Popularne posty

niedziela, 12 kwietnia 2015

Jak reprezentowałam klub :)


Dzisiejsze BBL było wyjątkowe. Raz, z powodu juz wiosennej aury, dwa, zabrałam całą rodzinę, więc mogli oglądać mamę i żonę na mecie. I trzy, nie biegłam już jako ja. Znaczy, nie tylko jako ja, ale również jako członek reprezentacji klubu :)

Gorączka przedstartowa trwała już od kilku dni. Może nie gorączka, ale podniecenie tym, że będzie silna grupa Piaseczno Running, aż 4 osoby, w tym Asia, która brała pierwszy raz udział w zawodach zorganizowanych. Postanowilismy spotkać się, zrobić wspólną fotkę przed (i po, ale o tym potem) oraz dać z siebie wszystko :)

Na samych zawodach spotkałam masę znajomych gąb. Parkruniacy z Konstancina w dużej liczebnie sile - pozdrawiam! Marcin z 3 Kopce Running Team - gratuluję!! :) Łukasz Kurek... a o nim potem.

Bardzo ucieszyłam się również, że w zawodach postanowili wziąć udział Piotr i jego siostra Monika, z którą miałam przyjemność biec w półmaratonie. Z Piotrem nie miałam tej przyjemnosci, bo on biega w tempie, które jest aktualnie poza moim zasięgiem.... Może jak on się zestarzeje, a ja wzmocnię, kiedyś pobiegniemy razem :)

Umówilismy się o 10, i w zasadzie zaparkowaliśmy 10:10, ale przegramolenie się z moimi pociechami paręset metrów, z rowerkami, hulajnogami i nadaktywnym Tymem spowodowało, że pojawiłam się mocno spóźniona.... JA. Ogromnie przepraszam! Dziewczyny Beata i Asia już czekały, zmarznięte, bo pomimo przyzwoitej temperatury, wiało silnie. Jednak usilnie namawiałam je na bieg "na krótko", teraz były opatulone w długie bluzy. Asia się skusiła, Beata - nie :) A i Janusz był, i Monika też się znalazła, więc foty, foty, foty - i żeby nogi było widać :)

Z Monika była zabawna sytuacja.... Podchodzę do dziewczyn a Beata mówi - "patrz Kamila, mam pomysł na koszulkę klubową, jest tu taka dziewczyna, o widzisz... zrobiłam jej fotkę z tyłu, bo się wstydzilam z przodu.." Ja patrzę, a ona mi Monikę pokazuje :) :) Monika biega wraz z Piotrem reprezentując Google Team, więc prócz koszulki biegu, miała na sobie dodatkowo słuzbową w barwach klubu :)

Czas leciał jak szalony, wołają na rozgrzewkę. Beata prze do przodu, no tak, z przodu robią foty, trzeba się wylansować :) No to lansowaliśmy się koło 8 minut i spacer na start.

Małżonka zostawiłam przy ognisku, gdzie zachwycony Tym wrzucał do ognia wszelkie liscie i patyczki, placzące się pod nogami. Wiedziałam, że będą czekac na mecie.

Kontynuując lans, wbiłyśmy się na starcie przed samą linie mety, aż nas facet z obsługi cofał.... No bo foty, foty.... wiedziałam, że popełniamy jeden ogromny błąd - a w zasadzie dwa w jednym...: po pierwsze przeszkadzamy szybkim w starcie (ale grzecznie ostatecznie skupiliśmy się z lewej, by przeszkadzać najmniej), po drugie wystartujemy za szybko - niesione adrenaliną czołówki i grozi to kolka lub wypaleniem.

Sympatyczne, chóralne odliczanie i start!

No, oczywiście, było za szybko. Ja skupiłam się na biegu z Moniką, pierwsze kilkaset metrów to była gonitwa, wiedziałam, patrząc na zegarek, że jest tak dobrze, że aż źle. Szybko spokorniałysmy. Raz, z braku mocy na taką prędkość na cały dystans, dwa, z powodu podłoża.

Leśne podłoże jest bardzo wymagające. To nie była droga leśna, to były leśne ścieżki. Pełne wystarjących korzeni, leżących patyków, miejscami piach, błoto, trawa, raz miękko, raz twardo :) I tak jak podczas BBL Zimą cały bieg skupiałam się, by się nie połamać, ślizgając się na śniegu, tak tym razem cały bieg to było staranne dobieranie toru biegu na leśnych sciezkach.

Odbiłam od Moniki. Nawet miałam zamiar zwolnić dla towarzystwa, ale stwierdziłam, że jest to niebezpieczne. Rozbujałam się na równe tempo i każde zwalnianie czy przyspieszanie mogłoby się skończyć źle.

Gorąco było, a jakże :) Szybko czułam satysfakcję, że nie ulękłam się wiatru i rozebrałam. A jak gorąco, mocno chciało się pić. Oj i to jak. Na dychę to mógłby chociaż jeden wodopój w drodze być. Prócz błotnistych miejsc, nie było nawet kałuż, na które możnaby tęsknie popatrzeć :)

Czułam ten bieg. Czułam, że pobiegłam w poniedziałek 24 km. Czułam, że pobiegłam w piatek z Mikołajem 13 km, po czwartkowych klubowych 13 km.... Czułam to, bo byłam naprawdę mocno spięta. Z planowanego 5,20 nic nie wyszło, ale nie jest źle, średnia mi wyszła 5,28, więc całkiem ładnie.

Meta była super! Przy taśmach stał mój mąż, z Tymem i Dagą :) Pomachałam i wpadłam za linie mety. Medal i już miałam syna na rekach :)  Za chwileczkę Beata, zmęczona ale szczęsliwa. O Piotrze nie wspomnę, jak ja finiszowałam, pewnie już jadł :) Dalej Monika wpadła na metę. Chwilkę porozmawiałam z Beatą, widać było, że jest zadowolona. Jeszcze miałam okazję porozmawiać na mecie z Asią, która była baaardzo zadowolona, miała błysk w oku, że ukończyła właśnie swój pierwszy raz!

Umawialismy się na fotkę. Niestety, ja musiałam uciekać, bo syn już miał dość. Widziałam wbiegającego na metę Janusza, jak już odchodziliśmy. Każdy gdzieś poszedł, może łatwiej by było razem coś spożyć, jakbym była sama, a tak poszłam ze swoją dumna rodzinka do samochodu. Zresztą może i dobrze, że nie było zdjęć PO. PRZED wygląda się dużo lepiej :)


Jestem bardzo zadowolona. Prezes klubu umiescił nasze zdjęcie na stronie Piaseczno Running :) Dzięki!

Asia zadebiutowała. I chyba została wciągnięta :) wyglądała na bardzo usatysfakcjonowaną!

Piotr smignął tylko, wiem, że przewrócił się na trasie i poobijał, mimo to, miał niezły czas.

Beata, szybka, jak zawsze.

Jak zawsze dokładny Janusz :) :)

Miało być o Łukaszu. Łukasz Kurek pojawił się na starcie, ale oczywiście mnie nie zauważył. Spotkalismy się dopiero za metą. Spytałam, jak mu poszło (spodziewałam sie podium!). Łukasz mówi "słabo!" ... więc pytam, który był, a on: DRUGI...... :) :)
Gratuluję!!

Mikołaj, możesz być dumny z drużyny Piaseczno Running!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz