Popularne posty

piątek, 8 maja 2015

Jak było jeszcze przyjemniej!


Ten czwartek zapowiadał się tłumnie. Na bieg zadeklarowało się kilkanaście osób,
chociaż wiadomo, że zwykle pomimo deklaracji, przychodzą Ci sami. Czyli My.

Zaparkowałam przed placem i akurat nadbiegł Mikołaj. To było wejście! W klubowych
koszulkach (my), w towarzystwie samego Prezesa (ja), co to był za pochód przez środek
rynku!! :) Oczywiście nie uszło to uwadze skadinąd ostatnio bardzo kąśliwego duetu
Beaty i Asi :), więc dostał mi sie odpowiedni komentarz i porcja domysłow na temat
"chodzenia z Prezesem"... :)

Ale to nie koniec ich barwnych słowotoków w tym dniu. Dopiero zaczynały!
No i niespodzianka, nowy biegacz, Marek. Fajnie, jest nas więcej. Kasia kazała tym
razem na siebie poczekać, ale to w sumie nie zaszkodziło, bo po czasie przybiegł też
drugi nowy nabytek - Tomasz.

Zimno już było, Mikołaj wyganiał na bieg, ja cisnęłam na fotę. Póki jasno i póki ładnie
wyglądamy :) Sfocił nas jakiś nieletni, któremu ciężko było ruszyć tyłek z ławki do tej
foty...
Piękny skład. Beatka, Asia, Ola i Kasia. I ja. Najładniejsze piaseczyńskie biegaczki. I
dzisiaj wyjątkowo liczny udział panów: Janusz, Tomasz, Marek, Michał i Mikołaj. Wtedy
nie mogłabym tego powiedzieć jeszcze, ale teraz po biegu mogę, odpowiedzialnie, silna
grupa!


Startujemy. Wzbudzaliśmy wielkie zainteresowanie, jeszcze nie mediów, ale przechodniów,
oczywiście miało być wolno, a Beata..... Ja jej grzecznie zwróciłam uwagę :) Beata
przyhamowała, co z tego, jak cisnąć zaczęła Kasia.

Więc my z Kasią na czele, trochę z Michałem i Mikołajem, trochę bez... Bo z Kasią nie
widziałam się już dawno, więc było sporo do omówienia. O biegach, pucharach, strojach
biegowych, o strojach to nawet Michał się przyłączył :) Szczególnie jak było o
biegaczce w samej spódniczce :)

Trudna moja rola, tu fajne gadanie, nie wiem, o czym z tyłu.... Przyłączył się Tomasz, więc
zaczęłam go pouczać, o co chodzi z tą niedzielą i wybieganiem. Bo akurat nadbiegł, jak
domawialiśmy z Michałem szczegóły naszego debiutu na 30 km, który od jakiegoś czasu
planujemy, a który chyba nastąpi za kilka dni... :)

Dalej chciałam go pouczać, ale on wtedy mnie poinformował, że nie mam się co wysilać,
bo on wszystko wie, i wszystkich już w zasadzie zna, bo czyta moje relacje!!!!!
Poziom mojej radości i dumy nie nadaje się do ujęcia w słowa. Zresztą, Michał,
widziałeś.....

I już po lesie, zostawiłam chłopaków, żeby dowiedzieć się, o czym tam z tyłu jest...
Kasia przechwalała się fotką z kimś, nie pamietam kim, ale on szybko biega. Trochę
uwagi poświęciliśmy też jakości fontann piaseczyńskich w odniesieniu do tych
warszawskich, wartościowym prezentom, ale tu już ciszej, bo Janusz słusznie zauważył,
że tak naprawdę nie wiaodmo, kto pracuje, albo ma w rodzinie pracownika urzedu
skarbowego...

Ola w ogóle to była dzisiaj w tak kolorowych spodniach, że normalnie jak sie patrzyło
na grupę, tylko ją było widać. Najpierw udawała, że martwi ja utrata telefonu, a potem
wciaż konwersowała. W tym akurat biegu konwersowała chyba nawet więcej niż Beata...

Mikołaj, jak na prezesa przystało, był wszedzie. Z przodu, z tyłu. Pilnował zgub i
gaduł oraz sprinterów. Nasze nowe nabytki solidarnie większość trasy trzymały się
razem, chociaż bardzo się staraliśmy, żeby dobrze sie poczuli. Ja nawet raz sie
postarałam za bardzo, ale o tym za chwilę.

Dowiedziałam się, że Asia z Beatką uwielbiają wspólne poniedziałkowe biegi i bieganie
tak im sprzyja, że zaczynają je adorować trzydziestolatkowie.... jeżdżą za nimi autami
i próbują zagaić o bieganiu... mylą chyba biegi -te z auta z tymi na nogach, w każdym
razie dziewczyny mają opracowaną trasę tak, żeby w odpowiednim momencie skręcić tam,
gdzie samochody nie mogą wjechać :)

Znów wróciłam do przodu, do Michała i było trochę o podbiegach, o Kazury, o czapkach do
biegania, o wstydzie i długości włosów. Zaczęłam się bać Kazury, więc wróciłam do Kasi,
i dziewczyn. Tak, poziom uszczypliwości Asi i Beatki wzrósł znacznie, tym razem było o
wianuszku... ale nie będę wszystkich wprowadzać w szczegóły :)

Na mojej ulubionej drodze była najmilej. Zbilismy się w jedną grupę, wczesniej było
trudno, wobec aut i braku chodnika. Widać było, że stare i nowe chłopaki coraz więcej
rozmawiają, znaczy się, jest dobry klimat. Ola dopadła Michała z konwersacją, nie mam
pojęcia o czym, ale od tej drogi do samego końca po prostu wsiąkli w temat rozmowy.

Kasia zajmowała sie nowymi, z Mikołajem i Januszem, na czele. A my gadu gadu, na końcu.
Za pasami porzuciłam dziewczyny. Musiałam zrozumieć, o co chodzi z tym, że Janusz wciąż
jest albo na czele, albo prawie na czele grupy! No, no, cisnął niesamowicie, bardzo
dobre tempo, widać, że z biegu na bieg jest coraz bardziej wybiegany i szybki! To sobie
tak biegłam za pędzącą Kasią, nowym szybkim Januszem, Mikołajem i Tomaszem i patrzyłam
na ich nogi :)

Zbliżał się wiadukt. Ulubiony, ale żeby z niego zbiec, trzeba najpierw troszkę podbiec.
Kasia stwierdziła, że nie, więc pouczyłam Tomasza, że to tradycja, ten zbieg.... i
zaczął mnie gonić. Właściwie jak byłam już na wiadukcie, miałam dość. Ale że zaczęłam z
ta tradycją i Tomasz sie przyłączył, dbając o jego dobre samopoczucie, zrobiłam ten
zbieg....4,08 max. Ale mnie wyprzedził na dole. Musze więcej ćwiczyć :)

Poza przyjemnością korzyść z tego taka, że zanim nadbiegła reszta, my już
odpoczywaliśmy. Zaraz Marek, Kasia i niespodziewanie Janusz.... ktoś się przebrał za
Janusza, jak nic!

Jest komplet, powolutku do rynku. Czajewicza... Okazało się, że Marek jest moim
sąsiadem, a w ogóle to Kasia nie lubi warszawiaków. Przy Prezesie tak...

Mikołaj się czaił. Widziałam to, ale nie sądziłam że tak wcześnie zacznie. Zaczął już
od biedronki. Nowi przycisnęli, no i ja też. Ha! nie podołałam w takim tempie, mój maks
był 3,49 :) a oni się oddalali. Mikołaj na czele, kłamca.... :)

Taki finisz... grupa się zbierała dość długo. Nawet zaistniały obawy, że Janusz się
zgubił, ale na szczęście się odnalazł :)

No jest już długo, ale to jeszcze nie koniec. Dwa słowa, subiektywnie, o naszych
zawodnikach dziś.

Ola rządziła konwersacyjnie. Długo zastanawiałam się, komu przyznać pierwsze miejsce,
Ola po prostu była bezkonkurencyjna! Mimo, że wciąż nie wiem o czym, chyba coś o
jedzneiu trochę było...

Beata i Asia poprzez częstsze, niż czwartkowe wspólne przebywanie ze sobą, wyostrzyły
swój okropnie złośliwy, podwójny dowcip, przestrzegam, trzeba uważać, co widzą i
słyszą, a także, co sie do nich mówi. Nawet milcząc nie mozna mieć nadziei, że
odpowiednio tego nie skomentują :) :)

Kasia jak zwykle, wylaszczona i wygadana, nie ma dla niej osoby, z ktorą nie znalazłaby
wspólnego tematu, nikt sie przy niej nie nudzi, a ona nie ma żadnych skrupułów do
poruszania każdego tematu.

Janusz, ach! Nowy, szybki Janusz, już uśmiechniety, a nie zbyt zmęczony by oddychać.
nawet gadający! Super patrzeć na jego biegowy nastrój i dumę.

Michał, Michał jak zawsze zrelaksowany, gotów do rozmowy w każdym tempie, bo jest
przypadkiem, dla którego nie ma granicy tempa konwersacyjnego... I ta długość jego nóg
:)

Tomasz, jak na nowy nabytek, zupełnie nie onieśmielony, bardzo miły, myśle, że mu się
podobało, co znalazło or razu swoje ujście na FB, forum, endo i czacie :) :) No i
szybki jest :)

Marek równie śmiały, ale musimy popracować nad topografią miasta, spoko, ja też na
początku nie wiedziałam, gdzie jestem. Grunt nie zgubić grupy! Kontaktowy i
najwyraźniej uwielbiający finisze :)

Mikołaj, jak zawsze, odpowiedni człowiek na odpowiednim stanowisku. Nic nie robi nie
tak, jako Prezes. Biega i wolno, i bardzo szybko. Konwersuje na każdym poziomie i
prawie w każdym tempie :) a poza tym, że jest Prezesem, jest super kolegą.

A ja, a ja jestem bardzo zadowolona :)

Była jeszcze fotka, kilka nawet, naprawdę, stanowczo za szybko się kończą czwartkowe
spotkania! :)
Dziękuję za bieg! I już czekam na kolejny :)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz