Ciężko się wstawało. Jakoś zmęczona jestem po całym tygodniu... a tu nowy mój pomusł, Sobótka, czyli sobotni bieg. Plan na 10, zaprosiłam klubowiczów... a oni chcą się wyspać! Szczególnie dziewczyny :)
Michał może... Janusz może... czekam. Stwierdziłam, że sama to chyba nie. Przyszło mi czekać prawie do 21:00, ale jest! Michał potwierdził.
Oczywiście, jak zawsze mi mało... nie wzięłam auta. Bo spotykamy się w centrum miasta, ja mieszkam na obrzeżu... 2 km mam do miejsca zbiórki. Czyli... plan na 14 :)
Słabo mi szło, powoli, a planowałam szybko, szczególnie że to Michał miał przyjść... przy nim jest okazja pobrykać, bo on szybko biega :) A tu jak pod górkę! No, to dla odmiany zaczęłam się martwić, że będzie mu za wolno i zamiast potrenować, zmarnuje czas!
rynek już... chłodno dzis, ja cudnie rozgrzana... słońce... Michał jest! Na długo.... :) Szybko ustalamy trasę, proponuję Bobrowiec przez Orężną i powrót wzdłuż torów. Michał stwierdził, że to będzie więcej niż 10. Ale ma czas i nie ma nic przeciwko dłuższej trasie :) biegniemy!
Michał zauważa chyba brak formy, pyta o planowane tempo... miało być 5.30! No, to musze szybciej... dzisiaj 5,30 nie jest moim tempem konwersacyjnym. Ale Michała jak najbardziej. Więc on mówi, ja czasem. Pod domem Tomasza pogadaliśmy o powodzi... potem mleczarnia - masa amatorów pracy dorywczej, alez tłum! Kiedyś nawet zimą przejezdzałam, wtedy zaledwie kilka osób stało, teraz... może na truskawki czy coś, jest sezon...
tory, zakręt, Michał popędza... na szczęście jest z górki, przyspieszam... tempo waha się między 5,40 a 5,30... Gadamy :) O mojej pracy, o remontach, białym montażu, gruszkach z betonem... jest coraz lepiej! 5,20 :)
Co jakiś czas Michał pyta o tempo, a ja się denerwuje, ze mu za wolno! Na szczęście mówi, że obecne jest ok, więc już się nie zabijam... do czasu! :)
O dzieciach, ich nauce, o zainteresowaniach... matko, tematów tysiące. Fajne jest to, że wiele razu biegaliśmy, rozmawiając, i wciąż jest coś do omówienia :) A tematy... się nie powtarzają :) Podobnie jest w klubie, nigdy nie ma nudy :) Bobrowiec.. super plenery, pola, słońce, myślę o fotach, ale Michał... nie lubi stawać, więc nawet nie pisnęłam :) Bo więcej nie pójdzie ze mną biegać!
O moim rekordzie jeszcze było... Michał zaproponował kolejny, na 10km, z jego udziałem, pobiegniemy jeszcze szybciej! Oj, oj, waham się, ale on twierdzi, że dam radę. I zakazuje mi się wahać! No, dobra... jest termin, musze teraz poćwiczyć! Zagadaliśmy się, ja już nie wiem, gdzie jestem, Michał prowadzi... tory. Okazuje się, że tak się zagadalismy, że minęlismy drogę, w którą trzeba było skręcić :)
No, to wzdłuż torów! I jest wolniej. Ja to nie lubię jednak gruntu... wolę asfalt! nierówności, kamienie... ale tylko przez chwilę. Zaczęłam rozglądać się za sklepem (ale oczywiście nic nie mówiłam, że mam zamiar stanąć...nie wolno Michałowi :) ).
Juz droga wzdłuż torowiska. Ta moja ulubiona.. mały ruch, asfalt... jakiś rów musiałam przeskoczyć i już, znów mogę pędzić! I znajome skrzyżowanie, tempo fajne... No i się zaczęło. Michał pokazał dalece nieokreslony punkt i polecił, że biegniemy tam poniżej 5. Hahaha. Mówię nie, on tak, ja nie, on tak.... ja przyspieszam :) Jest szybko... 4,22, 4,30... nie odpuszczam jeszcze... ciężki oddech... mogę... biegnę! Nie wiem, jak on to czuje, w dobrym momencie mówi, że jeszcze nie, jeszcze nie zwalniaj Kamila! dobra, dobra... czemu nie :) I jeszcze....jeszcze... przechodze w marsz.
O nie, Michał nie pozwala, odpoczywaj w biegu!... biegne.... biegnę i wiem, że tu jest zaraz sklep, pamietam z czwartkowych biegów :) Hehe, dobiegamy już... Michał, muszę pić!! :)
Sklep, woda, ławeczka w słońcu.... siedzimy. Ja piję, łyczkami, raz dwa trzy, całą butelkę wchłonęłam! Michał proponuje ławkę zamiast biegu... Chciałabym mu wierzyć :) Nie ma czasu, dalej! Cudnie nawodniona, tempo 4,50... Michał wróży mi chlupotanie w brzuchu! A skad, ja umiem pić wodę na biegu! :) Fajnie, szybko... O Tomaszu było... :P Michał zauważa, że mówię w tym tempie :) No własnie, ja mówię :)
Pomorska... Michał ma znów pomysł.... do świateł ma być szybko! Prosze bardzo Michał, jak mam wodę, masz u mnie każdą prędkość! Prawie... Pedzę! I zerkam.... na zegarek! 3,58!!! Pięknie, nie odpuszczam... Około 4 dałam radę do tych świateł! Cudne było to, że czułam siłę... mogłam!
Michał chwali... biegniemy... Ach jaka szkoda, że już zaraz koniec!! Michał próbuje mnie jeszcze na finisz namówić, ale ja pamietam... jeszcze 2 km do domu... jutro wybieganie... Michał, ja musze koniecznie jeszcze z Toba pobiegać, tak fajnie szybko, tylko innym razem!!
rynek. włażę do fontanny :) brrr, przyjemnie :) Fota ja, fota Michał... sfoceni, ja meeega zadowolona, Michał uśmiechniety... tak ma być po bieganiu!!
Pożegnaliśmy się, ja zaliczyłam jeszcze sklep, woda, i lecę z tą butlą do domu. stałam na światłach... 3 razy i butla pusta! :)
Zauwazyłam...że nawadniając się, nabieram masę siły! To już mi przyszło do głowy na rekordzie z Mikolajem, woda dała mi przeżyć... Dzisiaj tak samo, powrót do domu, szybko, pomimo, że to już było po 15 kilometrach....
Bilans - prawie 18 km, spontanicznie, energetycznie, z interwałami :) W wyśmienitym towarzystwie, z duża dawką motywacji.
Michał to świetny kompan biegowy! No i wreszcie, jak juz pędziłam kolo 4,00, mogłam usłyszeć, że ma nieco przyspieszony oddech! czyli, momentami biegłam w odpowiednim dla niego tempie :)
Dziękuję Michał, to był wspaniały bieg! A usmiech mi nie schodzi z twarzy od rana :)
