Popularne posty

niedziela, 12 lipca 2015

O zmianie trasy, tempie i... ciszy :)

Bałam się od momentu, w którym się obudziłam rano. Bałam się... tempa :) Na dziś zapisali się... najszybsi oraz Beata... to zapowiadało katastrofę!

I nie mogłam sie wyrobić. Czas leciał jak szalony, a ja wciąż w proszku. W końcu nie zdążyłam nawet zjeść, coś tam trochę... za 5 siódma wciąż byłam w domu!!

Ale już dwie po... na rynku :)

Beata, Michał... fontanny nie działają, ciekawe, nieraz już włączano je o siódmej... Tomasz.... czekalismy chwile, nie bylismy pewni, czy Piotr nie dotrze... ale nie dotarł. I nie ma komu foty, ja nie mam funkcji z łapką... Samowyzwalacz z chodnika, i jest!! No to ruszamy.

Ja od początku oprotestowałam tempo, ma być wolno... z obaw, a poza tym, w nienajlepszej fizycznej kondycji byłam... raz z powodu biegania trzy dni wcześniej pod rzad, dwa... byłam na prochach, comiesięczna niedyspozycja... więc ja odpadam!!

Na początku chłopaki zachowywali sie przyzwoicie, z tyłu, my z przodu... ojjj, jak było cięzko, tak naprawde do lasu to było rozpędzanie się :)

Standardowo, Michał z tomaszem się rozgadali, w tempie dla nas niekonwersacyjnym, pobiegli w końcu przodem i standardowo już tyleśmy ich widzieli. Uprzejmi byli poczekać na nas na skraju lasu :)

Beata woda, nikt inny.... już przed lasem zaproponowałam, że kierunek odwrotny, żeby wodopój był później, nie wcześniej... nie za gorąco, da się wytrzymać! Wychodziło że wodopój będzie koło 12 kilometra! I to mi pasowało.

Beata ok, chłopaki... nie pytałam :) Więc napierw prosto w las, potem w lewo.... Jeszcze przed wbiegnięciem do lasu Beata, w naszym wspólnym imieniu, oprotestowała tempo chłopaków.... więc bieglismy całą szerokością drogi, razem :)

ale wciąż, mimo protestu, bylo szybko.... Tom i Michał gadali, my słuchałysmy... o rowerach było, motorach... otwieraniu drzwi przez kierowców podczas gdy się przejeżdza przy ich aucie - rowerem lub motorem. O prawku Toma, motorze Michała...

Minęła nas.... biegaczka-uff, nie wiem, jak opisać ją.... ten kolor ramiaczek stanika, zupełnie niebiegowej bluzki, włosów i biustu... przynajmniej my byłysmy mocno.... pod wrażeniem, nie wiem, jak chłopaki, nie śmiałam się obejrzeć....

Poza tym, dużo biegaczy było :P Podobno tydzień wcześniej, w upał, sami ze skrzywionymi minami tu biegali... Beata opowiada. To po co było wychodzić z domu?

Przy kamieniu w prawo, do Moczydłowskiej.... Jeszcze było wahanie, bo może podbiegi chłopaki??? ale.. oni nie chcieli :) Beata przypommina o proteście.... i znów oni z przodu, my za nimi... ale blisko :) Tom twierdzi, że to tempo... to efekt naszego oddechu na ich plecach :) I cisną, a my... próbujemy dotrzymac im kroku!! Liczę kilometry, słabo mi... Postanowiłam zaproponować powrót wprost na Kierszek, zamiast biegu do wodopoju... w myślach tak :)

Zakręt, w prawo... chwila odpoczynku, Beata protest.. ja już nic nie mówię... chłopaki znów uprzemie wypuszczają nas na przód... Tak, teraz tempem rządzimy z Beatką!! I... wcale nie jest wolniej!! chyba to już ten kilometr, kiedy człowiek zaczyna być super rozgrzany i zaczyna gnać! I znów ta biegaczka-uff... :)

Nawet nie pisnęłam o powrocie na Kierszek... w lewo i... zapadła cisza!! A tempo... szalone :) Cały dłuuuugi odcinek ok 3 km do wodopoju...

była cisza i pęd. Nikt nic nie mówił, tylko bieg... całą szerokością drogi, czasem zbiegałam na prawo, by przepuścić rowerzystę czy biegacza... Zerkałam, Beata... biegła i już.

I cisza....

I tupot butów....

I wypadlismy znów w prawo, do Powsina, milcząc, szlaban, w lewo do wodopoju... czekałam. Czekałam, kto przerwie ciszę. Liczyłam na Beatę, że zacznie protest... ale nie, a ja... mi juz się chciało :)

Stop dopiero przy ujęciu wody. I chciałam słów, to mam, komentarz Michała....: "Dziewczyny jak nie gadają, to nawet biegną ":)


Schładzamy się... Pijemy.... Beata grzebie w telefonie... ona w ogóle dzisiaj, co chwila wolniej lub zatrzymanie, grzebała w telefonie!! A Michał wciąż zwracał jej uwagę!!

Nie chciało nam się powrotu zwykła trasą... Michał pokazał kierunek, biegniemy... jeszcze amfiteatr, schody - o nie, ja tu nie biegnę!! ale podobno te schody to specjalnie... były tydzień temu dla Kasi i Toma, po tym biegu na PKiN, niech będzie.. Biegłam pierwsza, ścieżka w lesie, fajnie, coraz szybciej... asfalt!!

w prawo czy w lewo? w prawo wracamy do Powsina na polanę... skierowałam się w lewo, a co! :)
I znów pierwsza.... szybko.... szybciej! Chciało mi się! Za mna kroki, nie oglądałam się, ale słyszałam po krokach... że Tom! skończył się asfalt, żwir... ale nie zwalniam! nigdy tu nie byłam, minęlismy strzałkę do ogrodu botanicznego... dom, z tabliczką "zwolnij, nie kurz" :)

I musimy poczekać, za daleko się rozpędzilismy :) Są, są... Beata i Michał. I znów rozpęd, główna asfaltowa do Kierszka... pędze z Tomem, jest koło 5.... jeszcze jeszze, Beaty z Michałem nie widać a ja... opadam z sił. Zwalniam, wolniej, wolniej, ja musze odpocząć Tom! Fota Tomowi... fota Beacie i Michałowi, którzy nadbiegają... już, już razem.

Przez chwilę, teraz ja nie mogę... ich dogonić! biegne i biegnę, Beata ciągnie, chłopaki... są już dość daleko z przodu, a mi gorąco, niedobrze i nie mogę za nic przyspieszyć!! Skręcają przy torach, ja daleko... też skręcam... uratował mnie kamień w bucie Beaty! dogoniłam!!

Minelismy nowe osiedla, pole, chodnik przez środek pola... Michał proponuje tam! żeby nie wracać pod las. Czemu nie :) Piekna ściezka, asflat dla rowerów, chodnik... przecina pole do odległych zabudowań!! znów jest szybko, Beata narzeka... chodź Beata, chodź! ja potrzebuję sklepu z piciem!!! Nastroje bardzo dobre, droga też... i koniec!! Piekna, nowa ścieżka kończy sie przed abudowaniami... po prostu! i zamienia w płyty betonowe, no to Polska własnie.... mostek...postój :) Beata... zginęła za górką, na tyle długo, że Tom poszedł szukać... ale się na szczęście znalazła :)

Beata telefon... cos tam czyta, Michał ją karci... znów telefon!! To i ja telefon oprotestowałam, Beata, kończ! biegniemy!!

Droga z kostki, Julianów...  znów szybko, matko, co to w ogóle jest!? dopytuje o sklep, nikt nic nie wie... i Julianowska!! Michał mówi, że tędy bieglismy, a ja za nic w świecie nie mogę sie odnaleźć...aaaaa, już wiem, gdzie jesteśmy!!

tu będa biedronki... czy biedronki mają lodówki?? Podobno tak.... szybko, szybko... Beata ma problem z nogami, musi sie porozciagać!  Aj, kolana.... cięzko ruszyć, jedna biedronka, druga... omijam, wiadomo, będzie Żabka przy cmentarzu.....

główna na Konstancin, na przełaj z Tomem i prościutko... do Żabki!!

Ach, woda, zimna!! Beata... batonik, chłopaki picie.... Wszyscy opróżnilismy zakupione butelki. Do dna!! Mało rozmowny nastrój, jest zmęczenie... ale i dobry humor :) focę nogi chłopakom...

ruszamy, już naprawde niedaleko, a tam... fontanny :) Tom się wybił na początek, my z tyłu, troche rozmowy... wraca ozywienie, skrzyżowanie, stoimy, swiatła...  Przy parku Michał o drażkach :) nie, nie, nie :) Beata pędzi, ale zachęca mnie do finiszu, ja Beata, dzisiaj... już ledwo!!

Rynek, rynek!!! I dłuuugie rozciąganie :) Jak dokładnie!! :) Beata fon...

O foty upomniał się... Michał! :) :) No proszę :) Oczywiście, bez fot Was nie wypuszczę.... Znów samodzielnie, ale ładne :) No i buty, buty sfocilismy, bo dzisiaj... wszyscy w butach jednej marki!


Było mocno energetycznie! Wszystkie narzekania Beaty były... tylko co do zasady, szybko biega!
Tomasz z Michałem... chyba też im sie podobało tempo. No i sam bieg, inaczej... inaczej by tak rano nie wstawali w niedzielę!

Dziekuję!!