Po kolei, to zaczęło się jeszcze w sobotę, kiedy miałam biec tylko z Tomaszem, a on zaczął mi grozić niespodzianką... po tym, co mi zrobił Michał przy interwałach, ja się obawiam takich biegowych obietnic, ale trzymałam fason. Do czasu, aż Kasia się zgłosiła do biegu, więc już nie miałam się czego bać i mogłam odetchnąć z ulgą. Będzie bez niespodzianek, zwykły długi bieg. Ale jeszcze samym wieczorem, zgłosił się Janusz. Janusz, który nigdy nie biegł jeszcze na takim dystansie! Znowu się zaczęłam bać, ale już zupełnie czegoś innego!
Rano nastroje na czacie podłe, niewyspane, ja na rynek, Janusz jest! Zadowolony, pełen energii, z bananem i w nowej koszulce klubowej! Bo chłopaki dzień wcześniej odebrali zamówione koszulki od Mikołaja :) Banan zaraz zniknał, a Janusz pozbył się długiego rękawu spod koszulki, co mu serdecznie doradziłam, wiadomo, ja na krótko. Wiadomo, że na długo lubi Beata, Tomasz i Michał :)
Za chwilę Tomasz, w nowej, klubowej koszulce. I oberwało mi się, bo ja w nieklubowej... Miałam ją nawet założyć, ale pomyślałam, że będzie lepszy efekt stroju chłopaków, jak się nie będę wcinać w swojej... skłamałam coś o praniu. A rację miałam, prezentowali się super!
Kasia, niemożliwie niewyspana, oczy na zapałki.... Startujemy!
No to 3 Maja (tu osiągnelismy największe tempo tego biegu), dróżka, Żabieniec, las.... Z przodu Tomasz, potem lub obok Toma ja, a z tyłu Kasia i Janusz. Kasia jak to ona, konwersowała z Januszem. Ja nie mogłam się oswoić z tempem, raz biegłam z Tomaszem, raz wracałam, raz po środku :)
A Tomasz walczył. Walczył z nieznaną mu prędkością. Walczył na czele, w milczeniu i w samotności.... i myślę, że nie podobało mu się to. Bałam sie odzywać do niego....
Nie zapomniałam w lesie pokazać Kasi moich ukochanych drążków w Zimnych Dołach (pozdrawiam Michała), minęło nas kilku biegaczy, las wilgotny, podeszczowy, nie gorąco, świeżo i porannie...jeszcze trochę i asfalt.
Plan na trasę był inny, miała być powtórka z Czarnowa, ale jednak zdecydowałam, że pobiegniemy przy drogach, cywilizacją. Obawiałam się, że jak Janusz nie podoła trasie, łatwo będzie nas z niej zebrać autem. Oczywiście nie zakładałam, że odpuści. Bardzo obawiłam się ew. kontuzji kolana np..
Trochę poboczem, do Zalesia i się zaczęło.... Najpierw o polityce. Wczoraj był dzień wyborów prezydenckich, więc o politykach i polityce było. O nowej tuszy i energiczności urzędującego prezydenta. O sprycie i imagu kandydata. O braku stresu byłego premiera, co wyraźnie świetnie wpłynęło na jego cerę i odmłodniał 10 lat. Taka miła pogawędka, Janusz wciąż prze do przodu... z tyłu :) Lecimy. Tomasz zwolnił i zaczął nam już na stałe towarzyszyć - wiadomo, Kasi i moje towarzystwo.... bezcenne!
Zapowiedziałam Żabkę, sklep, gdzie moglibyśmy zaopatrzeć się w wodę, prosta przed Żabką, poruszyłyśmy temat W. W jest legendą naszych biegów, a Tomasz dotąd nie został do tej tajemnicy dopuszczony. Tym razem honorowo nie chciał słuchać, ale mu nie odpuściłyśmy... Ja zaczęłam i ew. uzupełniłam, a Kasia... Kasia opowiedziała mu całą historię W. Myślę, że wyraźnie ta opowieść poprawiła mu humor!
No i Żabka....zamknieta!! Nie, no jak Żabka jest zamknieta, znaczy, wielkie święto jest! No nic, na szczęście nie gorąco, Janusz równiutko w tyle, my co jakiś czas zagarniamy go, bieg trwa! Za Zalesiem było o maratonach i półmaratonach. Generalnie, to ja nie jestem w stanie opisać, o ilu biegach było, bo Kasia dużo biega zorganizowanie... Ale tu było o czasie na maratonie, o kalkulacji możliwości, o młodych chłopakach z progresem szybkosci, cały czas o biegu, cmentarz i Jazgarzew. Tu jeszcze po staremu, do rozwidlenia i co dalej?
W oczekiwaniu na Janusza, szybka kalkulacja... mamy 12 km już, ja proponowałam już wracać z ewentualnym dołożeniem kilometrów na uliczkach przy Pomorskiej... Tomasz zaproponował Bobrowiec, do prostego uzupełnienia dystansu... Ja nie znam drogi przez Bobrowiec, ale Tomasz miał prowadzić. Janusz niezmiennie, równym tempem już jest przy nas. Mówi, że kapie mu pot z czapki (?) :) I nie akceptuje naszego tempa konwersacyjnego... Ale czuje się w porządku. To najważniejsze! No to ja mu powiedziałam, że jak tak chce mieć te 20 km, to... będzie miał :) I chociaż nie wiem, co, doholujemy go :)
Decyzja jest, na Bobrowiec. Nowa dla mnie okolica, foty, jak ja biegnę z chłopakami... jak Kasia biegnie z chłopakami... foty z przodu, foty z tyłu - tempo idealne do zrobienia fot! Na przystanku młody chłopak, jakiś żołnierz, w pełnym umundurowaniu polowym, hełm, nakolanniki... wypas! Jeszcze trochę zagadani i chwila oczekiwania na Janusza. Olśniło mnie - Kasia! mogłyśmy sobie fotę z wojakiem zrobić!!! Kurczę, Kasia nawet chętna była wracać, ale oceniłyśmy jednak, że zbyt duża to odległość do tego przystanku....
Janusz zaczął mieć kłopoty z nogami, a dokładnie jakimś pasmem... Tomasz podrzucił kilka przypuszczeń i rad, a do końca biegu jeszcze 5 km. Janusz stwierdził, że sobie poradzi, my, że możemy trochę marszobiegiem, przecież się nie pali.... I jeszcze trochę w tym Bobrowcu, do Jazgazewszczyzny, mały skrót przez pole trawiastą drogą....
Tu się to stało. Tu Tomasz ostatecznie przestał walczyć z tempem. Po prostu. Po prostu odtąd biegł razem z Januszem. My z Kasią nadal szybciej, ale w niedużej odległosci. Oj, Tomasz, ile miłych słów pod Twoim adresem się posypało z naszych ust 100 metrów przed Toba!!
Janusz wrócił do biegu i nawet zaczął konwersację z Tomem! Myślę, że towarzystwo kumpla bardzo mu pomogło zapomnieć o dolegliwościach nóg. Już Piaseczno, Orężna....przez pola widać bloki przy Jarząbka. Janusz! Zobacz, to już tuż tuż! Tomasz przypomniał o bieganiu głową, w razie co... Kasia zasugerowała, że Mikołaj, który mieszka w tamtej okolicy, być może obserwuje nas z dachu... Machamy Mikolajowi! :) :) Jak dzieci..:)! i sklep.
Ja po wodę z Kasią, Kasia jednak nie chce pić, Janusz coś tam wybiera... wychodzę ze sklepu, a Kasia mówi - Patrz!!
A przy sklepie Mikołaj, na swoim bajecznym rowerze, w koszulce klubowej, a jakże! Ale się ucieszyłam, no po protu super niespodzianka!
Zrobiło się bardzo miło. Okazało się, że Mikołaj, który śledził trasę naszego biegu na endomondo, postanowił nas po prostu odwiedzić. Rowerowo. No to pojechał, poszukał i znalazł :)
Wszyscy byli zaskoczeni i zadowoleni z tej niespodzianki. Atmosfera, chociaż cały czas była bardzo dobra, zrobiła się jeszcze bardziej przyjemna. Co prawda Mikołaj mądrzył się, że to kontrola, że jako Prezes... ale wiadomo było, że przyjechał bo nas lubi i nie mógł wytrzymać bez jakiegolwiek uczestnictwa w naszym biegu! :)
Oczywiście, nie odpuściłyśmy z Kasią fot, selfie z Szefem, obowiązkowo, żeby uwiecznić to zdarzenie :) Potem jeszcze kilka fot Mika z rowerem, Mika z rowerem i nami... Mikołaj postanowił nas odprowadzić do Piaseczna :)
Więc układ taki, ja i Kasia czołówka, Janusz i Tomasz - rufa.... A Mikołaj trochę tu, troche tam... ale na rowerze. Najwyraźniej jednak nudziło mu się niebiec, gdy sie nie biegnie, wówczas przychodza do głowy różne głupoty... Mikołaj postanowił NAGRAĆ nasz bieg :)
To było super! Mikołaj, z komórką, w roli filmowca, na rowerze, więc pełna profeska, było w ruchu, najazdy itd.... efekt miałysmy poznać dopiero później, ale o tym za chwilę :)
Orężna zakręt przed torami, skrzyżowanie przy kościele... Tu Mikołaj nas pożegnał. Super, że do nas przyjechał!
Janusz już mocno zmęczony, ale to ostatnie paręset metrów... Janusz do nas dobiega na skrzyżowanie, gdzie pożegnaliśmy Mikołaja...my stoimy a Janusz mija nas biegiem: Lecimy bo zielone! :) No nie, już nie wykorzystał momentu, by się zatrzymać, teraz już wiedział, ze zaraz osiągnie cel. No, to cały czas już tak było... zielone tu!.. zielone tam! Zielona fala, jak zauważył Janusz, ano nie musieliśmy już specjalnie stawać na przejściach....
Wpadamy na rynek, ja 20km, Tomasz 20km, Kasi coś brakuje, robi kółka.... a Janusza nie ma! O masz, nie wybiegł zza rogu, już zaczęliśmy z Tomaszem w tamtą stronę iść... JEST! Janusz właśnie ukończył swój pierwszy, 20 kilometrowy bieg!
ależ duma! Jakaś pani złapana, fota grupowa na ziemi i nad ziemią.... Potem sesja Janusza :) Na siedząco, na leżąco - oj, bo to wyczyn był!
Wszyscy bylismy bardzo zadowoleni, Tomasz uśmiechnięty :)
O walce z tempem było... o niespodziance tez....
Podczas tego biegu naliczyłam masę debiutów.
Najważniejszy i najbardziej spektakularny oraz okupiony największym wysiłkiem był debiut Janusza na 20 km. Gratuluję tego wyczynu! Drugim, małym debiutem Janusza, był pierwszy raz w klubowej koszulce. Ale jaki ten raz! :)
Kasia... Kasia zadebiutowała w ciemnych okularach na głowie na 20 km... ani razu na oczach:) I jako aktorka i modelka filmowa. No chyba że o czymś nie wiem, z Kasi przeszłości... Ja również zadebiutowałam jako aktorka, widziałam film, całkiem dobrze nam to poszło :)
Mikołaj zadebiutował jako filmowiec na rowerze, szczególnie, że robił nagranie komórką... jak się okazało, nagranie posiada również szczegółowy komentarz Mikołaja na temat nas, biegnących :) Drugi debiut Mikolaja, to uczestnictwo na rowerze w klubowym biegu :)
Tomasz! Zadebiutował w nowej koszulce. Bardzo twarzowa i plecowa. Tomasz również zadebiutował w nowym, nieznanym sobie tempie powyżej 6,30.... I musze przyznać, że debiut mu się udał! :)
Film wyszedł bardzo dobrze. Pomijając zwierzęce skojarzenia Mikołaja, ładnie nas omówił. A my z Kasią ładnie na filmie biegniemy :)
Bieg wyszedł długi, trudność polegała na pogodzeniu tempa, na szczęście wszystko dobrze się skończyło. A najlepsze jest to, że tego slow mamy najwięcej fot, wrażeń i przegadanych tematów, niż z jakiegokolwiek dotychczasowego wybiegania! Więc warto czasem odpuścić ciśnienie na wynik, czas... Bo to jest równie przyjemne!
Dziękuję Wam, było super! Kasi za jej towarzystwo, świetnie się z Toba biega. Januszowi za tempo, Tomaszowi...za tempo, a Mikołajowi za niespodzankę!









