Popularne posty

sobota, 5 września 2015

Taka impreza! :) Frog Race 2015

Jak pisałam wczesniej, Frog Race 2014 był moim pierwszym startem w biegu zorganizowanym. Więc nawet nie wyobrażałm sobie nie wziąć udziału w kolejnej edycji!
I nie tylko ja....
Nawet małżonek się zapisał!

Jak poprzednio dobra organizacja, wolo pilnowali porządku na parkingu, więc parkujemy grzecznie we wskazanym miejscu. Krótki spacer, już z Asią, moją dobrą koleżanką i jesteśmy. Aaaa, nie, jeszcze spotkałyśmy Jurka!! Jurek, jak zawsze, wspaniały, szarmancki... Co za facet!!

W trakcie akurat biegi dziecięce, wielki plus dla organizatorów, dzieciaki, w odróżnieniu od dorosłych otrzymywały na mecie medale i dumnie nosiły całą imprezę, również podając wodę.... ale po kolei.

Asia jest, coraz wiecej zawodników, pogoda po prostu wspaniała, więc koniecznie do depozytu z bluzami :) Na miejscu stoiska - kawa, słodkości, ciepłe posiłki, gofry, popcorn... co kto chciał. Odpowiedniego poziomu energii pilnował Adam Jakubiak, prowadzący imprezę, muzyką i.... tym co
mówił ze sceny! :) ale to nie jedyny jego talent, ale o tym za chwilę :) Przywitałam się z Adamem, pojawiła się kolejna znajoma osoba - Tomek Wrona, z nim witałam się żółwikiem.... :P

Oliwia, Agnieszka, Dota, Marcin... Adam zapowiada rozgrzewkę, a Kasi... brak. I oczywiście nie mogę się dodzwonić!!
Dzieci biegają jak szalone, plac zabaw, dmuchańce.... Kasia, jesteś wreszcie :)



No i oczywiście, fota, na dobry początek biegu :)
Rozgrzewka trwała dobre 15 minut, najpierw zupełnie profesjonalnie prowadziła ją trenerka, zawodnicy żwawo, a potem... drugą część rozgrzewki poprowadził Adam. Rozgrzewka Adama porwała wszystkich bez wyjątku, bo to był.... taniec! Ale jaki..... Po prostu nikt mu się nie oparł, nawet nie-zawodnicy!! A Adam... na scenie dawał najlepszy przykład, jak się takim tańcem rozgrzac! :) :P


I zawodnicy ruszyli na linie startu. Jako wyjątkowo nie-zawodnik, dzisiaj w roli kibica, po raz pierwszy widziałam co się dzieje podczas biegu... poza biegiem! Peleton zawodników prowadziła dziewczyna na quadzie. Na start wskoczył do niej sam prezes Stowarzyszenia Kondycja, żarty były.... super atmosfera!! Strzał i start!! a na końcu rowerowo, pilnując ostatniego zawodnika, żeby przypadkiem nikt się nie zgubił, no i żeby wiadomo było, że zawody się kończą, jechał jak zawsze tu, Dariusz Łukaszek :)



Ja z Tymem na ręku, jednym, w drugiej aparat, starałam się znajome gęby uchwycić... trochę się udało! A potem Tym rozwrzeszczał się za biegnącym ojcem i miałam naprawdę spory problem, żeby go uspokoić.... Nie rozumiesz, malutki, że tata biegnie... ale wróci??? :)

I krążyłam z nim tu i tam. Zawodnicy po strzale przetruchtali ok. 600 metrów do właściwej linii startu - dzięki temu pomiar odległości jest właściwy. A ja placzać się z Tymem patrzyłam, jak to jest, kiedy się czeka na zawodników. Więc, Adam poszedł na kawę. Miał mało czasu,

koniecznie musiał być na miejscu, gdy pierwszy zawodnik na 5 km dobiegnie do mety. Bo bieg jest zaplanowany tak, że jest wspólny start zawodników na 5 km, 10 km i 5 km nordic walking. Ale potem... Po 5 km okrążeniu zawodnicy na 5 km mają metę, a ci na 10 biegną 2 okrążenie.

Adam na kawie, ja noszę wyjącego Tyma, próbując napić się naprawdę, ale to absolutnie pysznej kawy!

A tymczasem, trwa wytyczanie ścieżek dla zawodników. Ci co na pięc, biegną prawą stroną za linią mety i schodzą na plac pod scenę. Ci co na 10 km, biegną lewą stroną, gdzie mają punkt nawodnienia i... biegną dalej. Przeciąganie taśm, wytyczanie.... Wiesław Paradowski, czyli sam Prezes, zsiadł z tego quada,  wrócił wraz z innymi osobami biegają, pomagają, wieszają, wytyczają... Konsultacje, papiery, pomiary... Zawsze na biegach Stowarzyszenia Kondycja prezes jest wszędzie... to nie powiem, podoba mi się. Jest na starcie, na mecie, a teraz okazuje się, ile jeszcze innej roboty wykonuje, kiedy inni biegną :)

Ścieżki gotowe w mig, ustawiam się dalej za linią mety, gdzie już praktycznie nie ma kibiców, wysyłam córkę do pomocy przy podawaniu wody, Tym grzebie patykiem w liąciach... mogę focić!!

Z daleka światła quada, biegnie... Krzysztof Wasiewicz! ależ on ma moc!


Zawodników na 5 km nie widzę, oni zbiegają wcześniej... pojedynczo kolejne osoby na 10 km, ale na kolejnego po Krzysztofie Wasiewiczu trochę trzeba było poczekać!! Są, są... czekam. wypatruję znajomych. Może nie po kolei będzie, wybaczcie, ale tyle wrażeń... córa z przejęciem podaje wodę, udało mi się zrobić zdjęcie większości znajomych!!



Chciałam na linie mety, ale... Tym chciał na plac zabaw :) ale było to miejsce tuż przy przejściu zawodników na plac, więc mogłam obserwować, jak wracają z biegu. Pierwsza ze znajomych była Dota, ok. 48 minut a wyglądała... jak ja przy 55 :P ale tak dawno się nie widziałyśmy, że szok!!

Mogłyśmy chwilę pogadać, szczególnie o triathlonie, pływaniu żabką, zanurzaniu się do okularków, pierwszy starcie... bo ja tak powoli planuje... tu Dota sprzedała mi pewien pomysł, ale na razie nic nie powiem... dzięki Dota, to super pomysł!! No i fota... a co! Dota prowadzi bloga, Oneginetatopa, lubiany bardzo również przez moich znajomych :) I niespodzianka, Dota w kategorii.... 2 miejsce!



Kolejno nadbiegali znajomi. Wszyscy, ale to absolutnie wszyscy byli tacy zadowoleni... takie uśmiechy!! Ach, jak ja zazdroszczę im tego biegu...

Na mecie zawodnicy dostali sadzonki iglaków, ze szkółki i szli dalej jeść :) Kasia, inni... Jest wreszcie i mój małżonek! Pięknie, z Asią, poniżej godziny... Asia meeega zadowolona!! I małżonek niesie tą sadzonkę, co ja z nią.... na szczęście Marcin się trafił, oddałam mu ja z przyjemnością, jemu się przyda :)

Odpoczywają, piją... Obeszłam z Kasią znajomych, pamiątkowe foty... Wiesław, Adam... selfie!! Wkrótce dekoracja!!
Jednak nie mogłam już czekać, Tym... nie ma jeszcze trzech lat, padał z nóg. A chciałam poklaskać Docie!!




Nie biegłam dzisiaj... ale emocji i endorfin dostałam mnóstwo!! PRAWIE tyle, ile podczas biegu! :)

Niebieganie... może nie być takie straszne! :) Jak tylko wyleczę kontuzję, wracam!!!!






środa, 2 września 2015

Co nas ciągnie do biegania po nocy? Bo jest inaczej niż w dzień!! :)

Wczorajszy bieg ustaliliśmy szybko. Tak działa Karol, konkret, biegniemy czy nie, kiedy, godzina pasuje, miejsce zbiórki.... I już, wszystko ustalone! Despota.... Pojechałam rowerem, ofkors, wolniutko, coś koło 6 min/km, napawając się wolnością - już pół godziny przed biegiem, jak tylko przyszła opiekunka. Mimo, że do miejsca zbiórki miałam tylko 2 km. Usiadłam na kamiennym parapecie i obserwowałam okolicę. Nawet sennie się zrobiło, bo to blisko 21:00 :) I patrze.... biegnie Tomasz, niby mnie widzi, biegnie dalej... no nic. A zaraz... Michał! Też mnie minął.... co ja, nie tu czekam? :) ale za chwilę byli, okazało się, że Tomasz chciał dobiegać odcinek a Michał... właściwie nie wiadomo czemu pobiegł za Tomaszem :P
I Karol, jak zawsze punktualnie 2 minuty po czasie, i Kasia też już jest. Fota... było kombinacje, coś tam z tyłu światło odbijałł, mimo akrobatycznych starań Tomasza, żeby ten blask zasłonić, fota wyszła taka... jaka wyszła :)

Start z przeszkodami, najpierw Michał wpadł w nierówność chodnika, potem Kasia zawróciła upewnić się, czy auto na ręcznym... I kiedy już prawie biegliśmy kawałek, Karol postanowił biec na skróty, akurat przejściem dla pieszych, gdzie było czerwone światło :) Żartowalismy, że wykorzystuje każda okazję do zatrzymania się. Bo Karol... Bez roweru był i od początku domagał się trasy o długosci 8-10 km... dobra Karol, kto mówi że będzie więcej....

No więc ulica przy ptasim osiedlu, mleczarnia, tam chodnik z lewej, ja rowerem po jezdni pod prąd :) Przejazd, musieliśmy przeczekac pociąg (Karol miał przerwę znów:P ) i Orężna. Na Orężnej nowość, miejscami nieskończony nowy chodnik i zweżenie na moście, z uwagi na drogę dla uczniów nowej szkoły... ponarzekalismy na rozwiązanie, ale już za chwilę szczęśliwie drugi chodnik, i to po prawej, więc miała okazję jechać prawidłowo :)

Żarty, żarciki... Kasia nastawiła się na spokojne tempo i w tej kwestii mocno liczyła na Karola. Wiadomo, że w kwestii spokojnego tempa nie można liczyć na Michała i Tomasza, niestety :) Tymczasem niespodzianka, Karol parł do przodu i za chwilę już chłopaki zostawili nas na tej ciemnej ulicy, jak zahipnotyzowani stukali nogami daleko z przodu. A ja z Kasią z tyłu. Oj Karol, to Ty taki? To zobaczysz, damy Ci 8-10 km za ten pęd!! Nawet się nie oglądali...

Wkrótce koniec chodnika, wyciągnelismy czołówki. Tomek się zlitował pierwszy, wrócił do nas. No a ja, jak zbierać materiał na relację, jeździłam  raz do chłopaków, raz wracałam do Kasi i Tomasza, pogadać tu i tam :) Po drodze masa dymu, ktoś palił liscie na posesji, taka susza.... nie wolno! Michał mówił, że obowiązuje całkowity zakaz palenia jakichkolwiek ognisk...więc Karol zbeształ ludzi na posesji za ogień :) A co!

dopytywałam o czołówki.... okazało się, że najprostsza i najtańsza będzie dobra... mówił to Tomasz, który nie ma ani najprostszej, ani najtańszej... Nie wiem, jaką ma Kasia i Michał, ale Karol pochwalił się, że jego... była bardzo droga. Cena zbiła nas z nóg, Michał podejrzewał, że taka czołówka to kawę potrafi zrobić... Karol pochwalił się wbudowanym w czołówkę gwizdkiem ratowniczym (cokolwiek to znaczy), ale nie mógł zademonstrować, bo podobno taki gwizdek nie działa jak czołówka jest na czole. Pewnie są wyższe modele jeszcze, których gwizdki działają, a kawa... ale się nie znam :)


Próbowałam robić foty, w czasie jazdy, słabo to szło. A tymczasem piękny księżyc, też próbowałam focić... wyszło... słabo. Pewnie, jakbym zeszła z roweru na chwilę, byłaby super fota, ale... ale nie zeszłam :)

Chłopaki z przodu, zagadani, strach podjechać, nie wiadomo o czym... ale nie nakryłam ich na obgadywaniu :) Widać, że dobrze im się razem rozmawia, Michał zaśmiewał się co rusz. Skręcilismy, ja zupełnie już nie wiedziałam, gdzie jestem, odpuściłam ten księzyc... niespodziewanie wybieglismy na skrzyżowaniu, gdzie zaczyna się moja ulubiona droga przy torach :) Jak ja im zazdrościłam!! Miałam szalone myśli o zejsciu z roweru i pobiegnięciu, jak słuchałam tego tupotu! Ach, biec, biec!!

Dobijalismy do dyszki, Karol trzymał się świetnie, zaczął rządzić... poprowadził nas uliczkami, których dotąd nie znałam, no może poza Pomorską, która pojawiła się w międzyczasie. Na Pomorskiej szedł jakiś typ spod ciemnej gwiazdy, ani żywej duszy, tylko typ i my.... stwierdziłyśmy z Kasią, że bieganie w tym miejscu po ciemku w pojedynkę jest bardzo złym pomysłem!

Niespodziewanie wylądowalismy na Orężnej, wreszcie wiedziałam, gdzie jestem. I znów chodnik, przewężenie.. Za torami no proszę, zmiana układu, z przodu Michał z Tomaszem, popędzili.... a Karol wrócił do nas, bez skruchy zupełnie za swój wcześniejszy pęd, żeby nie było... Sądziam, że chłopaki z przodu jakiś finisz planują czy coś, ale Karol stwierdził niedbale, że jak to co to ma być tam z przodu.... z przodu jest normalne tempo!! :) :)

Zastopowani na światłach, poczekalismy na Karola i Kasię i wspólnie już dobieglismy do końca. W miedzyczasie próbowaliśmy oszacować ilość mieszkańców osiedla Słowicza, ale słaba ta matematyka była, bo jak zaczęło się od 16 mieszkań w klatce, potem ilość klatek... potem ilość bloków... to bez wyniku już byliśmy na tych samych pasach, na których na początku stawał Karol, a teraz.... na czerwonym świetle :)

Fota finałowa, no to już piękna, zawodowe selfie Kasi, ona potrafi to robić :) Po prostu. Nauczę się kiedyś :)



Dziękuję Wam za bieg! Do następnego razu! :)




poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Niedzielny półmaraton :)

Niedzielne wybiegania są już tradycją klubowa. Coraz więcej osób decyduje się wstać o 6:00 rano w środku weekendu i rozpocząć dzień od długiego biegu. Bo to zwykle 20 kilometrów jest (lub więcej!).
 
Tym razem na wydarzenie zapisało się aż 8 osób, rekord!! W tym Asia na rowerze, a Dariusz.... jako debiutant na tym dystansie.
 
Kasia wahała się i marudziła, obawiała się szybkiego tempa. Obiecałam jej pacyfikację najszybszych, więc ostatecznie zdecydowała się biec!
 
 
Na rynku był już Mikołaj, zaraz znalazł się Piotrek. Asia przyjechała autem, a Oliwia na rowerze, na którym dalej już jechała Asia. Michał i Dariusz biegiem, jeszcze Kasia.... :) I inauguracyjna fota, samowyzwalaczem z ziemi! :)
 
 
Plan był na Las Kabacki, stałą trasą, wychodzi wówczas około 21 km. Ruszylismy!!
Michał oczywiście na przedzie, Dariusz i Piotrek za nim, potem ja i Oliwia, za nami Mikołaj, Kasia i serwis rowerowy - Asia :)
 
Już na początku było zabawnie, wzbudzaliśmy powszechne zainteresowanie, do lasu biegniemy zwykłą ulicą :) Najpierw zaczepili nas staruszkowie, z pytaniem o to, gdzie znajduje się cmentarz.... :) :)
 
Cmentarz mijalismy dalej. Próbowałyśmy z Oliwia dogonić chłopaków, żeby spacyfikować zbyt szybkie tempo, ale ostatecznie rozgadałyśmy się i odpuściłysmy. Wiedziałam, że poczekają na skraju lasu, mamy już tak tę trasę obeznaną, że nawet wiadomo, gdzie są zwyczajowe postoje do zebrania grupy :)
 
a my z Oliwią... o pracy! Bo dotychczas ja nie wiedziałam, czym zajmuje się Oliwia, a ona - czym zajmuję się ja :) O rozmowach kwalifikacyjnych było... o spółkach, o rosyjskich literach :) i o podatkach, a jakże :) Zerkałam na chłopaków z przodu, Michał wiadomo, Piotrek wiadomo, ale martwilam się o kondycję Dariusza, który jako debiutant dotrzymywał kroku czołówce.... a jak padnie? :) Jednak zapewnił, że wszystko jest ok :) zobaczymy.... :) :)
 
Przed lasem Michał sprint, chłopaki nie zdażyli, chyba przez zaskoczenie :) No i na skraju zwyczajowo, zbieramy grupę. Zaczełam marudzić Michałowi, za jego tempo, o nie, teraz już będzie po naszemu - babskiemu. I zmiana czołówki, pobiegłyśmy z Oliwią z Michałem, hamować go. A Dariusz i Piotrek z nami. Kasia zupełnie niezainteresowana pędem, gaworzyła z jadącą na rowerze Asią, a Mikołaj szarmancko dotrzymywał im towarzystwa.
 
A my... No oczywiście gadałyśmy!! Michał narzekał na to gadanie, ale za chwilę sam się wciągnął :) Było o ćwiczeniach na plecy... na brzuch, o drążkach... Bo te w lesie kabackim za grube są dla moich dłoni!! Michał przywołał kiepską baletnicę... no wiesz! Przecież próbowałam, sprawdzałam.... o TVN Active było, o ćwiczeniach skalpel i innych. Okazuje się, że tak jak na pudełkach z lekami, w programie z ćwiczeniami jest ostrzeżenie o konsultacji z lekarzem, zanim się zacznie ćwiczenia :) Niektóre podobno są niebezpieczne dla niewprawionego amatora!!

Asia zaglądała do nas, czy pić chcemy... wiozła wodę!! ale mamy dobrze dzisiaj
 
Dalej było o jorkach... takich małych pieskach. O strzyżeniu psów też... :) :) Tematy... różnorodne i zawsze pełno ich w zanadrzu!! Piotrek i Dariusz nic nie mówili.... Piotrek to rozumiem, poprzedniego dnia śpiewał pieśni powstańcze w centrum Warszawy, ale Dariusz... A Dariusz niezmiennie twierdził, że wszystko jest ok!
 
Skręt w lewo, Michał już, już kilka kroków z przodu... Michał!! Nie zaczynaj.... :) :) Michał wyjątkowo zgodny, zwolnił, ale nie na długo... bo niewybiegany był, przerwa kilka dni i aż rwał się do przodu!! Nie ma sprawy, ja planuję przebiec dodatkowe 10 km po biegu głównym, możesz dołączyć :) :) Ale i mi się udzieliła ochota na pęd, zaczęłam namawiać Oliwię... chodź szybko! Kawałeczek!! Szybciej, szybciej.... Piotrek jak strzała, gonię go, Oliwia za chwilę trochę z tyłu z Michałem... próbuję dogonić Piotra, coraz bliżej, coraz bliżej... jest!!! Mam go, więc zwalniam... co to ma być, pchacie mnie na tempo a sami.... A okazało się, że z tyłu trwa lekcja oddychania!! :) Bo Oliwia, jak się okazało, jeszcze nie wie, co to jest oddychanie w biegu :) No to Michał jej tłumaczył... źle! Sam wymyśliłeś proste określenie, po którym się wie jak oddychać, a tu takie opisówki.... oddycha się... do piet!! :) :)
 
Fajnie, energetycznie jest... o urlopach było... niektórzy będa mieli, niektórzy już mieli... ja nic nie mówię :) Przed wodopojem Michał naciąga mnie na sprint, o nie.... chodź, chodź.... nawet zaczęłam, ale przypomniało mi się, że mam 30 dzisiaj biec.... Piotr z Michałem polecieli!!
 
wodopoj... tu zawsze chwila wytchnienia, trochę fot.... pijemy... pouczyłam Dariusza, że woda jest pitna, mógł sobie uzupełnić wodę w bidonie :)  planujemy dalej... ten mostek, na końcu drogi donikąd w Kierszku... tamtędy będzie!
 
 
ruszamy... oj! moje kolana!! ciężko zastartować po postoju! ściezka, krzywo... schody!!! Aaaaa, zapomnielismy, że Asia ma rower!! No, to co... to Mikołaj wtargał sprzet na górę :) Jeszcze chwila las, i asfalt... Ja i Oliwia... pilnujemy Michała! walczymy o wolne tempo! I ten dom, z zakazem kurzenia... :) I już główna. Oliwia nie wie, gdzie jest! :) Coraz cieplej, ale wciąż znośnie, Kierszek.... biegniemy do ścieżki w polu.
 
o żywności wege było, o czekoladzie bez mleka... z Żabki! O warzywach i mięsie, o nogach... Oliwia bohatersko zrzuciła z pleców Michała jakiegoś paskudnego robala, gryzącego zapewne, coś jak giez.... brrrr!! Ja nie jestem tak odważna, ograniczyłam się do zauważenia potwora... a Piotrek i Dariusz, no proszę, czołówka, pędzą, zaraz to ich trzeba będzie pilnować.... mostek i tradycyjne miejsce zbiórki grupy :)
 
Pijemy, cień.... robi się plaża, popędzam, ruszam, kolana.... o nie, ja już nie staję!!! uliczki Józefosławia, przypomniał mi się jeden z poprzednich biegów, kiedy przepędzone przez chłopaków, jak i Beata w tym miejscu umierałyśmy już, a każdy potykacz na drodze był jak wielka góra... Michał też się rozmarzył na to wspomnienie... wspomniał jak było bosko, bo nie gadałyśmy..... :) :)
 
w nogach już ponad 16 km, skręcamy w Julianowską... i znów jest szybciej, milczymy i pędzimy.... ja jakiś czas, bo znów przypomniało mi się moje 30 km.... a może odpuszczę?? Te kolana... runmageddon przez Okulickiego, Żabka.... stop! zbiórka grupy. A Kasi i Asi.... nie ma!! i nie widać ich!! co jest, były tuż za nami!! Mikołaj dzwoni...a one... w Biedronce! :) :) Już już, chodźcie, dalej, dalej... Ostatnie kilometry, już blisko... jeszcze stadion i drążki, Mikołaj coś tam, Michał coś tam... o nie nie :) I rynek!!!
 
ależ gorąco. a fontanny pracują.... Zaczął Michał, trucht przez wodę, w tę i we wtę... mokry! ale jaki zadowolony! brrr, zimna woda!! I Kasia, dostojnym krokiem, wiadomo, pod foty.... Mikoałj żartuje, ze wszystko dla fot... A za chwile proponuje zdjęcie w fontannie!! Prosze bardzo, wchodzcie.... ja Wam zrobię!! :) Postawiłam stanowczy opór :) Gratulacje Dariusz!!! Dariusz zadowolony, ale kolana czuje... a ja niepotrzebnie podejrzewałam, że będzie ciężko!! Bo oczywiście, niezmiennie Dariusz mówi, że ok! :)
 
Jeszcze foty, foty... jakies rozciąganie... to co Michał, biegniemy dalej?! Michał już nie chce :) a ja... nie ma co, decyzja. Biegnę!! Wzięłam wodę, pa, czesć :) i.... poleciałam :)
 
Brakowało mi 9 km do trzydziestki. No to najpierw standardowo, trasą czwartkową, stadion, mostek, Żabieniec.... tłumy biegaczy!! a ja... nie mam słuchawek! już dawno tak nie biegałam, bez muzyki i sama... :) woda chlupie, całkiem dobrze jest!! Staw za lasem, tory... skręcam na górki Szymona, robię rundkę wokół stawu.... Już pierwsi niedzielni spacerowicze, już handlarze waty cukrowej i baloników.... Jednak jestem zmęczona!! Mijają mnie biegacze, usmiechnięci... a tymczasem ja chyba jak za karę wyglądam... o nie!! Jeszcze para staruszków na rowerach, co to uprzejmie usuneła się, żebym wybiegła z górek przez bramkę, utwierdziła mnie w przekonaniu, że musze tak wyglądać!! Uśmiech!! :)
 
Pewnie, czemu nie.... :) Ależ gorąco! kombinuję na uliczkach, raz lewą stroną, raz prawą, coby w cieniu.... z premedytacja ominęłam wiadukt, kierując się na trasę grójecką, o nie, w tym stanie wbiec na wiadukt.... po co ja biegłam! mogłam zostać na rynku.....
 
ale z tempem nie ma tragedii, tak obliczam i się zastanawiam, chcę by 30 km wyszło do rynku, a nie wczesniej... bo padnę :) Już Pomorska, wdłuż torów kolejki... woda mi się skończyła, szlag!! No i tu cienia w ogóle nie ma!! a miałam wziąć te krótsze spodenki, znów się opalę do pół uda....
Już Kościuszki, widze urząd... aaaaaa, brakuje!! Więc jeszcze za urzędem do Zgody i do Chyliczkowskiej!! Ostatnie setki metrów i szczęśliwie tuż przed rynkiem wybił trzydziesty kilometr!!!
 
Tak. Juz nie żałowałam, że pobiegłam!! Nogi zupełnie w porządku, zmęczenie...i gorąco!! I fontanny :) No, to weszłam, patrz Kasia, patrz Michał, ja też :)
 
 
Dobry czas. A wczesniej.... bardzo sympatyczne wybieganie!! :) Jak się przypilnuje chłopaków i nie szaleją z tempem, jest o wiele bardziej różnorodnie!!
 
Dariusz pokonał debiutancko 20 km, duma!! Już jest nasz! :)
Oliwia miała lekcję oddychania :)
Asia.... zmarzła na rowerze :P
Kasia... Kasi nic nie było :)
Mikołaj jak gdyby nigdy nic, chociaż marudził wcześniej na bieg :)
Michał... zniósł dzielnie tempo konwersacyjne!
Piotrek... on miał w głowie chyba jeszcze pieśni z dnia poprzedniego!! :)
 
A ja... a ja jestem baaardzo zadowolona z tego biegu!!
 
 

poniedziałek, 27 lipca 2015

Taki bieg!


Na zawody BBL w Chojnowie szykowalismy się licznie :) Klubowo miało być! Niepewność do ostatnich dni, bo to cykl biegów i pierwszeństwo zapisów było dla osób, które już startowały we wcześniejszych edycjach.... Ale organizator, niespodzianka, powiadomił, że przyjmuje wszystkich chętnych! No, to biegniemy!!!

Tym razem Rafał też postanowił wziąć udział, w biegu na 5 km, reszta klubowiczów na 10 km. Ogarnęłam opiekunkę, chciałam tym razem bez dzieci, skupić się na biegu, zjeść coś potem... a nie jak zwykle pędzić do domu!!

Rano wczesne wstawanie, żeby po pakiety jechać... wydawali od 9:00, bieg o 11:00... żeby uniknąc kolejek!! umówiłam się z Asią... Kasia też chce jechać! I Michał też! Asia czekała przy ulicy, jedziemy po Kasię... Kasi nie ma :) Dzwonimy... ja na jeden numer, Asia na drugi... A Kasia nie odbiera! ale oczywiście, na czacie jest... :) Jedziemy po Michała, nastroje przednie :) Jest i Michał, do lasu... żarty żarciki, wyboje na drodze....

Biuro zawodów. Wybraliśmy mniejszą kolejkę, laski z obsługi zamotane, oświadczenia... Nie tu stoimy! to kolejka do biegu na 5 km! Marudzę, że kiedyś to przypięto kartki, gdzie co i wiadomo było gdzie stanąć... Michał pokazuje mi... wielkie potykacze z oznaczeniem kolejek! Czasem trzeba patrzeć niżej, Kamila.... :)

Koszulka czy kapelusz, marudzimy... Proponuję Michałowi XL, ale on upera się na L. Odebrane, każemy Michałowi przymierzyć L, żeby nie było... My mu zaraz powiemy, czy L jest dobra, czy nie! :) Uległ, a koszulka w sam raz!

Wracamy, pedzę, o 10 mam odebrać Monikę, która jedzie z Wawy. Rozwożę towarzystwo, po Monikę, pęd, zamieszanie, już masa aut w lesie, jeszcze numery startowe... Mija nas Asia autem, ja z Rafałem i Moniką już idziemy, jest Mikołaj i Tom... I Jurek!! Asia stoi i rozmawia z Jurkiem, wreszcie go poznałam... całuje mnie po rękach, ach jaki szarmancki!!!

Popędzam, za mało agrafek... idziemy do biura zawodów! Jest i Michał już i Oliwia... gdzie ta Kasia?? Foty trzeba zrobić...

Domyślamy się, że Kasia pewnie Jurka spotkała... to tak szybko nie przyjdzie! Mikolaj dzwoni, pogania... Już komplet!! Robimy foty!

Organizator zapowiada rozgrzewkę, trzeba się pokazać... Bo my w klubowych koszulkach!! Stajemy z Asią i Oliwią na samym początku zawodników, chłopaki za nami.... ćwiczymy!! Muzyka, foty... A trenerka pogania, a my już zziajani... :) Ile jeszcze???

A biodro... boli!! Po wielkim biegu na 37 km dokucza mi ból biodra! A tu chciałam... umówiłam się z Tomem, że pobiegnę szybko, z nim, że poprowadzi mnie na dobry czas, tempo 5 ma być.... no nie wiem...

Koniec rozgrzewki, idziemy na start!! Rafał ogląda się za Januszem, miał biec na 5 km. A Janusza... nie ma.

Juz ustawieni na starcie, tym razem nie ochamy się do fot. Pytam Oliwię, czy pobiegnie ze mną tak szybko... sprobuje!! Michał z przodu, wysoki, szukam Toma... nie ma. No i ok, to biodro....
A Tom nagl się pojawia koło mnie!! I pyta, czy próbujemy. O, Tom, miałam nadzieję, że nie znajdziesz mnie na starcie!! :) Jeszcze próbuję targować tempo, ale on jest nieugięty! Jeszcze sznurówka... a tu już odliczanie, czy zdazę!!? start!! Zegarek włączam na macie startowej, jest Tom, Oliwia... chwilę powoli, Tom mówi, że mam za nim... i zaczyna wymijać! toruje drogę, slalom, coraz szybciej!! Droga prosta, wygodna, ale dużo nas jeszcze... jest i Oliwia, razem, razem... Tom kontroluje tempo, ja w ogóle nie patrzę na zegarek! Jeszcze jeszcze... doganiamy Mika, biegniemy we czworkę! Tom mówi, że pierwszy kilometr jest poniżej 5, super! Już skręciliśmy w las, duuużo gorzej, korzenie, błoto, trawa, kamienie.... wszystko! trzeba uważac i patrzeć pod nogi!!
A biodro... taki bieg, gdzie trzeba kombinować ze stawianiem stóp, nierówny krok i nawierzchnia... boli!! Tom przede mną, Mik, Oliwia, trzymamy tempo!! Mijają nas biegacze, zauważają koszulki klubowe.... :) Miło jest! Drugi kilometr jest wciąż ok!! I o mało nie zaliczyłam wywrotki w błocie, poślizgnęłam się!! I prawie podcięłam nogi Mikołajowi!

Dopiero drugi... zerknęłam na zegarek, 2700, Tom... noga mi ucieka... nie dam rady!! Tom radzi zwolnić i odzyskać oddech, ale w tym stanie mi się wydaje, że pedze jak nie wiem co!! Proponuję mu, żeby pobiegł, jeszcze ma szanse na dobry czas, ale Tom... życiówkę zrobił dzień wcześniej, zostaje ze mną.

biegnę. zostawiliśmy Mikołaja i Oliwię. Tom coraz bardziej z przodu, ja coraz bardziej z tyłu... Zarzymał się, czeka :) Ja się nie zatrzymuję, biegniemy... wolę nie patrzeć na zegarek, już byłam gotowa odpuścić, ale... nie, nie mogę! Jakoś.... dobiegnę!!

Dobrze jest na niektórych odcinkach, równej drogi, wówczas przyspieszam, nie musze aż tak kombinować z nogami, można pewnie biec... boję się, żeby się nie potknąć na nierównościach, nie do końca noga mnie słucha... Tom zaczyna biec tyłem :) Wie dobrze, jak to mnie denerwuje... ale super, jest coraz szybciej znów, Tom sprawdza zegarek.. mówi, że jeszcze tylko 2,5 km, że dam rade!! ale końcówka jest ciężka, podbieg, nierówno... Tom pokazuje faceta z przodu, Kama, bierzemy go, uda sie!! Przyspieszam i szybciej jeszcze jeszcze...  A tu jakiś facet krzyczy, że... jeszcze 150 metrów!! To już!!?? :)

Wpadliśmy z Tomaszem z klasą na metę. Prowadzący ogłosił nawet, że wbiega Kamila i Tomasz, warto mieć imienną koszulkę :)

Medal, woda, auć!! jak mnie boli biodro!!! Ale i tak piekny czas, poniżej 49 minut!!! Dziękuję Tom!!
A na mecie... Michał już i Rafał! Rafał nie wie, ile miał na 5.... czekamy na sms z wynikiem!! Masa zadowolenia, dobre emocje... Rafał nas foci... gdzie inni!?

Wpada Oliwia!! Zgrzana, zadowolona... Oliwia to taka promienna była cały czas, że hej! znów foty... Jest i Mik! Mik, to takie ładne zajączki miał na końcu.... dwie piekne biegaczki!! :) Zdejmujemy chipy, pijemy... Czekamy na dziewczyny, Rafał gotowy z aparatem... gdzie one są!!

Takie wejście.... jak one, to nie miał nikt!! Za ręce, Kasia ciągnie Asię na pęd, foty, foty!!! Krzyczę dopinguję, Wpadły!!! Ale finisz!! No, jak to zwykle Kasia umie zrobić, spektakularny!!! :)

Foty, foty... z medalami... a tu... Jurek!! Jurek oczywiście całując mnie po rękach, Kasię... on ma przy pasku specjalny uchwyt i nosi takie pastylki witaminowe :)

Jeść!! Oliwia się pożegnała, my na posiłek... Sprawnie! Tu kolejka zajeta, ja po talerzyki, robie kilka herbat... Kasia pomaga, łapiemy widelce, chleb... Michał się nie rozdrabnia, cały bochenek! :) Rafał mi dwie kiełbaski nałożył... :) :)

Rozsiadamy się!! jemy... gorące, dobre! Herbata... poszłyśmy z Kasią po jabłka i nektarynki :) :)
A smsów z wynikami wciąż brak!

Niechętnie, ale powoli rozstaliśmy się.
Bardzo fajne było to, że wystąpiliśmy w licznym składzie i w koszulkach klubowych. Było Nas widać!! W biegu, na mecie, cały czas!! Prezes Kondycji, wieszając mi medal, pogratulował: Gratuluję biegu, Piaseczno Running!! Wiadomo, już jesteśmy jednak rozpoznawalni... :)

a do tego... atmosfera, tak ciepło i rodzinnie... to tylko w naszym gronie! :)

Kasia już pyta o kolejny taki bieg. A Rafał... wybiegał 5 km, poniżej 25 minut!! Świetny debiut!
Dziękuję Wam!

urodziny.... urodziny!!!


Wydarzenie utworzone już dawno. bieg 37 km na 37 urodziny :) Lepszego prezentu nie mogłam sobie zrobić. I obawy, co do chętnych, duży dystans, czy ktoś będzie chciał mi towarzyszyć???
A tu niespodzianka, są, chcą! :) Wiedziałam, że nie będę sama!!

Taki bieg.... a tu upały! Ustalanie trasy trwało... kilka dni. Nawet wymyśliłam coś po lesie, żeby cień i chłód był, ale kiedy pojechałam objechać trasę ustaloną na mapie, okazało się, że wg planu się nie da, las jest nieprzewidywalny, a wyznaczona trasa nie do przejścia.

Kasia podjęła decyzję, biegamy w Lesie Kabackim! Jedna pętla 10 km, machniemy 3 i trochę.... ok! Więc umówiliśmy się, że biegacze spotykają się na rynku, jedziemy autami do lasu, gdzie o 7:00 będą czekali rowerzyści.

Na rynku Beata, Michał, Piotrek. Kasi... nie ma! A tu czas, czas leci! Jedziemy i próbujemy się dodzwonić do Kasi! Jest! Złapalismy ją wyjeżdzającą z ulicy osiedlowej, Kasia, cho!

Julianowska, dzisiaj nie biegiem, a autem :) Już blisko... Biegnie Tom!! Tom postanowił do lasu dobiec. Już kiedyś powiedział, że jest gotów na wsystko, byle tylko nie jechac autem na bieg :)
Las, parkujemy. Upał... jest. Ale grzmi!! Idzie wielka burza... chyba będzie padać! Pod lasem Rafał już, za chwilę Asia, Mikołaj... komplet!! Pakujemy wody do rowerów, Michał popedza... nie ma na co czekać! Ruszamy!

Plan był... na 37 km (ja), 37 km (Tomasz i Michał i Piotrek), ile się da (Beata i Kasia) i rowerowo (Asia, Mikołaj i Rafał). Taka ekipa!!

Zaczęło się... szybko. Michał przypomniał planowane tempo (5.30), ale zaraz.. dajcie się rozgrzać!! Szybko się podzieliliśmy. Dziewczyny wolały konwersacyjnie, ja... mnie jak zwykle ambicja doskwierała. Więc wpatrzona w plecy chłopaków, pędziłam....

Burza przyszła, oczywiście. W lesie ciemno, padać zaczęło na jakimś drugim kilometrze... ale jak!! Pierwsze rozmowy szybko ucichły... tzn. ja ucichłam, bo chłopaki luzniutko gadu gadu.... Ale czułam się super! Deszcz chłodził, błogosławiłam swoją czapkę z daszkiem :) Mikołaj trochę focił, trochę kręcił... i znikł. Bo dziewczyny zostały daleko w tyle. ale towarzyszył nam Rafał, z zapasem wody.
Las znam dobrze, szczególnie tę trasę. alejki zczęły namakać, padało i padało... Ja w nowej koszulce biegowej, a jakże, przemoknieta... Tom i Piotr bez czapek, odważnie :)

Pod koniec pierwszego okrażenia 10 km już było trudniej - skakaliśmy przez kałuże, czasem udanie, czasem nie. Raz, dwa miałam bagno w butach, ale Michał zaznaczył, że taki ciężki od wody but podczas biegu pozwala dobrze poćwiczyć....

O biegu wcześniej było dużo, szczególnie, że ma być bez przystanków. Ostatni kilometr przed końcem pętli skakalismy jak jelonki między kałużami, dobiegamy, nasze auta.... Tom po prostu pobiegł dalej! Jednak... nie będzie przystanku, a szczerze, liczyłam na to. Jednak tempo takie... nie mogłam się zatrzymać, bo wiedziałam, że wówczas ich już nie dogonię!!

Drugie okrążenie. Wciąż pada, już ponad godzinę. Nie, nie pada, leje :) Zaczynamy pić, Rafał na rowerze podaje... A rower ma bez błotników! I całe plecy.... w leśmym błocie :) Chłopaki dowcipkują, że wygląda gorzej od biegaczy :) Szybko jest, równo, ładnie. Michał próbuje namówić mnie na śpiewanie, ale ja nie jestem w stanie nawet mówić. I... przestaje padac! Wmawiam sobie, że to drugie okrążenie to lajt, przecież 20 km to ja potrafię... zawsze :) Rafał pojechał do auta, wymienić zaopatrzenie, sprawdzić, co u dziewczyn... Piotr tak fajnie biega, za każdym razem jak spoglądałam na niego, myślałam, że idzie, i musiałam chwilę się przyglądać,  żeby się upewnić, że jednak biegnie :)

Nie pada, ale mokro, błoto, kończymy drugie okrążenie, niewiadomo, gdzie dziewczyny i znów nikt się nie zatrzymuje przy samochodach....

Kamila jeszcze jedno takie malutkie okrażenie i już... Powoli słońce przebija się przez drzewa, coraz cieplej... Piotr i Michał zdejmują koszulki :) I jak tu nie biec! :) Takie widoki...

Nie wiem o czym było, oni wciąż mówili, a ja parę ładnych metrów z tyłu, raz bliżej raz dalej... Rafał kraży, żele, woda... W jednym z nielicznych momentów zrównania się z chłopakami proponuję skończyć bieg przy wodopojuz w Powsinie.... Michał ma lepszy pomysł, żeby skończyć na górce na Kazury, bo tam tablica 37 wbita jest na szczycie! :) Ta jasne.... chociaż już naprawdę jest mi wszystko jedno!

Kończymy 3 okrążenie, przy autach....! Dziewczyny!! A my, takie wejście.... chłopaki bez koszulek, ja ledwo.... bez przystanku!! Okrzyki dopingu, Kasia najgłośniej, gdzie ten Rafał z tą wodą??? Jest jest Rafał.... biegiem!! Oooo, jaka niespodzianka! Rafał porzucił rower na ostatnie 7 km, a na rowerze... Beata!! biegnę już tylko w myślach. Nogi są bardzo zmęczone, skracamy pętlę, bo 7 ma być już, nie 10.... Beata foci, na stanowisku, Michał.... się gubi! Otarta noga nie pozwala już biec!! już Powsin... jeszcze brakuje 3 km, biegniemy w stronę ogrodu botanicznego, jeszcze trochę!! Nogi mnie tak bolą, że prawie idę, nie biegnę! Piotrek jak gdyby nigdy nic... Rafał przypomina, że już niedługo... Beata podaje wodę, która wychodzi w ogromnych ilościach! I mówi do mnie, ale ja już nie mogę nic... Zawracamy, jeszcze 2 km!! Tomasz... jemu brakuje więcej! Do czego, na miłość boską, Tom, przecież Ty z Piaseczna tu przybiegłeś!!! Tom pobiegł szukać swoich kilometrów a my, we trójkę... Jeszcze do Kabat i nawrotka. Pojawiła się Beata, mówi, że mamy do wodopoju biec... Dobra, dobra, jeszcze tylko trochę....

Skręcamy do wodopoju! A tam.... Meta!! brakuje mi jeszcze 200 metrów, zawracam! Muszę te 200 metrów zdobyć jeszcze, 100, 40... Dziewczyny trzymają szarfę z napisem Kama 100 lat!! I ja już mogę ją przerwać!!! Jest!!! :)

Nogi, nogi!!!! ale stoję. Uściski, życzenia, wszędzie pełno bananów!! ale nie ma nas... wszystkich! Za chwilę Piotr! Piotr po prostu przebiegł 37 km!!! Brawo!!

Mało... Tom!! Tom wbiega na mete! O co chodzi Tom, ile Ty wybiegales??? Pokazuje....
On gratuluje mi 37, ja mu... 42!! Tom pokonał dystans maratonu!! :) Jesteś wielki, Tom....

Wszyscy jedzą banany :) Już dobrze, już koniec! Cudowne uczucie zwycięstwa i mocy! Zrobiłam TO! A Oni.... są tu!
A Michała nie ma!! Jak to, nikt nie wie, co z nim. Dzwonimy.... zajęte! Bo wszyscy naraz dzwonią :) Udaje się... Michał jest przy samochodach! Idziemy do niego. Mikołaj zabiera kluczyki, jedzie rowerem, a my... spacerkiem! Dzwonię do koleżanki, opowiadam... Wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni... nogi bolą, ale... nie no, biegnę!! I ruszyłam.... Dogoniła mnie Beata, żartuje, że też nie mam dość!! A ja... nie mam dość :).

To był jeden kilometr, asia z nami na rowerze... już auta, Michał, Mik... rozciągamy się, czekamy.
Są, już wszyscy, więc.... jedziemy na rynek!!
auta, rowery.... Michał nie może dłużej zostać, odwoże go do domu, dziewczyny dzwonią z drugiego auta, szukają nas... :) Spotykamy się na rynku. Słońce już przygrzewa, ale my... siadamy przy stoliku w słońcu, bo wychłodzenie i zmęczenie :)

Są już rowerzyści, zamawiamy jedzenie. Tomasz nalesnik z nutellą :P Asia z niego żartuje :) Nastroje przednie i.... prezent!!
Dostałam urodzinowy prezent, nasze biegowe, wybrane zdjęcia w ramce!! I flaszkę :P Uściski, zyczenia, a ja sie prawie popłakałam :)

Najedzeni, zmęczeni... nie mogliśmy się rozstać!!
Dziękuję Wam! to był najpiekniejszy bieg!

niedziela, 12 lipca 2015

O zmianie trasy, tempie i... ciszy :)

Bałam się od momentu, w którym się obudziłam rano. Bałam się... tempa :) Na dziś zapisali się... najszybsi oraz Beata... to zapowiadało katastrofę!

I nie mogłam sie wyrobić. Czas leciał jak szalony, a ja wciąż w proszku. W końcu nie zdążyłam nawet zjeść, coś tam trochę... za 5 siódma wciąż byłam w domu!!

Ale już dwie po... na rynku :)

Beata, Michał... fontanny nie działają, ciekawe, nieraz już włączano je o siódmej... Tomasz.... czekalismy chwile, nie bylismy pewni, czy Piotr nie dotrze... ale nie dotarł. I nie ma komu foty, ja nie mam funkcji z łapką... Samowyzwalacz z chodnika, i jest!! No to ruszamy.

Ja od początku oprotestowałam tempo, ma być wolno... z obaw, a poza tym, w nienajlepszej fizycznej kondycji byłam... raz z powodu biegania trzy dni wcześniej pod rzad, dwa... byłam na prochach, comiesięczna niedyspozycja... więc ja odpadam!!

Na początku chłopaki zachowywali sie przyzwoicie, z tyłu, my z przodu... ojjj, jak było cięzko, tak naprawde do lasu to było rozpędzanie się :)

Standardowo, Michał z tomaszem się rozgadali, w tempie dla nas niekonwersacyjnym, pobiegli w końcu przodem i standardowo już tyleśmy ich widzieli. Uprzejmi byli poczekać na nas na skraju lasu :)

Beata woda, nikt inny.... już przed lasem zaproponowałam, że kierunek odwrotny, żeby wodopój był później, nie wcześniej... nie za gorąco, da się wytrzymać! Wychodziło że wodopój będzie koło 12 kilometra! I to mi pasowało.

Beata ok, chłopaki... nie pytałam :) Więc napierw prosto w las, potem w lewo.... Jeszcze przed wbiegnięciem do lasu Beata, w naszym wspólnym imieniu, oprotestowała tempo chłopaków.... więc bieglismy całą szerokością drogi, razem :)

ale wciąż, mimo protestu, bylo szybko.... Tom i Michał gadali, my słuchałysmy... o rowerach było, motorach... otwieraniu drzwi przez kierowców podczas gdy się przejeżdza przy ich aucie - rowerem lub motorem. O prawku Toma, motorze Michała...

Minęła nas.... biegaczka-uff, nie wiem, jak opisać ją.... ten kolor ramiaczek stanika, zupełnie niebiegowej bluzki, włosów i biustu... przynajmniej my byłysmy mocno.... pod wrażeniem, nie wiem, jak chłopaki, nie śmiałam się obejrzeć....

Poza tym, dużo biegaczy było :P Podobno tydzień wcześniej, w upał, sami ze skrzywionymi minami tu biegali... Beata opowiada. To po co było wychodzić z domu?

Przy kamieniu w prawo, do Moczydłowskiej.... Jeszcze było wahanie, bo może podbiegi chłopaki??? ale.. oni nie chcieli :) Beata przypommina o proteście.... i znów oni z przodu, my za nimi... ale blisko :) Tom twierdzi, że to tempo... to efekt naszego oddechu na ich plecach :) I cisną, a my... próbujemy dotrzymac im kroku!! Liczę kilometry, słabo mi... Postanowiłam zaproponować powrót wprost na Kierszek, zamiast biegu do wodopoju... w myślach tak :)

Zakręt, w prawo... chwila odpoczynku, Beata protest.. ja już nic nie mówię... chłopaki znów uprzemie wypuszczają nas na przód... Tak, teraz tempem rządzimy z Beatką!! I... wcale nie jest wolniej!! chyba to już ten kilometr, kiedy człowiek zaczyna być super rozgrzany i zaczyna gnać! I znów ta biegaczka-uff... :)

Nawet nie pisnęłam o powrocie na Kierszek... w lewo i... zapadła cisza!! A tempo... szalone :) Cały dłuuuugi odcinek ok 3 km do wodopoju...

była cisza i pęd. Nikt nic nie mówił, tylko bieg... całą szerokością drogi, czasem zbiegałam na prawo, by przepuścić rowerzystę czy biegacza... Zerkałam, Beata... biegła i już.

I cisza....

I tupot butów....

I wypadlismy znów w prawo, do Powsina, milcząc, szlaban, w lewo do wodopoju... czekałam. Czekałam, kto przerwie ciszę. Liczyłam na Beatę, że zacznie protest... ale nie, a ja... mi juz się chciało :)

Stop dopiero przy ujęciu wody. I chciałam słów, to mam, komentarz Michała....: "Dziewczyny jak nie gadają, to nawet biegną ":)


Schładzamy się... Pijemy.... Beata grzebie w telefonie... ona w ogóle dzisiaj, co chwila wolniej lub zatrzymanie, grzebała w telefonie!! A Michał wciąż zwracał jej uwagę!!

Nie chciało nam się powrotu zwykła trasą... Michał pokazał kierunek, biegniemy... jeszcze amfiteatr, schody - o nie, ja tu nie biegnę!! ale podobno te schody to specjalnie... były tydzień temu dla Kasi i Toma, po tym biegu na PKiN, niech będzie.. Biegłam pierwsza, ścieżka w lesie, fajnie, coraz szybciej... asfalt!!

w prawo czy w lewo? w prawo wracamy do Powsina na polanę... skierowałam się w lewo, a co! :)
I znów pierwsza.... szybko.... szybciej! Chciało mi się! Za mna kroki, nie oglądałam się, ale słyszałam po krokach... że Tom! skończył się asfalt, żwir... ale nie zwalniam! nigdy tu nie byłam, minęlismy strzałkę do ogrodu botanicznego... dom, z tabliczką "zwolnij, nie kurz" :)

I musimy poczekać, za daleko się rozpędzilismy :) Są, są... Beata i Michał. I znów rozpęd, główna asfaltowa do Kierszka... pędze z Tomem, jest koło 5.... jeszcze jeszze, Beaty z Michałem nie widać a ja... opadam z sił. Zwalniam, wolniej, wolniej, ja musze odpocząć Tom! Fota Tomowi... fota Beacie i Michałowi, którzy nadbiegają... już, już razem.

Przez chwilę, teraz ja nie mogę... ich dogonić! biegne i biegnę, Beata ciągnie, chłopaki... są już dość daleko z przodu, a mi gorąco, niedobrze i nie mogę za nic przyspieszyć!! Skręcają przy torach, ja daleko... też skręcam... uratował mnie kamień w bucie Beaty! dogoniłam!!

Minelismy nowe osiedla, pole, chodnik przez środek pola... Michał proponuje tam! żeby nie wracać pod las. Czemu nie :) Piekna ściezka, asflat dla rowerów, chodnik... przecina pole do odległych zabudowań!! znów jest szybko, Beata narzeka... chodź Beata, chodź! ja potrzebuję sklepu z piciem!!! Nastroje bardzo dobre, droga też... i koniec!! Piekna, nowa ścieżka kończy sie przed abudowaniami... po prostu! i zamienia w płyty betonowe, no to Polska własnie.... mostek...postój :) Beata... zginęła za górką, na tyle długo, że Tom poszedł szukać... ale się na szczęście znalazła :)

Beata telefon... cos tam czyta, Michał ją karci... znów telefon!! To i ja telefon oprotestowałam, Beata, kończ! biegniemy!!

Droga z kostki, Julianów...  znów szybko, matko, co to w ogóle jest!? dopytuje o sklep, nikt nic nie wie... i Julianowska!! Michał mówi, że tędy bieglismy, a ja za nic w świecie nie mogę sie odnaleźć...aaaaa, już wiem, gdzie jesteśmy!!

tu będa biedronki... czy biedronki mają lodówki?? Podobno tak.... szybko, szybko... Beata ma problem z nogami, musi sie porozciagać!  Aj, kolana.... cięzko ruszyć, jedna biedronka, druga... omijam, wiadomo, będzie Żabka przy cmentarzu.....

główna na Konstancin, na przełaj z Tomem i prościutko... do Żabki!!

Ach, woda, zimna!! Beata... batonik, chłopaki picie.... Wszyscy opróżnilismy zakupione butelki. Do dna!! Mało rozmowny nastrój, jest zmęczenie... ale i dobry humor :) focę nogi chłopakom...

ruszamy, już naprawde niedaleko, a tam... fontanny :) Tom się wybił na początek, my z tyłu, troche rozmowy... wraca ozywienie, skrzyżowanie, stoimy, swiatła...  Przy parku Michał o drażkach :) nie, nie, nie :) Beata pędzi, ale zachęca mnie do finiszu, ja Beata, dzisiaj... już ledwo!!

Rynek, rynek!!! I dłuuugie rozciąganie :) Jak dokładnie!! :) Beata fon...

O foty upomniał się... Michał! :) :) No proszę :) Oczywiście, bez fot Was nie wypuszczę.... Znów samodzielnie, ale ładne :) No i buty, buty sfocilismy, bo dzisiaj... wszyscy w butach jednej marki!


Było mocno energetycznie! Wszystkie narzekania Beaty były... tylko co do zasady, szybko biega!
Tomasz z Michałem... chyba też im sie podobało tempo. No i sam bieg, inaczej... inaczej by tak rano nie wstawali w niedzielę!

Dziekuję!!