Popularne posty
czwartek, 16 kwietnia 2015
Co to jest tempo konwersacyjne
Dzisiaj to temat przewodni. Ano, czwartkowe spotkania biegowe Mikołaj propaguje jako bieg kilkanascie kilometrów, w tempie spokojnej rozmowy :)
Kto był spokojny i rozmawiał? Beata! :)
Dzisiejsze spotkanie było nieco inne. Na rynku pojawił się wpierw Michał, zaraz potem Aga i Ola. I stara cześć ekipy, czyli ja, Beata, Joanna i Mikołaj. Nawet się jeden jeszcze biegacz pojawił, biegł wprost na nas, ale minał nas i pobiegł dalej, mimo, że była punkt 20:00. Najwyraźniej nie wygladalismy na biegaczy....
fota, fota! Przed, więc wyglądamy niezle :)
Czekalismy jeszcze kilka minut, dając szansę spóźnialskim, ale juz nikt sie nie pojawił, więc w silny składzie słabej płci - 5 kobiet i słabym tej niby mocnej - 2 panów, ruszylismy.
Jak ostatnio, tempo nadawała Beata. Wyposzczona, a ja z nią, dla lansu. Panowie chwilę razem, meskie sprawy, cos tam o powrotach do biegu było, ale nie za duzo udało mi sie podsłuchać, bo Beata parła naprzód.
Juz na mostku widac bylo, że odstawiłysmy grupę, więc na kolejnym zakręcie poczekałysmy na slow runnerów.
W Żabieńcu przygarnęłysmy Michała do czołówki. Michał wyglądał na zawodowca, mimo, że niepozornie akceptował nasze 6,30 :) Szybko przeprowadziłysmy wywiad środowiskowy i okazalo się, ze Michał ma na koncie półmaraton w czasie 1.31 czy coś blisko bardzo. Szczęki nam opadły. Tzn mi, bo Beacie szczęka nie opada. Ona błyskawicznie się dostosowała do sytuacji :)
A za nami nasze nowe dziewczyny, Aga i Ola, Joasia się nimi zajęła. Mikołaj najwyraźniej był zadowolony z powiększenia grupy ale też zyskał dodatkowy obowiązek - bycia i tu i tam :) Więc raz w czołówce, raz z tyłu, wszędzie go było pełno :)
Ciemne ulice Żabieńca i my, dobrze oświetleni, migajacy i odblaskowi, ale momentami to było niebezpiecznie. Niektórzy kierowcy późno zjeżdżali na przeciwny pas, a długie światła często były w uzyciu.
Dzisiejsza tradycją było, ze Beata rządzi. I prowadzi konwersację. wydaje mi się, że dla naszych nowych dziewczyn to nie było tempo konwersacyjne, ale przynajmniej słuchały. Dobry słuchacz w biegu to skarb :) Gadacz zreszta też! Albo, słucha ten, kto nie moze gadać! :)
Krótki postój w Jazgarzewie, na zakręcie, jeszcze chwila i już moja ulubiona droga przy torach. Pusto, spokojnie. Aga jednak wolała inaczej. Wlazła za żywopłot i biegła wzdłuz torów, kontrolowalismy, czy widać jej lampkę :)
Na tej drodze zbilismy się przez chwilę w jedną grupę - poza Agą, która wolała inaczej :) I to mozna nazwać tempem konwersacyjnym.... W końcu mogłam posłuchac Oli, a gadki nasze wiadomo, biegowo babskie, więc szybko chłopcy stworzyli męska grupę czolową, nie wiem, czy nudziły ich nasze tematy, czy za wolno im było.... Przy głównej do Grójca Michał zaczął ćwiczyć. robił cos jak przeplatanki na wuefie, bokiem, nogi w supełki, jakby zupełnie nie leciało za nim stado zmachanych bab. Ale pamietalismy, że to zawodowiec (1,30) więc podziw kapał z nas wraz z naszym potem, no, tylko z Mikołaja nie kapał. Ale, maratończycy tak mają :)
Z uwagi na Agę, która wolała inaczej, skrócilismy nieco trase, ale tak naprawdę niewiele. Były tory kolejki, Ja, Joanna i Michał, w tym ja i Asia zasapane, a tu dopada nas Beata, która chyba tak naprawdę nawet na moment nie przestała konwersować.... :)
A Michał.... biegł po podkładach kolejowych! Czyli robił tuptuptuptup na nasze tuptup. Ćwiczył. przemilczałysmy naszą oczywistą ignorancję treningową, tym bardziej, ze publicznie przyznałam się do leku przed podbiegami....
Biedronka, Ja, Beata, Asia i Michał. rośnie tempo! Joanna chyba nam pomachała, nie oglądałam się, bo Beata zaczęła mnie wkurzać. Przyspieszała. Tempo rosło. Tuptałysmy juz jak bombka zegarowa, kiedy Michał, jak jeleń (przepraszam za porównanie, ale nic mi nie przyszło innego), susami spokojnymi, jego krok na nasze pięć, po prostu odbił od naszego finiszu!
Beata, która podczas finiszu, wciąż miała tempo konwersacyjne.... ( :) ) zmyła głowe Michałowi na rynku. Że nas nie pchał, tylko sam finiszował. Wiadomo, z Mikołajem jest lepiej, ale on finiszował zaraz za chwilę.
Wszyscy zbiegli. Nasza uwaga była skierowana na nowe osoby, co myśla, jak się czuja, czy im sie podobało. Dziewczyny trochę zmęczone, ale widac było, ze zadowolone! Michał wyglądał, jakby własnie wstał po super wyspanej nocy przed wolnym dniem. Mikołaj jak zawsze, w zasadzie nie zmęczony, ale nie ma sie co dziwić, dzisiaj nie finiszował ze mną :)
Super, ze przyszły nowe osoby. Miłe, kontaktowe. Ola zarzeka się, że spróbuje znów - czekam :)
A moim ulubionym współbiegaczom serdecznie dziękuję za kolejny miły i energetyczny bieg!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz