Popularne posty
niedziela, 31 maja 2015
Jak zakończylismy maj :)
Nie ma to jak wstać w niedzielę o 6.... :) Z własnej, nieprzymuszonej woli! I już przez internet widzę, jak podniosła się Kasia i Tomasz. Oj, jak marudzą! Że niewyspani.... Ale wiadomo, że jak już się obudzili, zaniedługo sie spotkamy :) Uwielbiam ich za to!
Pierwsza dotarła Beata, zadowolona, po 2 km rozgrzewki... no, super, ja zwinieta, na krótko, wiatr, 12 stopni... brrr! Za chwile Kasia, wylaszczona jak zawsze, czapka, okular, siódma... A Tomasza nie ma! Dzwonić, nie dzwonić... przecież wstał!, czekamy :) Tak, Tomasz, podobnie jak w piatek, zrobił efektowne wejście :) A raczej wbieg. No, nie było oczywiście aż tak dobrze, jak w piatek. W piatek opadła mi szczęka :)
Szybka komunikacja z satelitą, ruszamy. Selfik jeszcze, wiadomo, o tej porze fotografów brak na rynku... Było wiadomo, że będzie dość szybko. Jak na niedzielne wybieganie ofkors. Czasem sterowała Beata, która musiała o 11 być w umówionym miejscu, więc wiadomo było, że mamy 2 godziny. Co to dla nas.... :)
Ja i Beata z przodu, Kasia i Tomasz z tyłu. Plan na Zalesie, Bobrowiec. To taka fajna trasa, wiadomo, że do rynku na powrót jest dokładnie 20 km. No może za wyjątkiem miernika Kasi, który żyje zwykle własnym zyciem i nic sobie nie robi z satelity, map i naszych zegarków :P
Żabieniec...las... w lesie Kasia oprotestowała tempo, które odrobinę schodziło poniżej 6. Wiadomo, człowiek prosto z łóżka, bez rozgrzewki... Zwolnilismy na pozór, żeby miała czas się rozkręcić. W lesie było o zawodach. O paskudnych trasach-pętlach, które powodują, że biegnąc na dluzszym dystansie ogląda się szczęśliwców wbiegajacych na metę z tego krótszego biegu... :) Trochę o imprezie piatkowej było... o pizzach, mohito... o wyczynie Tomasza! Tomasz dzień wczesniej zrobił zyciówkę na 5 km i bardzo ładny wynik na piaseczyńskiej piatce. Co najważniejsze, biegł w klubowej koszulce!! :)
Coraz cieplej, Kasia zasygnalizowała, żebyśmy pamietali o sklepie, pić! W planie była Żabka za Zalesiem, mój i Beaty punkt nawadniania z jednego z poprzednich biegów. Potem było o nazwach ulic. W Zalesiu ulice się tak pieknie nazywają... Droga Dzików... Przebudzenia Wiosny...Konika Polnego... podobno dzieci-przedszkolaki wybierają nazwy :)
Kasia znów o sklepie... No to jeszcze trochę! Tomaszowi jeszcze zimno, zrobił sobie mały sprint do skrzyżowania, na rozgrzewkę, chociaż naszym zdaniem biegł kolejke zająć... no, nie, poczekał. Ostatnia prosta przed sklepem, ja z Beatą... chodź, chodź... my tę kolejkę zajmiemy! No to się rozpedziłysmy, nie na wariata, bo to dopiero połowa drogi, ale całkiem dynamicznie było :) Beata się domysliła, ze chciałam szybko, żeby dłużej odpocząc przy sklepie, w oczekiwaniu na resztę... Wpadamy na parking przed Żabką, pod drzwi! zamknięte!!!
O co chodzi, napisane, że od 6 codziennie... Jeden klient podjechał autem, równie zaskoczony... Kasia i Tomasz już są. No pięknie, a my tu...sprint... :)
Nie ma co, dalej będą inne sklepy, lecimy, szkoda czasu. Beata nieustannie na początku, równo, rytmicznie, zaczęło być szybciej, Kasia juz się rozgrzała, Tomasz to wiadomo, on zawsze może... silna grupa.
Skrzyżowanie w Jazgarzewie, w kółko o tym gadam, że tam zawsze wspominam koleżankę mieszkającą w poblizu, mam ochotę do niej kiedyś wpaść podczas niedzielnego wybiegania, coby się czegoś napić... byłaby mega niespodzianka! Spragniona Kasia poparła mój pomysł, chętnie ze mną by zaskoczyła Monikę.... :)
Sklep, sprytnie jakoś mało wyeksponowany, zauważył Tomasz. Napiliśmy się, jeszcze trochę wody ja i Tomasz zabraliśmy na drogę. Ojjj, kolana!
Kosciół, runmageddonowe skrzyżowanie, prosto do Bobrowca. W Bobrowcu zaczęło byc o rowerach, kierowcach, przepisach... A wszystko przez starszego pana, który zwrócił nam uwagę, że biegniemy ulicą. No pewnie, że ulicą! Lewą stroną, schodząc z drogi autom... Jak ktoś nie biega, to nie wie, że jak już po twardym, to lepszy asfalt niż chodnik, krzywy, śliski piaskiem... Tak, zgodziliśmy się, że niektórzy tak mają, ze mimo, iż coś ich nie dotyczy, swoje zdanie, zwykle niezadowolenie wyrazić muszą. Taka ich natura.
Starszy Pan wywołał w Tomaszu rowerowe wspomnienia, szczególnie utarczki z kierowcami aut. W ślad za tym było o siedzeniu na kole.. o kurierach rowerowych jako osobnym gatunku :) O zającach, łykaniu zawodników, Tomasz wspomniał, jak łykał ich dzień wcześniej.. :)
Strasznie szybko mijają te wybiegania! Ani się obejrzelismy, koniec Bobrowca, skrót przez pole... TO POLE, gdzie Tomasz poprzednio oswoił sie z tempem Janusza :) O krwi było, karmieniu piersią, o tym jak Tomasz karmi.... O kierowcach aut, którzy uczą biegaczy moresu... o kierowcach aut, którzy są biegaczami... o potencjalnych biegaczach za kółkiem i jak w kierowcy rozpoznać triathlonistę :)
I coraz szybciej!
jeszcze Kasia miała plan na sklep, ale chyba już zbyt dobrze jej się biegło, odpuściła w zamian za moją wodę... Spoko, Orężna była mega dynamiczna, ja to lubię biec obok Beaty tak, że jednoczesnie tupiemy, to mnie mocno wpasowuje w bieg :) Kasia sklep odpusciła, ale i tak za chwilę zupełnie rozwaliła nam super tempo... przez ptaszka! Co za kobieta... :)
Po udzieleniu pierwszej pomocy, ruszylismy dalej. im dalej, tym szybciej, Ja i Tomasz na czele... w klubowych koszulkach! Dumnie minęlismy zgromadzenie przy starej mleczarni... pracowników dorywczych, coraz szybciej.... Dziewczyny trochę z tyłu, jeszcze spotkaliśmy się na światłach przy bazarku.... jak wpadlismy na rynek, Tomasz zadowolony, bo ostatnie tempo 5.08 :)
Rozciąganie, dziewczyny już są! Cieplutko, słonecznie, endorfiny... uśmiechy i foty. foty zrobiła nam dziewczyna od wycieczek rowerowych, o 10 ruszali z placu rowerzyści do Ustanowa, jeżdziłam z nimi w roku ubiegłym... a teraz w niedziele biegam! :)
Dobre pozycje, Tomasz, gwiazda, w ciemnych okularach... :)
I wyszło, jak Beata chciała. 20 km, dwie godziny, fajny, mocny, dynamiczny bieg!
Beata to pędziwiatr :) uwielbiam z nia biegać! Zawsze jest odpowiednie tempo. Niemniej z Kasią, która prócz tempa, utrzymuje również konwersację. Bo tym razem Beata była tak skupiona na osiągnięciu 2 godzin, że gadała Kasia, chociaż oprotestowała tempo... protestowała, gnała i gadała :) A już na orężnej, kiedy nikt nie gadał, ona gadała jeszcze :)
Dziekuję Wam za super atmosferę, świetny poczatek dnia!







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz