Popularne posty

wtorek, 29 listopada 2016

Metody na mróz i lenia, czyli jak wyjść zimą na trening



Osobiście dla mnie zima jest najlepszą porą do biegania. Po prostu latem... jest za ciepło :) Podczas letniego biegania marzę o tym lodowatym wietrze, a już przynajmniej chłodzącym deszczu... A potem przychodzi zima.....

Rozróżniam 3 pogody zimą:
Mróz
Odwilż
Na plusie

Mróz jest dobry. O ile nie wieje jakoś szczególnie. Najmniej przyjemne jak dla mnie jest zmarznięcie twarzy, pod koniec treningu w zasadzie ciężko coś powiedzieć, ale poza tym, fajne warunki do biegania. Nawet po śniegu :)

Co innego chlapa. Chlapa jest wtedy, gdy pod stopami jest topniejący śnieg, często do tego pada deszcz, a nawet jak nie pada, bieganie oznacza w stu procentach przemoczone buty i grzęznące w brei wodno-śniegowej nogi, a do tego płynący w górę od ziemi, przejmujący ziąb, brrrr... Dla mnie, najgorsze warunki.

Na plusie jest wtedy, kiedy... jest na plusie. Ostatnie bezśnieżne zimy i temperatura około zera, to jest właśnie pogoda Na plusie. Może ew. padać, ale wówczas i tak najłatwiej wyjść z domu, najbardziej komfortowo się biega, najmniej marznie.

Bo zmierzam do tego cholernego, zimowego zimna, które blokuje trening. Kiedy siedzisz przy kupce ubrań biegowych w domu i walczysz – wyjść, nie wyjść. Bo wypada dzień treningu, a tu pogoda po prostu mega nie taka. Taka, o jakiej marzyło się podczas letniego biegu, gdy lał się żar z nieba. Ale to było dawno, i w lato, a tu i teraz coś trzeba przedsięwziąć.


Ubierz się dobrze. Jest zima, musi być zimno. Ale ubranie ocieplanej kurtki biegowej jest zupełnie niepotrzebne. Po pierwszym kilometrze, czyli kilku minutach, po ciele rozleje się przemiłe ciepło, a potem zrobi się za gorąco. Zupełnie niepotrzebnie fundować sobie upał. Moje dotychczasowe doświadczenia biegowe – zimowe – miejskie wskazują, że nawet przy temperaturze -10 stopni wystarczające są dwa długie rękawy – koszulka i bluza biegowa, plus absolutnie cienka wiatrówka na wierzch. Dzięki takiej kompozycji, człowiek jest ubrany w sposób swobodny, wygodny, a jednocześnie ciepły, mimo że dopuszcza do pewnej cyrkulacji powietrza pomiędzy warstwami ubrań. To się sprawdzi ale....

Nie wychłódź się podczas biegu, ani po!! To moja zmora. Mokre od potu ubrania i brak ruchu to natychmiastowe wychłodzenie. Tu winne są postoje (głównie na zrobienie fot). No tak. Fotę najlepiej zrobić przed, ja zawsze robię po, poza tym pogadać jeszcze chwilę się chce... Efekt jest taki, że wchodzę do domu dygocąc z zimna i długo muszę dochodzić do jakiejś ludzkiej temperatury. Dlatego tę dobrą radę dedykuję również sobie, a może przede wszystkim :) Może w tym roku się nauczę.

Umów się z kimś. Najlepsza, stara jak świat metoda motywująca. Umówisz się – pójdziesz. Nie zawiedziesz współbiegacza. On też będzie się zmagał z taką samą pogodą, razem z Tobą. Razem zmokniecie lub pobrniecie w śniegu :) Właściwie w towarzystwie ignoruje się pogodę :) Ale jaką fotę można zrobić po treningu w śnieżycę :) ;)

Nie masz się z kim umówić a pogoda taka paskudna? Nie idź biegać :) Zaskoczenie? Ano, metoda bardzo dobra. Na mnie działa. To się nazywa MORALNIAK. Jeżeli z powodu pogody nie pójdę biegać, a widzę na aplikacjach biegowych, że moi znajomi byli, jestem po prostu zła. Zła za zmarnowany czas treningu, za brak treningu. Rzadko mi się to zdarza, ale naprawdę kac jest, że głupi deszcz/śnieg/wiatr mnie zniechęcił. Zafunduj sobie moralniaka, a następnym razem wspomnienie tego uczucia skutecznie wygoni Cię na zewnątrz :)

Nie masz z kim, pogoda z tych absolutnie do niczego, a Ty masz karnet na siłownie? Już Cię tu nie ma, ćwiczyć marsz! (ale bieganie i tak Ci zalega! :) )


I co z tego, że przede mną już trzecia zima w biegu – co drugi dzień będę siadać przy tej kupce ubrań biegowych i walczyć :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz