co za potwarz!! :)

Porzuciłam bieganie z Tomaszem... bo było o mazdach. Mik chce nową Mazdę, ja mam starą... :) O awaryjności aut było, o opiniach na temat modeli... wciąż przypominałam też o wiadukcie :) A na pasach Asia znów wyrwała do przodu!! Szalona no....
O wrogich klubach było... koszulkach... o podbiegach, Falenicy... zimowych kącikach dla dzieci... pilnowałam Tomasza, niedługo wiadukt...

Maciej znów nas w las, słabo zaprotestowałam, korzenie... nikt mnie nie poparł. Tomasz znów się zabawia pukaniem... :) Nie, mało mu... zaczął rzucać we mnie szyszkami, no co za dzieciak! :) On ma coś z tymi szyszkami, już w niedzielę było widać!

W górę i wiadukt!! Mikołaj twierdzi, że jestem z gumy. Czekamy na wszystkich, Janusz zazieleniał na ścieżce... rozciąganko..

Michał się upewnia...tak, będę zbiegać. Tomasz od niechcenia, leć.... wiadomo, ruszy później, dogoni i mnie i po raz kolejny udowodni, że mu do niego daleeeko.... Pobiegłam!! Super jest ten zbieg z wiaduktu, biegłam najszybciej jak się dało...i nasłuchiwałam. Jest! Są!?... Dwie błyskawice!... Tom i Michał, tylko mignęli!! Co za pęd! Kiedy ja jeszcze biegłam w dół, oni już tam byli.... Pozostali hen! Ja się tak nie bawię!!! :)

Kto wygrał... no wiadomo! Ustaliliśmy, że zdecydowanie z naszej trójki w K30 wygrałam ja :)

Relaks... Asia i Beatka pilnuja Janusza, ja z Kasią... Kasia po prostu w szampańskim humorze! :) Liczyłam na 1 Maja na podbieg... Michał wybrał Świętojerską... no trudno :) O kategoriach biegowych było.... Maciej mowi, że nie podoba mu się nasze bieganie :) W sensie treningowym. O szkoda, ale oczywiście, nie każdemu musi.... Za to, mnie się podoba i paru innym jeszcze też :)

Rondo, prosta... Najszybsi, Michał i Maciej znikli z pola widzenia. Kasia skończyła z Mikołajem :) Dobiegliśmy z Tomaszem, a tam już ławki nimi oblepione, rozciąganko... pare fot, Kasia jak zawsze, jak widzi obiektyw prostuje plecy, wypycha biodro... ach modelka! :)




Mikołaj jak dron, obiegł nas z kamerą... Są, są, Asia z Beatką! I Janusz.... no i zaczął się zdjęciowy szał :) Jakbyśmy po to zrobili te 13 km, żeby się sfocić... szalała Kasia z samowyzwalaczem, Mikołaj z selfie, Beatka... nawet ja coś sfociłam :)

I rozbiegliśmy się.

Masę dobrej energii było na tym biegu. Dziękuję i już nie moge się doczekać kolejnego!



poniedziałek, 15 czerwca 2015

Nie wymyśliłam tytułu w końcu... więc jest bez :)

 
Poranek, jak co niedziela. 6 budzik, rzut oka na internet... wstali :) Moi współbiegacze! Po raz kolejny, w niedziele, zamiast spać... będziemy biegać! A trudniej jest. Raz, nowa trasa, nie do końca znana, Kasia wróży zbłądzenie w lesie... dwa, brak sklepów, a my z Beatą nie chcemy nosić wody. Trzy, upał, upał!
 
Była burza w nocy... Tomasz wróży zalany las. Kajaki w Kabatach... a co tam :)  Podołamy :) kawa, nutella, nie biorę auta... dojdzie 4 km do planowanych z rynku! a plan jest na prawie 21 :)
 
Na rynku Beata i Michał, już są. Biegnę, widzę z daleka Tomasza... chyba się nie spózniłam! A było źle, jak ruszyłam z domu, za kilkadziesiat metrów pożałowałam.... pożałowałam, ze nie wzięłam auta i pozałowałam, ze w ogóle biegne! Boli, boli... uda po wczorajszym wyczynie, au!
 
Cała czwórka w klubowych koszulkach. Tak się umówiliśmy, żeby się dobrze w Kabatach pokazać :)
Podobno wszystko da się rozbiegać.... Ruszamy! Tomasz, również dzień wcześniej doświadczony życiówką na 5 km, narzeka na łydki. Beata z przodu, wyrywa, ja z rozwagą omijam chodnik, wolę asfalt... nie trzeba czuć kostki ani pokonywać krawężników :)
 
całkiem ok temperatura jeszcze, biegniemy Julianowską, biedronka, tory... Tomasz opowiada o biegających czternastolatkach – chłopakach, o ich szybkości, o wczorajszym biegu. Michał milczy... jeszcze :) Biegnie z przodu, a my we trójkę, gadu, gadu :)
 
Szkoła w Józefosławiu, miejsce gdzie Beata była zmuszona dwukrotnie pobierać diete... żwirówka, kałuże... nieźle popadało! Tomasz kopie szyszkę, że też mu się chce.. Przestała mi grać trasa :) jednak ok, wybiegamy na wejście do lasu w Kierszku, zanurzamy się, Michał prowadzi w prawo.... o jak super! Nie ma błota, nie ma kurzu! Las chłodny, wilgotny, podeszczowy, błyszczący, ciemny... wspaniale! Biegniemy, zgrzani tymi 4 kilometrami dobiegu po ulicy, chłoniemy las, przepiękny. Tomasz częstuje mnie wodą z gałęzi nad moją głową, fajnie! :)
 
Nie za szybko, nogi czuć porządnie, skrzyżowanie, zamieszanie... sprawdzam, wiadomo jak dalej biec, lecimy... kolejne skrzyżowanie, znów kontrola... Michał marudzi, że trzeba stawać, dobry znak, będzie mówił :)  Trochę na czucie, troche z pamięci... dobieglismy do skraju lasu, ściezka już w słońcu, czuć różnicę! Chłopaki z przodu, gadają, Beata za nimi... ja z tyłu, jakoś słabo mi idzie...
 
Znów kawałek lasu, a właściwie okazało się, że to kępa drzew wypuszczona w pole. Stajemy, a chłopaki pobiegli dalej. Wygląda na to, że musimy przez pole do lasu wrócić. Kontrola na gps... Pole jest, ścieżka przez zboże, biegniemy :) Chłopaki stoją dalej w  polu, coś tam gestykulują... pewnie marudzą, że znów stanęłysmy. Ale już, już, … jeszcze zboże – fota musi być. Ja Beacie, ona mi... Tamtym opadają recę.... :) Wbiegłyśmy w końcu do lasu :)
 
 
znów cudny chłód, odnalazłysmy towarzyszy, wyjaśniamy, że zboże... dlaczego faceci nie czują pewnych spraw? Na szczęście, wiem już, gdzie jestesmy... pić! Tomasz wspomina o ujęciu wody w parku w Powsinie... park nie był w planach, ale... już jest! Zastanawiamy się, czy na polanie już są ogniska i grille.... o, są! Ciekawe, czy to dzisiejsze, czy wczorajsze jeszcze... dym, ludzie :) Przypominam Tomaszowi o ujęciu, jasne, wprowadza nas na ściezkę do parku, jeszcze trochę... koniec drogi! :)
 
Zagrodzone. Ech... Michał sugeruje zbieg i wejście do parku od głównej drogi. Dla wody wszystko! Zbiegamy... ja z przodu, zakręt, o mało nie wyłożyłam się na zakręcie pod samochód z toi tojami... :) w dół, ale super, szybko, lekko... główna i wejście do parku. Oj! Michał pyta, czy droga czy schody... bo do parku jest krótko, ale mocno pod górę! Pyta, ale wybiera drogę, więc wszyscy drogą, ja już na końcu, ledwo, ledwo, ale biegniemy, nie idziemy... ufff! Wysoko :)
 
Już park, i ujęcie :) Nie tak to sobie wyobrażałam! :) A tu rząd umywalek, kraniki..., zimna woda... ach! Picie, mycie, schładzanie... ręce, twarze, karki, głowy, nogi.... długo, przyjemnie... Michał kończy tę zabawę :) ruszamy. Milcząco, przyjemnie... w stronę Kabat, biegacze, my w koszulkach... uśmiechy, pozdrowionka :)
 
Kieruję w lewo. Wg planu teraz ma być prosta, czwarta boczna w prawo.... ale ciężko już. Jesteśmy zmęczeni, przynajmniej ja i Beata. Michał z przodu pędzi, my za nim... Beata liczy boczne, nawet mini ściezynki...o nic nie przyspieszysz, Beatko! :) Michał zwariował, a my za nim.... Ja już tylko biegnę na dobiegnięcie, wszystko mnie boli, patrzę na nogi Michała, cudne maszyny...
 
Wyszło słońce, przesiane światło przez gąszcz drzew, musiałam zrobić fotę :) Trochę o aniołach było...aureolach i poswiacie. Znów dalej, już trzecia boczna... Objaśniam, ze będzie w prawo... ale nikt już nie chce w prawo! No, to będzie prosto! Oj, jak ciężko! Marsz.
 
Kawałek, skręcamy w stronę Jagielskiej... znów biegniemy, jest naprawdę mi już źle. Znów zakręt, Michał zrugany przez Beatę za tempo, teraz z tyłu... :) Beaty telefon gada jak najęty... skręcamy na Kierszek. Beata walczy z katarem i potem. Zaczynamy mówić o tym, co za chwilę, wybiegniemy z lasu! Słońce, skwar! Moje nogi... Jeszcze moment... o szybkich biegaczach jest. Nawet okazuje się, że jednego znam. I Beata też :) Takiego, co to poniżej 19 na 5 km... Jest się czym pochwalić, taka znajomość... A Tomasz za to poznał kosmitów na biegu. Tych, co to minut mają 14 na 5 km. I to nie byli Kenijczycy... Bo Kenijczycy w biegu na 5 km są już od razu na mecie po wystrzale.. ciekawe, dlaczego kosmitów dopuszczono do biegu?
 
Koniec lasu! Przed lasem pełno aut... biegaczy, którzy przyjechali... pobiegać :) Przypinają telefony na ramiona..., tłum, ciężko wyminąc :)
 
Powrót Wilanowską. Wielkie rozlewisko, ale bokiem się udaje suchą nogą. Dopytuję o sklep, Beata zna żabkę gdzieś tu, gdzie ta żabka... biegniemy w ciszy, w bólu, przynajmniej ja, Beata, gdzie ta żabka!! Jest! Picie, picie... lodowata woda... Michał grozi mi przeziebieniem... Tomasz myje buty w kałuzy... Beata jeszcze raz katar..ociąga się :) No nie, ruszamy!!
 
Pod górkę, ciężko... wybieramy powrót Energetyczną, mijamy bloki... stop. Zgodzilismy się, że już nie. Będzie marsz. Powalczylismy.... Michał też właśnie zaczął walczyć, z kontuzją nogi! Wypycha nas na bieg. Co on sobie wyobraża! Nikomu przez myśl nie przeszło zostawić go, o nie. Idziemy! Pod fashion, zamknieta brama, stoją już auta... pierwsi klienci, poszaleli! Baner o wyprzedaży... już wiadomo, czemu czekają :) jeszcze foty... A, bo i o Kenii było, sciepie klubowej  na bilet lotniczy dla Tomasza, współczujemy mu upału... I o meczu było... focie z Lewym...
 
Michał na trucht zdecydował się przed wiaduktem. Na chwilę. Jednak okazało się, że do Piaseczna wejdziemy, a nie wbiegniemy. Pięknie wyglądalismy!!
Zupełnie inaczej niż zwykle, marszem a nie biegiem, już rynek!  Rowerzyści zbierali się na wycieczkę, szukam fotografa... Foty z przodu, z tyłu.. Ja nawet miałam jeszcze jeden pomysł na fotę, ale odpuściłam, za co chłopaki ogromnie wdzięczni byli :)
 
Czesc, cześć...
 
A ja jeszcze 2 kilometry biegu do domu! :)
 
Bardzo Wam dziękuję za przemiły poranek!