A tę relację napisac muszę, nie dlatego, że akurat trafiłam na podium :), ale przede wszystkim z powodu mega zaskoczenia! :)
Moja przygoda biegowa trwa już prawie rok, przez ten czas miałam okazję startować w biegach zorganizowanych. Zwykle właśnie takich niewielkich, o puli startujących 200-400 osób. Owszem, popełniłam półmaraton warszawski, ale to zupełnie inna para kaloszy.
Teraz chce się odnieść do organizacji tego konkretnego biegu.
Więc do sedna. Na ten bieg zapisałam się bardziej okazyjnie, niż celowo, ot, akurat byłam w Szczytnie w tym terminie. Fajnie, bo z pomiarem czasu, miałam wielką ochotę wreszcie zmierzyć się z dawno niesprawdzaną na zawodach dychą. Bieg organizował szczycieński klub biegowy, z tego,
co mi wiadomo, niezbyt duży, tym bardziej to spore przedsięwzięcie.
Zapisy internetowe, bezproblemowe, opłata przelew, wybór rozmiaru koszulki... o, to już jest coś! Później okazało się, że koszulki będą techniczne, co jest kolejnym plusem, bo z braku funduszu bywają często bawełniane, co oznacza, że nigdy więcej nikt ich nie zakłada. Chyba. Ja nie :)
No więc pojechałam na bieg. Wcześniej, informacje na FB: do kiedy zapisy, jak dojechać... klub sam wychodził z informacją, to też było fajne.
Wjazd w drogę, w dziki las, dobrze oznaczony, kawałek leśną drogą i stoi dziewczyna, wskazując kierunek jazdy. Pięknie! kamizelka z napisem, że jest z obsługi, kolejny plus! Dalej, jak po sznurku, kolejne osoby kierowały na wolne miejsce do zaparkowania.
Pierwsze kroki, wiadomo, do biura zawodów. Uśmiechniete dziewczyny i panie, sprawnie, bez zamieszania z chipami, szukaniem, wszystko przygotowane na 100%!
Po odbiorze pakietów - koszulka, napój energetyczny, foldery, długopis, isntrukcja zakładania chipów... czas się rozejrzeć. Impreza zorganizowana w gospodarstwie agroturystycznym, trawa, trampolina dla dzieciaków, możliwość przejechania się na koniu, bryczce, muzyka na żywo! (nawet tańce były:) )
Naprawdę rozmach! Przygotowane stanowisko START/META, maty do pomiaru czasu, poukładane kable, obsługa...
Wóz ratowniczy, wóz strażacki, przez całą imprezę. Zero policji :) :) poza ta biegająca, może dlatego :)
Przygotowano zapasy wody i napoju dla zawodników, przed biegiem jeszcze poszłam po prostu, stały zgrzewki przy biurze zawodów i wzięłam butelkę.
I nikt nie robił z tego problemu, nikt nie napisał na moim numerze startowym X (wzięta woda) :) :)
Atmosfera bardzo domowa i swobodna, fajny prowadzący z mikrofonem, uwaga... DRON do robienia nam fot :) :)
Zaplecze przygotowane również bardzo dobrze. Toi toi, stanowisko umywalkowe z mydłem, prysznice, zgrzewki papieru toaletowego przy i w sanitariatach (rzadkość!), kosze na odpady, ławki.
Sam bieg obsłużony, jak wspomniałam, elektronicznie. Po biegu - medale i wodę każdemu zawodnikowi wręczały usmiechniete dziewczyny, mega uśmiechniete!
Dalej była altana z jedzeniem dla tych, co to już przybiegli - grochówka (chyba), chleb ze smalcem i pączki :) Nie wiem, czy to wszystko, bo po prostu nie skorzystałam, widziałam co nosili inni :)
Na pewno tego co ważne, wody, było pod dostatkiem!
Dalej, oprawa. Zespół na żywo, który przygrywał w oczekiwaniu na dekorację zwycięzców, fotografowie, kamerzysta, który biegał z kamerą....
Jeszcze przed dekoracją grupowa fota, zrobiona przez Drona :) fajne!
Nagrody - uwaga, nagrody pieniężne w kategorii open, pięknie. Nagrody dla kategorii - statuetki, ale bardzo ładne, starannie wykonane, zresztą medal również mega oryginalny - podobizna Juranda ze Spychowa :)
Z punktu widzenia zawodnika jestem mile zaskoczona jakoscią tej imprezy, naprawdę chyba dotychczas nie spotkałam się z aż takim rozmachem. Widać, że sporo osób było w to zaangażowanych, i sporo wciągnietych z zewnątrz. Nagrody wręczała pani wicewójt gminy.... :)
Najgorsze, co mnie tam spotkało, to piaszczysta trasa, nie jestem przełajowcem, kocham asfalt. Ale niewątpliwie było to dla mnie nowe doświadczenie biegowe, a szczególnie dlatego, że osiągnęłam właśnie na tym biegu pierwsze swoje podium! :)
Zapraszam za rok, na Dychę Jurunda, warto!













2 komentarze:
też biagłam - organizacja była faktycznie na najwyższym poziomie. Moje najdorsze odczucia są dwa - piach i niekończąca się ilość wielkich much (ja osobiście mam z tym problem)
Te zuczki... które obsiadały koszulki :) ja też miałam z tym wielki problem, na szczęście raczej nie kąśliwe toto było :)
Prześlij komentarz