Pisanie relacji jest bardzo proste, o ile mam myśl przewodnią. Czyli jest motyw, zdarzenie, cel, cokolwiek podczas biegu, co potem wraca w pamieci szczególnie często.
Tym razem w zasadzie wracają mi ciastki, ale przy relacji z biegu na ciastki nie powinno poświęcać się za dużo treści, chociaż na pewno o nich wspomnę. A poza ciastkami, myśl przewodnia jest taka, że.... nie ma myśli przewodniej.
Bo bałagan był wczoraj. Od rana w zasadzie, bo nie wiem, jakim cudem, jak na to pozwoliłam, że przed 16:00 kupiłam rabarbar, żeby zrobić dla grupy muffiny rabarbarowo-cynamonowe z kruszonką... :) Na dodatek, zrobiłam je i zabrałam na bieg... Nie powiem, miałam dobry doping!
Grupa 8 osób, w tym od dawna niewidziana Monika, Misiek w nowych szelkach :) Upewniłam się, że auto zamkniete, w koncu ciastki na siedzeniu.... Ruszyliśmy!
Kasia miała biegać dokładnie, więc na początek skupilysmy się z tyłu, dołaczyła Asia i zaczęłysmy obgadywać grupę. Nogi Moniki, kolor koszulek Tomasza i Beaty, interwały Mikolaja z psem... Michała tylko chyba oszczędzilysmy, za daleko z przodu był.
Na zbiegu do stadionu Kasia się rozpedzila i dogoniłysmy czołówkę, czyli Tomasza i Michała... jeszcze raz opowiedziałam Kasi o zdarzeniu z dzikami i pobiegłyśmy pierwsze... takie lekkie, gadu, gadu, mostek.... i miejsce, które boleśnie wspominam, chodnik z latarniami :) Michał wiedział, co mi przypominaja latarnie, jak go spytalam :)
Rozciągnęlismy się w Żabieńcu. Ja w czołówce z Michałem, bo o ten plastik do motoru się martwię... :) Było o motorze, o stopie, o ciągnikach górskich, o niedomknietych karetkach i lekarzach-motocyklistach.... O zamroczeniu, odpowiednim stroju i braku kolejek w szpitalu :)
Za nami Tomasz, zagaiłam uprzejmie, ale nie chciał ze mną rozmawiać. On woli ze mną korespondować.... :) Coś o pobudkach było, ale zaraz dobieglismy do torów i nastąpiła pierwsza zmiana, która prowadzila do chaosu.
Okazało się, że zmienimy trasę. Monika, po kontuzji i Mikołaj, z nadwyrężoną niedzielnym biegiem nogą, woleli skrócić swój bieg, dla bezpieczeństwa, więc ustaliśmy szybko, że pobiegniemy na Górki Szymona, gdzie można biegać wokół stawu, a Mik z Moniką powolutku sobie odbiegną na rynek.
Przez groblę, przepust, pół kółka wokół stawu i Mikołaj z Moniką pobiegli. Zapanowało bezkrólewie... i chaos! Na początku jeszcze resztki dyscypliny, ale brak Prezesa zrobił swoje....
Michał i Tomasz pobiegli na interwał, ja z Kasią na pogawedkę, Asia z Beatą też, tylko inną i nieco wolniejszą :)
Dwójkami wokół stawu. Każda gdzie indziej, w innym tempie i na inny temat. bałagan!
Obgadałyśmy naszych sprinterów, bardzo pozytywnie, popodziwiałysmy ich prędkość, nogi.... Dziewczyn nie obgadywałysmy, żeby nie było przypadkiem wzajemnosci... :)
Jedno kółko, kolejne.... Kasia mnie przestraszyła, sądziłam że pies jakiś na mnie skacze... a to chłopaki skończyli interwał :) Co ja mam po tych dzikach, ledwo cień i podskakuję ze strachu....
Było o niedzieli znów... o tych 30 km, głodzie w trakcie i nieprzerwanym jedzeniu po.... o pieczywie ryżowym i glutenie.... o tym, że nigdy więcej (Michał sciemnia, wiem, że chce jeszcze), o tempie i moich znajomościach z nadwiślańskimi rolnikami i ich farbowaną trzodą...
Dobieglismy do dziewczyn, Beaty i Asi i zebralismy sie na powrót na rynek. Skończył się chaos, znów była grupa :) Więc całą szerokoscia ulicy, w tempie konwersacyjnym... chociaż nie wiem, o czym było. Jakoś tam przodem trochę biegłam i się zamyślilam, coś o drodze przy Jeziorce mnie dolecialo i pasie ochronnym rzek...
Michał mnie dogonił, było trochę o zegarkach do biegania, o bieganiu bez endo, bardzo miło mi się rozmawiało, reszta coraz bardzej w tyle, a tu.... wiadukt :) Zaczęlam kontrolować sytuację, gdzie jest Tomasz? Był za daleko. Ale miałam obok Michała i sądzilam, że porwie się ze mną na ten wiadukt. Jeszcze zawołałam Tomasz! w tył, ale tak daleko był, że pewnie nie słyszał... i pobiegłam na wiadukt. Michał się tylko zaśmiał i w ogóle nie pobiegł szybciej!
Ale ja lubie wiaduktową tradycję, wbiegłam pieknie i zaczęłam się rozpędzać w dół! Tomasz tylko mi mignął, biegł jak błyskawica, on mnie zdążył dogonić, przegonić i teraz zwiewał mi w dół, ponaglając, mało tego, przez chwilę tyłem biegł, żeby mnie ponaglić :) ... w tym tempie mojego pędzącego zbiegu!!! Powiedział, że jeszcze tylko do spowalniacza, więc jeszcze się spięlam, chociaż już słabo było :)
Ach, moje ulubione zbiegi z wiaduktu! Dziewczyny mi potem powiedziały, że Tomasz się czaił na ten zbieg. A tak mi wypominał tę tradycję :) Z Tomaszem się bardzo dobrze zbiega, bo on jest niemożliwie szybki!
Za sekundę Michał był, on też uległ w końcu tradycji zbiegu, mimo, że nie podjął się ze mna rozpędu przed.... :) I wszyscy znów w grupie, gadu, gadu, do stadionu i oczywiście podbieg na 3 Maja. Zaczęłam się rozpedzać... zaprosilam Kasię, ale ona nie, nie, a Michał znów się zaśmiał. Nie wiem, dlaczego, kiedy rozpoczynam zbiegi i podbiegi, w Michale wzbudza to niepohamowaną radość :) ale się dopytam...
Na górce stanęlam, zebrać się do kupy, i ruszylam znów z Michałem i Kasią. Obgadalismy prędkość Tomasza, już za późno, zamówienie poszło, bo był pomysł na zmianę jego napisu na koszulce klubowej... na coś w szybkoscią, wiatrem, ew. strusiem...
Jeszcze troche, do rynku. Trójkami :) U mnie, Kasi i Michała było o wstydzie, o pokonywaniu słabości, bardzo pozytywnie na koniec. I już rynek, a tam niespodzianka, Mikołaj na nas czeka! :)
Monika już poszła, Mikołaj i Dorota też juz dawno mogli pójść, ale poczekali. Tym samym skończyło się bezkrólewie! :) Pobiegłam po ciastki!
Ciastki smakowały :)
Było ich o wiele więcej niż nas, więc mozna było zjeść więcej niż jedno. Tego jeszcze nie było, zajadanie ciastek, siedzenie na ławce.... I wyszła z tego sesja :) My na ławce, chłopaki z tyłu, pies mi ucho liże.... odpowiednia ekspozycja nóg, poprawa fryzur (ja nie, czapka) - Kasia nowy look od wczoraj...
Zrobiło sie przesympatycznie. Nawet Prezes zrobil chwilę wcześniej rekonesans w pobliskich knajpkach, na szczęście zamykano... bo taki fajny bieg, zmienił sie w towarzyskie spotkanie, a knajpa... by nas pochłonęła :)
Mik już pojechał z Dorotą. My tak jeszcze trochę... nie za zimno było, wiadomo, że czas już, ale było sympatycznie jeszcze kilka słów zamienić :)
Zresztą, tak naprawdę czwartki trwają dłużej... przy kompie! Bo trzeba rozeslać foty... pokomentować :) I znów w piatek ciężej wstać!
Bardzo dziękuję Wam za bieg!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz