Popularne posty

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Niedzielny półmaraton :)

Niedzielne wybiegania są już tradycją klubowa. Coraz więcej osób decyduje się wstać o 6:00 rano w środku weekendu i rozpocząć dzień od długiego biegu. Bo to zwykle 20 kilometrów jest (lub więcej!).
 
Tym razem na wydarzenie zapisało się aż 8 osób, rekord!! W tym Asia na rowerze, a Dariusz.... jako debiutant na tym dystansie.
 
Kasia wahała się i marudziła, obawiała się szybkiego tempa. Obiecałam jej pacyfikację najszybszych, więc ostatecznie zdecydowała się biec!
 
 
Na rynku był już Mikołaj, zaraz znalazł się Piotrek. Asia przyjechała autem, a Oliwia na rowerze, na którym dalej już jechała Asia. Michał i Dariusz biegiem, jeszcze Kasia.... :) I inauguracyjna fota, samowyzwalaczem z ziemi! :)
 
 
Plan był na Las Kabacki, stałą trasą, wychodzi wówczas około 21 km. Ruszylismy!!
Michał oczywiście na przedzie, Dariusz i Piotrek za nim, potem ja i Oliwia, za nami Mikołaj, Kasia i serwis rowerowy - Asia :)
 
Już na początku było zabawnie, wzbudzaliśmy powszechne zainteresowanie, do lasu biegniemy zwykłą ulicą :) Najpierw zaczepili nas staruszkowie, z pytaniem o to, gdzie znajduje się cmentarz.... :) :)
 
Cmentarz mijalismy dalej. Próbowałyśmy z Oliwia dogonić chłopaków, żeby spacyfikować zbyt szybkie tempo, ale ostatecznie rozgadałyśmy się i odpuściłysmy. Wiedziałam, że poczekają na skraju lasu, mamy już tak tę trasę obeznaną, że nawet wiadomo, gdzie są zwyczajowe postoje do zebrania grupy :)
 
a my z Oliwią... o pracy! Bo dotychczas ja nie wiedziałam, czym zajmuje się Oliwia, a ona - czym zajmuję się ja :) O rozmowach kwalifikacyjnych było... o spółkach, o rosyjskich literach :) i o podatkach, a jakże :) Zerkałam na chłopaków z przodu, Michał wiadomo, Piotrek wiadomo, ale martwilam się o kondycję Dariusza, który jako debiutant dotrzymywał kroku czołówce.... a jak padnie? :) Jednak zapewnił, że wszystko jest ok :) zobaczymy.... :) :)
 
Przed lasem Michał sprint, chłopaki nie zdażyli, chyba przez zaskoczenie :) No i na skraju zwyczajowo, zbieramy grupę. Zaczełam marudzić Michałowi, za jego tempo, o nie, teraz już będzie po naszemu - babskiemu. I zmiana czołówki, pobiegłyśmy z Oliwią z Michałem, hamować go. A Dariusz i Piotrek z nami. Kasia zupełnie niezainteresowana pędem, gaworzyła z jadącą na rowerze Asią, a Mikołaj szarmancko dotrzymywał im towarzystwa.
 
A my... No oczywiście gadałyśmy!! Michał narzekał na to gadanie, ale za chwilę sam się wciągnął :) Było o ćwiczeniach na plecy... na brzuch, o drążkach... Bo te w lesie kabackim za grube są dla moich dłoni!! Michał przywołał kiepską baletnicę... no wiesz! Przecież próbowałam, sprawdzałam.... o TVN Active było, o ćwiczeniach skalpel i innych. Okazuje się, że tak jak na pudełkach z lekami, w programie z ćwiczeniami jest ostrzeżenie o konsultacji z lekarzem, zanim się zacznie ćwiczenia :) Niektóre podobno są niebezpieczne dla niewprawionego amatora!!

Asia zaglądała do nas, czy pić chcemy... wiozła wodę!! ale mamy dobrze dzisiaj
 
Dalej było o jorkach... takich małych pieskach. O strzyżeniu psów też... :) :) Tematy... różnorodne i zawsze pełno ich w zanadrzu!! Piotrek i Dariusz nic nie mówili.... Piotrek to rozumiem, poprzedniego dnia śpiewał pieśni powstańcze w centrum Warszawy, ale Dariusz... A Dariusz niezmiennie twierdził, że wszystko jest ok!
 
Skręt w lewo, Michał już, już kilka kroków z przodu... Michał!! Nie zaczynaj.... :) :) Michał wyjątkowo zgodny, zwolnił, ale nie na długo... bo niewybiegany był, przerwa kilka dni i aż rwał się do przodu!! Nie ma sprawy, ja planuję przebiec dodatkowe 10 km po biegu głównym, możesz dołączyć :) :) Ale i mi się udzieliła ochota na pęd, zaczęłam namawiać Oliwię... chodź szybko! Kawałeczek!! Szybciej, szybciej.... Piotrek jak strzała, gonię go, Oliwia za chwilę trochę z tyłu z Michałem... próbuję dogonić Piotra, coraz bliżej, coraz bliżej... jest!!! Mam go, więc zwalniam... co to ma być, pchacie mnie na tempo a sami.... A okazało się, że z tyłu trwa lekcja oddychania!! :) Bo Oliwia, jak się okazało, jeszcze nie wie, co to jest oddychanie w biegu :) No to Michał jej tłumaczył... źle! Sam wymyśliłeś proste określenie, po którym się wie jak oddychać, a tu takie opisówki.... oddycha się... do piet!! :) :)
 
Fajnie, energetycznie jest... o urlopach było... niektórzy będa mieli, niektórzy już mieli... ja nic nie mówię :) Przed wodopojem Michał naciąga mnie na sprint, o nie.... chodź, chodź.... nawet zaczęłam, ale przypomniało mi się, że mam 30 dzisiaj biec.... Piotr z Michałem polecieli!!
 
wodopoj... tu zawsze chwila wytchnienia, trochę fot.... pijemy... pouczyłam Dariusza, że woda jest pitna, mógł sobie uzupełnić wodę w bidonie :)  planujemy dalej... ten mostek, na końcu drogi donikąd w Kierszku... tamtędy będzie!
 
 
ruszamy... oj! moje kolana!! ciężko zastartować po postoju! ściezka, krzywo... schody!!! Aaaaa, zapomnielismy, że Asia ma rower!! No, to co... to Mikołaj wtargał sprzet na górę :) Jeszcze chwila las, i asfalt... Ja i Oliwia... pilnujemy Michała! walczymy o wolne tempo! I ten dom, z zakazem kurzenia... :) I już główna. Oliwia nie wie, gdzie jest! :) Coraz cieplej, ale wciąż znośnie, Kierszek.... biegniemy do ścieżki w polu.
 
o żywności wege było, o czekoladzie bez mleka... z Żabki! O warzywach i mięsie, o nogach... Oliwia bohatersko zrzuciła z pleców Michała jakiegoś paskudnego robala, gryzącego zapewne, coś jak giez.... brrrr!! Ja nie jestem tak odważna, ograniczyłam się do zauważenia potwora... a Piotrek i Dariusz, no proszę, czołówka, pędzą, zaraz to ich trzeba będzie pilnować.... mostek i tradycyjne miejsce zbiórki grupy :)
 
Pijemy, cień.... robi się plaża, popędzam, ruszam, kolana.... o nie, ja już nie staję!!! uliczki Józefosławia, przypomniał mi się jeden z poprzednich biegów, kiedy przepędzone przez chłopaków, jak i Beata w tym miejscu umierałyśmy już, a każdy potykacz na drodze był jak wielka góra... Michał też się rozmarzył na to wspomnienie... wspomniał jak było bosko, bo nie gadałyśmy..... :) :)
 
w nogach już ponad 16 km, skręcamy w Julianowską... i znów jest szybciej, milczymy i pędzimy.... ja jakiś czas, bo znów przypomniało mi się moje 30 km.... a może odpuszczę?? Te kolana... runmageddon przez Okulickiego, Żabka.... stop! zbiórka grupy. A Kasi i Asi.... nie ma!! i nie widać ich!! co jest, były tuż za nami!! Mikołaj dzwoni...a one... w Biedronce! :) :) Już już, chodźcie, dalej, dalej... Ostatnie kilometry, już blisko... jeszcze stadion i drążki, Mikołaj coś tam, Michał coś tam... o nie nie :) I rynek!!!
 
ależ gorąco. a fontanny pracują.... Zaczął Michał, trucht przez wodę, w tę i we wtę... mokry! ale jaki zadowolony! brrr, zimna woda!! I Kasia, dostojnym krokiem, wiadomo, pod foty.... Mikoałj żartuje, ze wszystko dla fot... A za chwile proponuje zdjęcie w fontannie!! Prosze bardzo, wchodzcie.... ja Wam zrobię!! :) Postawiłam stanowczy opór :) Gratulacje Dariusz!!! Dariusz zadowolony, ale kolana czuje... a ja niepotrzebnie podejrzewałam, że będzie ciężko!! Bo oczywiście, niezmiennie Dariusz mówi, że ok! :)
 
Jeszcze foty, foty... jakies rozciąganie... to co Michał, biegniemy dalej?! Michał już nie chce :) a ja... nie ma co, decyzja. Biegnę!! Wzięłam wodę, pa, czesć :) i.... poleciałam :)
 
Brakowało mi 9 km do trzydziestki. No to najpierw standardowo, trasą czwartkową, stadion, mostek, Żabieniec.... tłumy biegaczy!! a ja... nie mam słuchawek! już dawno tak nie biegałam, bez muzyki i sama... :) woda chlupie, całkiem dobrze jest!! Staw za lasem, tory... skręcam na górki Szymona, robię rundkę wokół stawu.... Już pierwsi niedzielni spacerowicze, już handlarze waty cukrowej i baloników.... Jednak jestem zmęczona!! Mijają mnie biegacze, usmiechnięci... a tymczasem ja chyba jak za karę wyglądam... o nie!! Jeszcze para staruszków na rowerach, co to uprzejmie usuneła się, żebym wybiegła z górek przez bramkę, utwierdziła mnie w przekonaniu, że musze tak wyglądać!! Uśmiech!! :)
 
Pewnie, czemu nie.... :) Ależ gorąco! kombinuję na uliczkach, raz lewą stroną, raz prawą, coby w cieniu.... z premedytacja ominęłam wiadukt, kierując się na trasę grójecką, o nie, w tym stanie wbiec na wiadukt.... po co ja biegłam! mogłam zostać na rynku.....
 
ale z tempem nie ma tragedii, tak obliczam i się zastanawiam, chcę by 30 km wyszło do rynku, a nie wczesniej... bo padnę :) Już Pomorska, wdłuż torów kolejki... woda mi się skończyła, szlag!! No i tu cienia w ogóle nie ma!! a miałam wziąć te krótsze spodenki, znów się opalę do pół uda....
Już Kościuszki, widze urząd... aaaaaa, brakuje!! Więc jeszcze za urzędem do Zgody i do Chyliczkowskiej!! Ostatnie setki metrów i szczęśliwie tuż przed rynkiem wybił trzydziesty kilometr!!!
 
Tak. Juz nie żałowałam, że pobiegłam!! Nogi zupełnie w porządku, zmęczenie...i gorąco!! I fontanny :) No, to weszłam, patrz Kasia, patrz Michał, ja też :)
 
 
Dobry czas. A wczesniej.... bardzo sympatyczne wybieganie!! :) Jak się przypilnuje chłopaków i nie szaleją z tempem, jest o wiele bardziej różnorodnie!!
 
Dariusz pokonał debiutancko 20 km, duma!! Już jest nasz! :)
Oliwia miała lekcję oddychania :)
Asia.... zmarzła na rowerze :P
Kasia... Kasi nic nie było :)
Mikołaj jak gdyby nigdy nic, chociaż marudził wcześniej na bieg :)
Michał... zniósł dzielnie tempo konwersacyjne!
Piotrek... on miał w głowie chyba jeszcze pieśni z dnia poprzedniego!! :)
 
A ja... a ja jestem baaardzo zadowolona z tego biegu!!
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz