Popularne posty

środa, 2 września 2015

Co nas ciągnie do biegania po nocy? Bo jest inaczej niż w dzień!! :)

Wczorajszy bieg ustaliliśmy szybko. Tak działa Karol, konkret, biegniemy czy nie, kiedy, godzina pasuje, miejsce zbiórki.... I już, wszystko ustalone! Despota.... Pojechałam rowerem, ofkors, wolniutko, coś koło 6 min/km, napawając się wolnością - już pół godziny przed biegiem, jak tylko przyszła opiekunka. Mimo, że do miejsca zbiórki miałam tylko 2 km. Usiadłam na kamiennym parapecie i obserwowałam okolicę. Nawet sennie się zrobiło, bo to blisko 21:00 :) I patrze.... biegnie Tomasz, niby mnie widzi, biegnie dalej... no nic. A zaraz... Michał! Też mnie minął.... co ja, nie tu czekam? :) ale za chwilę byli, okazało się, że Tomasz chciał dobiegać odcinek a Michał... właściwie nie wiadomo czemu pobiegł za Tomaszem :P
I Karol, jak zawsze punktualnie 2 minuty po czasie, i Kasia też już jest. Fota... było kombinacje, coś tam z tyłu światło odbijałł, mimo akrobatycznych starań Tomasza, żeby ten blask zasłonić, fota wyszła taka... jaka wyszła :)

Start z przeszkodami, najpierw Michał wpadł w nierówność chodnika, potem Kasia zawróciła upewnić się, czy auto na ręcznym... I kiedy już prawie biegliśmy kawałek, Karol postanowił biec na skróty, akurat przejściem dla pieszych, gdzie było czerwone światło :) Żartowalismy, że wykorzystuje każda okazję do zatrzymania się. Bo Karol... Bez roweru był i od początku domagał się trasy o długosci 8-10 km... dobra Karol, kto mówi że będzie więcej....

No więc ulica przy ptasim osiedlu, mleczarnia, tam chodnik z lewej, ja rowerem po jezdni pod prąd :) Przejazd, musieliśmy przeczekac pociąg (Karol miał przerwę znów:P ) i Orężna. Na Orężnej nowość, miejscami nieskończony nowy chodnik i zweżenie na moście, z uwagi na drogę dla uczniów nowej szkoły... ponarzekalismy na rozwiązanie, ale już za chwilę szczęśliwie drugi chodnik, i to po prawej, więc miała okazję jechać prawidłowo :)

Żarty, żarciki... Kasia nastawiła się na spokojne tempo i w tej kwestii mocno liczyła na Karola. Wiadomo, że w kwestii spokojnego tempa nie można liczyć na Michała i Tomasza, niestety :) Tymczasem niespodzianka, Karol parł do przodu i za chwilę już chłopaki zostawili nas na tej ciemnej ulicy, jak zahipnotyzowani stukali nogami daleko z przodu. A ja z Kasią z tyłu. Oj Karol, to Ty taki? To zobaczysz, damy Ci 8-10 km za ten pęd!! Nawet się nie oglądali...

Wkrótce koniec chodnika, wyciągnelismy czołówki. Tomek się zlitował pierwszy, wrócił do nas. No a ja, jak zbierać materiał na relację, jeździłam  raz do chłopaków, raz wracałam do Kasi i Tomasza, pogadać tu i tam :) Po drodze masa dymu, ktoś palił liscie na posesji, taka susza.... nie wolno! Michał mówił, że obowiązuje całkowity zakaz palenia jakichkolwiek ognisk...więc Karol zbeształ ludzi na posesji za ogień :) A co!

dopytywałam o czołówki.... okazało się, że najprostsza i najtańsza będzie dobra... mówił to Tomasz, który nie ma ani najprostszej, ani najtańszej... Nie wiem, jaką ma Kasia i Michał, ale Karol pochwalił się, że jego... była bardzo droga. Cena zbiła nas z nóg, Michał podejrzewał, że taka czołówka to kawę potrafi zrobić... Karol pochwalił się wbudowanym w czołówkę gwizdkiem ratowniczym (cokolwiek to znaczy), ale nie mógł zademonstrować, bo podobno taki gwizdek nie działa jak czołówka jest na czole. Pewnie są wyższe modele jeszcze, których gwizdki działają, a kawa... ale się nie znam :)


Próbowałam robić foty, w czasie jazdy, słabo to szło. A tymczasem piękny księżyc, też próbowałam focić... wyszło... słabo. Pewnie, jakbym zeszła z roweru na chwilę, byłaby super fota, ale... ale nie zeszłam :)

Chłopaki z przodu, zagadani, strach podjechać, nie wiadomo o czym... ale nie nakryłam ich na obgadywaniu :) Widać, że dobrze im się razem rozmawia, Michał zaśmiewał się co rusz. Skręcilismy, ja zupełnie już nie wiedziałam, gdzie jestem, odpuściłam ten księzyc... niespodziewanie wybieglismy na skrzyżowaniu, gdzie zaczyna się moja ulubiona droga przy torach :) Jak ja im zazdrościłam!! Miałam szalone myśli o zejsciu z roweru i pobiegnięciu, jak słuchałam tego tupotu! Ach, biec, biec!!

Dobijalismy do dyszki, Karol trzymał się świetnie, zaczął rządzić... poprowadził nas uliczkami, których dotąd nie znałam, no może poza Pomorską, która pojawiła się w międzyczasie. Na Pomorskiej szedł jakiś typ spod ciemnej gwiazdy, ani żywej duszy, tylko typ i my.... stwierdziłyśmy z Kasią, że bieganie w tym miejscu po ciemku w pojedynkę jest bardzo złym pomysłem!

Niespodziewanie wylądowalismy na Orężnej, wreszcie wiedziałam, gdzie jestem. I znów chodnik, przewężenie.. Za torami no proszę, zmiana układu, z przodu Michał z Tomaszem, popędzili.... a Karol wrócił do nas, bez skruchy zupełnie za swój wcześniejszy pęd, żeby nie było... Sądziam, że chłopaki z przodu jakiś finisz planują czy coś, ale Karol stwierdził niedbale, że jak to co to ma być tam z przodu.... z przodu jest normalne tempo!! :) :)

Zastopowani na światłach, poczekalismy na Karola i Kasię i wspólnie już dobieglismy do końca. W miedzyczasie próbowaliśmy oszacować ilość mieszkańców osiedla Słowicza, ale słaba ta matematyka była, bo jak zaczęło się od 16 mieszkań w klatce, potem ilość klatek... potem ilość bloków... to bez wyniku już byliśmy na tych samych pasach, na których na początku stawał Karol, a teraz.... na czerwonym świetle :)

Fota finałowa, no to już piękna, zawodowe selfie Kasi, ona potrafi to robić :) Po prostu. Nauczę się kiedyś :)



Dziękuję Wam za bieg! Do następnego razu! :)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz