Popularne posty

sobota, 2 maja 2015

Jak biegałam w Piaseczyńskiej Mili

Plan był na bieg. Rodzinny i klubowy. Ja i dzieci, zapisani, opłaceni. Małżonek miał nas fotografować i zająć się dziećmu na czas mojego biegu.

Ale jak zwykle.... wyszło inaczej :) Okazało się, że małzonek musi iść do pracy. A tu powstała już klubowa reprezentacja... No nic, zmiana planów, dzieci biegną a ja nie.

a o klubie to musi być osobna relacja...

Z samego rana pojechałam odebrać numery startowe dla dzieci. Dagmara była podniecona faktem startu i pełna obaw, że może być ostatnia. Ja bardziej bałam się, czy mój syn, rocznik 2012, pobiegnie w tę stronę, co trzeba....

Ale miał być kolega, z dziecmi, pomyślałam, że jakoś to ogranę.

Tak mi się zdawało.

Dość szybko znalazłam parking nieopodal imprezy. Poszliśmy na rynek, gdzie była scena, grała muzyka i pracowały fotanny. Tymon był zachwycony i wpatrywał się w wodę. Miałam święty spokój....



Do startu ok. 20 minut było, piekna pogoda.... spróbowałam przyczepić Tymowi numer startowy. Zaczął krzyczeć, że nie chce, no i rób co chcesz. Korzystając z trwającego jeszcze zachwytu Tyma nad wodą i związanym z tym względnym bezruchem, numer przypięłam z tyłu.

I można powiedzieć, że to był mój start w Mili. Najpierw Tym znudził się wodą i odkrył przestrzenie placu. Wystartowałam. Interwały i podbiegi. Miedzy wózkami, rowerami, niebezpiecznie. No więc postanowiłam iść już na start. Krasnale miały dystans 100m.

Zanim doszliśmy do linii startu, Ja, Tymon i Dagmara ze trzy razy przebiegliśmy dystans Krasnali.... W zasadzie powinnam od razu medal dostać :) W końcu, we właściwym miejscu, najpierw dziewczynki-Start! Sędzia rozpoczął strzałem, co dało mi chwilową przerwę w biegu, bo Tym zafascynował się hukiem.

Zapomniałam dodać, że wylaszczyłam się w spódniczkę... jako kibic...

No więc chłopcy start! Umówiłam się z Dagą, że będzie biegła równolegle chodnikiem. A ja i Tym.... Nawet zaczął biec, za resztą, ale potem mu się znudziło samemu i tylko z mamą za rączkę, więc mama znów bieg, w tej cholernej krótkiej spódniczce, wśród aplauzu kibiców... co ja przeszłam! :)

Za metą Tymon obraził się na panią, która dawała mu soczek i za chwilę na kolejną, która śmiala wieszać na nim medal....

Ok, Krasnal na mecie, bierzemy się za juniorów. Daga w mojej czapce biegowej i koszulce, pozostawiłam ją na starcie i umówiłysmy się na spotkanie na mecie. Pobiegłam za Tymem, stopując go mniej więcej za 200 metrów - chciałam zrobić fotę córce.


Zatkany soczkiem pozwolił mi zrobić zdjęcia. Daga ruszyła z kopyta, bardzo ładnie, trasa przewidywała okrążenie, więc zlapałam Tyma i znów pobiegłam, do linii mety, zrobić zdjęcia. Pojawiły się pierwsze dziewczynki, czekamy w gotowości... jest! Wypadła biała czapeczka zza zakrętu, wielkie susy, a co najwazniejsze, uśmiech!



Bardzo zadowolona, z pieknym medalem, Daga przyszła do nas po zakończeniu biegu. najbardziej podobało mi się, że zlapała adrenalinę biegową, widać było emocje. Jak się potem okazało, wśród dziewczynek zajęła 20 miejsce, co oczywiście jej nie cieszy, a mnie za to bardzo!

Spotkałam kolegę, który zrobił mi z córą foty. Tym... Tym był gdzieś w pobliżu mniej więcej cały czas, ale w zasadzie wciąż biegał.

Bardzo mnie cieszy udział Dagi w tym biegu, może się skusi na bieganie? Na razie chce mi towarzyszyć na rowerze, ale widziałam dzisiaj ten blask w jej oku :) :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz