Pomimo pewnych zmian personalnych, nieobecności Asi i Michała, grupę wspomogli chłopcy, Jan i Janusz, co ze mną, Kasią, Beatą i Mikołajem dało 6 osobową silę na dzisiejszy bieg. I Misiek był, a
jakże, Dorota przywiozła go punktualnie.
Korzystając z jeszcze odrobine jasnego nieba (wiosna, wiosna!) tym razem wykonalismy fotę przed. Jak zauwazył Jan, przed sie wygląda dużo lepiej, niż po :) Więc, tak podbudowani, tym lepszym
wyglądem, ruszylismy.
Dzisiaj rządziła Beata. Beata bardzo mocno dzisiaj chciała :) Ciekawe, zwykle spokojnie, slow, slow, Beata dzisiaj pokazała pazur. Biegła pierwsza, dyktowała tempo, więc nie namyślając się, a szczególnie będąc pod wrażeniem nowej (nieznanej mi?) Beaty, przyczepiłam sie do niej.
Szybko nasz bieg zyskał dwie grupy. Tę SLOW, typowo treningową i kaloriopalącą oraz FAST, której chciało się wybiegać jak psom :) Grupa FAST to byłam ja i Beata, SLOW - Janusz, Jan i Kasia, która nawijała jak najęta - dzisiaj chciało jej sie gadać, dlatego sprytnie wybrała SLOW.
Mikołaj nie mógł się zdecydować początkowo. Mozna powiedzieć, że z Miśkiem popłynęli i złamali zasady, tworząc grupę MEDIUM. Ale tylko do Żabieńca. Misiek wolał być FAST i Mikołaj nie miał innego wyjscia, jak nam towarzyszyć :)
Ciemna i bezludna zwykle droga żabieńcowa, dzisiaj jak Puławska w godzinach szczytu. Auto za autem. Ja sierotka, nie wzięłam latarki, więc z dusza na ramieniu polowałam na plamy światła z czołówek Beaty i Mikołaja, zeby nie połamac nóg.
Oczywiście gadu gadu. Niestety nie wiem, o czym mówiło sie w grupie SLOW, podobno o seksie i pracy, albo seksie w pracy, cos mnie doleciało o dwóch informatykach..... Być może członkowie grupy SLOW będa tak mili i dopiszą swoją relację.
W grupie FAST rozmawialismy powaznie, również o seksie i o maratonie. Mikołaj zburzył mój misterny plan treningowy na maraton, dziękuję Szefie :( Kazał czytać madre książki, a myślałam, że na bieganiu się skończy.....
Jeszcze było o kostiumach kapielowych, o porywczosci Miśka, o garniturach i prestizowych fetach, o rowerach, komputerach (i dyskach przenosnych), dzieleniu na partycje, wadze danych dla zdjęcia z lustrzanki, wadze lustrzanki, koszulkach firmowych Piaseczno Running (Mik, przeslę te linki :) ) oraz wybrednosci złodziei rowerowych :)
Fenomenem jest to, za co tez uwielbiam te biegi czwartkowe, że czas biegnie (biegnie, haha), niezwykle szybko. Ledwo rozwinęlismy na dobre tematy, okazało się, że juz Jazgarzew, potem znów Piaseczno i miły wiadukt "z górki". Pomknęłysmy z Beatą. Z nową, szybka jak szlag Beatą :). Za wiaduktem pożegnalismy Jana (kurcze, nawet z nim nie pogadałam) i zostały ostatnie dwa kilometry. Beata poczuła solidarność z Kasią i przesunęła sie do grupy SLOW. Ja nie chcąc marnie wypaść w oczach Prezesa, pozostałam FAST, starając sie trzymać fason.
Aha, o goliźnie wspomnę. No więc najpierw Kasia. Kasia się rozneglizowała. Pomijając, że wiadomo, chciała sie pochwalic koszulką z półmaratonu (a piękna jest!), to naprawdę popłynęła z tą golizną :) Janusz tez pokazał kolanka, no i wstyd przyznać, ja i Jan też. Łydki :)
Tradycyjnie już, od Biedronki na Kościuszki, zaczęlismy powoli zmierzać ku finiszowi. Jana już nie było, Beata zagadała się z Kasią, więc znów zostałam sama z Prezesem i pacemakerem Miśkiem. Misiek przesadził, tak się wczuł, że nie dałam rady skończyć równo z Mikołajem. Był pierwszy. Następnym razem mu nie daruję! Ale ja była tuż za nim, i naprawdę czułam, że biegłam.
Tak rozmawiałyśmy z Beatą... dzisiaj był dobry bieg, dobre powietrze, wielka ochota na tempo, chociaż staraliśmy się być przyzwoici w grupie FAST :)
Na placu na Miska czekała Dorota. Miała dla niego wodę. Dla PSA. A my, suche pyski :) Janusz tuz przed metą również zawrócił do domu, więc ostatnia fota, finałowa, jest w mniejszym składzie.
W niedzielę BBL. Biegnę ja, Beata, Asia i Janusz. Może Kasia się zapisze. Moze Mikołaj zabierze swoje aparaty i uwieczni nas profesjonalnie - ma dac znać, żebysmy mogły się umalować :)
Dziękuję za dzisiaj!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz