Tak wyszlo. Miał byc tłum, szczególnie kobiet, ale z różnych przyczyn początkowo zadeklarowana grupa, szybko topniała, tym szybciej, im blizej było do 20:00.
Wiadomo było, że Dorota przybędzie z Miskiem, który z przyczyn technicznych nie biegał przez ostatnie kilka tygodni. Wiadomo było, ze bedzie Mikołaj, bo obiecał mi przynieść koszulkę - klubową, która juz dawno była, przybyła, ale wciąż była nie w tych rekach, co powinna :)
Wiadomo było, że Beata bedzie na zielono, bo oszczędza wodę i raz wypraną koszulke klubową we wtorek trzyma wyprasowana i na wieszaku na sobotę - Mila.
A ja-ja chciałam mojej koszulki! chciałam pobiec z imieniem na plecach i w ogóle z wypracowaną przynaleznością, a nie w jednej z 13 tysięcy technicznych koszulek PZU z półmaratonu (mimo, że są mocno techniczne i całkiem ładne). Wzięłam różową basic z Kalenji....
Więc z tego chcenia byłam pierwsza. Machnęłam piekna kopertę Madzią na jedyne wolne miejsce przy rynku - bo miałam sie tu przebierać! I czekam, za osiem, zimno jak szlag, jest Prezes z koszulką! Za chwilę Beata i poszłysmy sie przebierać.
Akcja przebierania sie w koszulke na rynku wczesniej zdążyła nabrać juz osobnego wymiaru na fb... Bo okazało sie, ze Beata juz zdazyła publicznie sie przebrać, nie pokazując ani jednej kosci... ani cycków. Ja nie umiałam sie tak wyginać jak Beata, więc na łatwiznę poszłam... wsiadłam do auta i jedna koszulke zdjęlam, druga zalożylam.
Uff, S, a jest ok. Piekna!
Mamy Dorotę z Miśkiem, do Miśka przywiązano Mikolaja, komplet, 20:08, start.
No na poczatku konfliktu nie było. Ja i Beata z przodu, Mikołaj i Misiek z tyłu. Przezornie zaznaczyłam, ze mam za soba dwa dni dość intensywnych biegów, w tym popełnione na mnie przestępstwo Michała - przymuszanie :). No niby ok, ale Oni znowu mieli dwa dni postu od poniedziałkowego biegania, więc bylismy na dwóch różnych biegunach.
Jeszcze o niespodziance... jak Mikołaj z tyłu biegł, a biegł w koszulce klubowej, nie widziałam, nie wiedziałam... ale potem mnie wyprzedził. Nasze koszulki klubowe sa zaprojektowane tak, że na plecach mamy swoje imiona. Znaczy się, członkowie zwykli, szaraczkowie, mają :) Koszulka Mikołaja miała napis - po prostu Prezes! Byłam pod wrażeniem! :), wiadomo, jakby było imie, nikt by nie wiedział, z jak ważna persona ma do czynienia :)
Ale było całkiem spokojnie, na początku. Wiadomo, najpier sporo jest w dół, więc najpierw były rozmowy, ale potem... Beata cisnęła, ja jeszcze mogłam, Mikolaj był w innej strefie.... strefie nie towarzyszenia Beacie, by nie zagubić mnie w lesie! No bo w pewnym momencie to Beata cisnęła, ledwo ja widziałam, Mikołaj panował nad Miskiem i kontrolował, czy ja zyję, a ja zyłam widokiem jego nóg w zasięgu wzroku (fajne są), bo Beaty nogi były za daleko, poza tym założyła długie leginsy.
Beata jest osoba, która szczególnie dba o swój komfort cieplny. Tzn, kiedy my na krótko, ona na długo :)
O nie! po 5 kilometrze, wg endo 5,24 powiedziałam stop! Że ja prosze o miłe słodkie 6.0... Moi kompani przystali i zaczęła się bajka!
Po okresie milczenia na tych 5.24, kiedy niewiadomo po co, cisnęlismy, wrócilismy do siebie z masą rzeczy do omówienia. Wiec było o stanikach do biegania (Mikołaj biegł z tyłu), o moim porwaniu sie na maraton (Mikolaj biegł obok i gasił moje patenty amatorskie), jak tu ugryźć trening do tego dystansu, fachowa argumentacja Mikołaja, a Beata nie była zupełnie po mojej stronie!
Nawet próbowałam się wprosic na treningi z Mikołajem, ale mi nie wyszło, odesłał mnie do planów treningowych :) popracuje nad nim :)
Treningi z Michałem sa niemozliwe, chociaż bardzo bym chciała też...bo zanadto odstaję od jego tempa i z pewnością kiedy ja się wypruwam, on ma lekki bieg! więc nie mam szans sie wpraszać...
Najpierw chłopcy zrobili mi smak, teraz radź sobie sama! :)
Gadu gadu, Beata wiadomo, musi gadać, więc mimo, ze wcześniej chwilę cisnęła, jeszcze miała pretensję, że nie gadamy my.
Było o interwałach, nogach Michała, o nastolatkach, o tyjących koleżankach, o koleżankach biegających, o siłowni, o startach i w ogóle o kilku innych jeszcze rzeczach.
Mimo, ze bardzo lubie wybiegi z grupą, tym razem było inaczej. Mielismy za soba wiele tygodni wspólnych biegań, ale zwykle była nas dość duża grupa, więc rozmawialismy po trochu. Tym razem rozmawialismy w pełni w naszym malutkim gronie i chyba trochę wiecej sie poznalismy.
Nawet z wiaduktu nie było szaleństwa. Bo zbyt bylismy zajeci sobą, potem włączyła mi się predkość.... Podbieg na 3 Maja, w górę, wszystkie latarnie zepsute :) Podbieg wiadomo, musi być szybko. No to poszłam. Słyszałam z tyłu komentarz Mikolaja, coś tam o mojej rzekomej niemocy (haha, w końcu bylam na treningu z Michałem!), no i co, Mikołaj po prostu zrobił ten podbieg tak, że uznałam swoja porażkę, ale wiadomo, to tylko dzięki psu :) Jak dobiegalam na górę z Beatą, Mikołaj musiał czekać... :)
Rondo i prosta ostatnia. Mikołaj na nas liczył, wiem, ale ja już nie mogłam. Beata dotrzymała mi towarzystwa, więc Mikołaj musiał finiszować sam. Pomknął, on i pies, jak dobiegłyśmy, czekali.
Dorota byla już, Misiek dostał picie, a my sfocilismy się, z przodu i z tyłu - w koncu mam moją koszulkę!
Chwila rozmowy i pożegnalismy się.
Beata czuła sie wybiegana. Nawet mogłybysmy jeszcze pogadać, dobrze się zaczęło, ale ja juz byłam wychłodzona, wiec musiłam iść do auta.
Bo liczyłam na niedzielę z Beatą, ale jej nie będzie :(
Mikołaj wiedział jak pozować do fot. Mysle, ze równiez podobało mu się samo bieganie, a dlatego, że smiał się, nawet czesto! Mikołaj, nie wiem jak gdzie indziej, na bieganiu smieje sie rzadko!
Wazna była ta atmosfera. Kompletnie miło, żartobliwie. Z uśmiechem i serdecznością!
I to chyba musi zamknąc relację. Dziękuję Beato i Mikołaju. Z przyjemnościa myslę o tym biegu. Był czar i urok, jak dla mnie :)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz