Popularne posty

wtorek, 28 kwietnia 2015

Jak rozruszałam córkę i zrobiłam niechcący zyciówkę


Miało być zupełnie inaczej. Miał byc towarzyski bieg na kilkanascie km. Ale raz, pogoda mocno niepewna, burze w zanadrzu, dwa, wstępnie zdeklarowany współbiegacz jednak nie mógł.

No ale, posiadanie lub nie, współbiegacza w moim przypadku może umilać, ale nie determinuje faktu, że wypada mój dzień biegania! I mimo, że żałowałam bardzo pierwotnego planu na długi dystans, a także naprawdę doborowego towarzystwa, zaplanowałam szybko krótszy i samotny :)

Wrócilam z pracy po 19. Córka w domu sama, maz z młodym bóg wie gdzie... Zaproponowałam jej - chodź ze mną biegać! Jak na dziecko ery tableta (który jest w serwisie, wymiana szyby:) ), zaskakujaco natychmiast sie zgodzila. No, to mama przebierka, zegarek, akurat chłopaki nadeszli.... a my wychodzimy!

Daga rower, ja nogi, startujemy! chodnikiem we dwie, raz obok siebie, raz gęsiego, w zalezności od szerokosci chodnika i gęstosci pieszych :) Najpierw do szkoły, potem tory, za torami boczna uliczka, bez chodnika. Daga miała pewne trudnosci w nadążeniu za mna, co odnotowałam z satysfakcją, przypomniałam jej o przerzutkach :)

Na Kieleckiej dowiedziałam się, że szybko biegnę :) Poprosiłam Dagę, by to ona mówila, bo ja jestem zasapana. W koncu pędzę! No więc nie trzeba było powtarzać, dowiedziałam sie o różnych szkolnych sprawach, taki bieg to skarbnica wiedzy o dziecku, szczególnie, ze mama nie mówi, tylko słucha :)

Pedziłam, oj tak. Dodatkowym napędem była Daga na rowerze, która w koncu złapała własciwe tempo - tempo poganiania mamy - i juz nie zastanawiałam sie nad niczym innym, tylko nad tym, by jej z tempa nie wybić :)

Była zaciekawiona, biegłam trasą, której nie pokonalysmy wcześniej autem ani rowerem, był juz mrok, nie wiedziała, gdzie jest, po czym odkrywała znajome miejsca. Tory, kościół, Mleczarska, Decathlon - jest 5 km! Mamo, jak ty to zrobilaś, że sie tu znalazłyśmy!? O nie, córeczko, to nie koniec, mimo, że pod domem, lecimy dalej.

Wzdłuz Energetycznej, pasy a za chwile skończył nam się chodnik. więc wpadłam na ściezkę, Daga za mną. I mówi o tej sciezce: Mamo, mama lubi takie, że tak powiem, ekstremalne przezycia :) No po prostu miód malina dla moich uszu! Potem Rubinowa, Daga zaciekawiona, czy ona już tu była kiedyś? Przypomniałam jej, że jak była malutka, to jeszcze nie było poczty w Mysiadle, tylko właśnie na rubinową na pocztę się chodziło, a naprzeciwko poczty jest sklep z super zabawkami. Chyba mocno to odnotowała :)

No dobra, raz na czerwonym, mała uliczka, niepedagogicznie, ale Daga uspokoiła mnie "mamo, prawie zielone juz było" :) A poza tym wysłuchałam całego repertuaru piosenek z muzyki, Daga zadowolona, zgrzana rozśpiewana... Ja tez bym spiewała, gdybym miała troche oddechu i w ogóle nie fałszowała :)

Koło Auchan Daga znów odkryła Amerykę - mamo, jak to zrobiłaś, że wybiegłysmy tu!? Bo pomimo, że jechała na rowerze, mówiła wciąż o nas "biegniemy" :)

Wiało w tym odcinku, miała załzawione oczy, ale już wkrótce był skręt. Sfociłam się, a jakże! z córka, córka sfociła mnie w moich nowych, zbyt krótkich na moja tusze spodenkach (dobrze że nie założyłam ich na bieg z współbiegaczem, umarlabym ze wstydu:) )



No i końcówka.
Cały bieg musiałam podawać córce aktualny czas i dystans (fachowa kochana, jak mama:) ), ale najwieksza nagrodą było jak zapytała, czy jutro biegam albo w inny dzień, i czy Ona moze ze mną :)

Dumne z wyczynu i zmęczone, pokonałysmy 8 km. Dziękuję córce za bieg. dzieki niej mam zyciówkę, a ona... ona chyba może polubić ten sport!

2 komentarze:

www.esencjablog.pl pisze...

Tak właśnie zaszczepia się miłość do sportu u dziecka :-)

Unknown pisze...

Była dumna, ze ma mokrą koszulkę :)

Prześlij komentarz